Holandia: Nabożeństwo trwało 96 dni non stop, by ochronić uchodźców. Pomogło średniowieczne prawo

Przez ostatnie 96 dni w protestanckim kościele Bethel w Hadze nieprzerwanie odprawiane były całodobowe nabożeństwa. Celem trwającej łącznie ponad 2300 godzin religijnej ceremonii było uchronienie przed deportacją rodziny armeńskich uchodźców.

Pięcioosobowa rodzina Tamrazjan przybyła do Holandii w 2009 roku. Od tego czasu, ze względu na polityczne zaangażowanie głowy rodziny, Sasuna Tamrazjan, ubiegała się ona o uzyskanie prawa do azylu. Starania te okazały się jednak bezskuteczne, podobnie jak wnioski o udzielenie tzw. kinderpardon - prawa do pobytu dla rodzin, których dzieci żyją w Holandii przez więcej niż pięć lat. 

W połowie września rodzina dowiedziała się o nakazie deportacji. Zdesperowana 21-letnia Hayarpi Tamrazjan opublikowała w mediach społecznościowych apel do polityków. - Mogę zostać wydalona z Holandii po 9 latach. W imieniu mojego brata i siostry proszę o pomoc - pisała.

Azyl w świątyni

Z pomocą przyszedł protestancki kościół w Hadze. W oficjalnym komunikacie duchowni oświadczyli: "Protestancki Kościół w Hadze szanuje wyroki sądów, ale skonfrontowany został z dylematem wyboru pomiędzy szacunkiem dla rządu a ochroną praw dzieci. Celem kościelnego azylu jest zapewnienie spokoju i odpoczynku rodzinie oraz zaoferowanie jej wytchnienia, podczas którego zachęcamy polityków do przedyskutowania jej losu oraz konsekwencji Umowy o Amnestii Dzieci".

Korzystając ze średniowiecznego prawa, zgodnie z którym władze nie mogą wkroczyć do świątyni w trakcie ceremonii religijnych, duchowni i wierni rozpoczęli akcję solidarności z rodziną Tamrazjan. Zarówno w trakcie dnia, jak i w nocy, pracujący na zmiany pastorzy odprawiali trwające przez 6 lub 7 godzin nabożeństwa, w których zawsze uczestniczyło co najmniej troje wiernych. Mieszkańcy dzielnicy Segbroek stworzyli listę osób gotowych stawić się w kościele w dowolnym momencie. Nabożeństwa okazały się jednak na tyle popularne, że nie była ona potrzebna. Pomiędzy październikiem a styczniem w kościele Bethel pojawiło się kilkuset pastorów z Holandii, Niemiec, Francji i Belgii.

Jak podaje "The Guardian", pastorzy zdecydowali się na pomoc rodzinie Tamrazjan, żeby wyrazić solidarność ze wszystkimi dziećmi osób ubiegających się o prawo do azylu, które są ich zdaniem źle traktowane przez holenderskie państwo.

- To, co wyróżnia rodzinę Tamrazjan to fakt, że to państwo ją zaskarżyło - mówił Derk Stegeman, pastor kościoła Bethel. - Sądy dwukrotnie zdecydowały, że może ona zostać, państwo dwa razy wniosło apelację. Zaaplikowali o kinderpardon, ale spotkali się z odmową, na którą musieli czekać niemal dwa lata - tłumaczy.

Duchowny przyznaje, że pastorzy mieli wątpliwości co do podjęcia protestu. - Na początku myśleliśmy, że będzie to dla nas obciążeniem, jednak ostatecznie okazało się czymś, co nas połączyło.

Rewizja polityki władz

W wyniku długotrwałego protestu władze zdecydowały się zrewidować dotychczasową politykę. W zeszły wtorek Mark Harbers, polityk odpowiedzialny za sprawy azylowe i migracyjne, oświadczył, że władze ponownie rozważą wnioski dotyczące dzieci osób ubiegających się o uzyskanie prawa do azylu. Według relacji Associated Press prawdopodobnie będzie miało to wpływ na około 700 osób. W środę 30 stycznia władze ogłosiły, że rodzina Tamrazjan nie zostanie deportowana.

"Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za bezpieczną przyszłość setek rodzin uchodźców w Holandii" - napisał w oświadczeniu Theo Hettema, przedstawiciel kościoła. - Przez miesiące podtrzymywaliśmy nadzieję, która teraz przekształca się w rzeczywistość.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Holandia: Nabożeństwo trwało 96 dni non stop, by ochronić uchodźców. Pomogło średniowieczne prawo
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl