Mieszkanka Caracas dla Gazeta.pl o protestach w Wenezueli: Wojna domowa? Spodziewamy się jej

W Wenezueli trwają demonstracje przeciwników i zwolenników prezydenta Nicolasa Maduro. W starciach z siłami bezpieczeństwa zginęło co najmniej 26 osób. Tymczasowym prezydentem ogłosił się lider opozycji Juan Guaido. O tym, jak wygląda teraz życie w Wenezueli opowiada w rozmowie z Gazeta.pl Daniela Andarcia, mieszkanka Caracas.
Zobacz wideo

Tomasz Sobczyk, Gazeta.pl: Co ludzie mówią o obecnej sytuacji w Waszym kraju?

Daniela Andarcia, specjalista HR z Caracas: Nie wiemy, jaka jest przyszłość naszego kraju, ale mamy nadzieję, że takie wydarzenia jak caracazo [masowe protesty, do których doszło w lutym i marcu 1989 r. - red.] wkrótce się powtórzą. Konieczna jest współpraca obywateli i armii przeciwko dyktaturze.

Większość obywateli jest świadoma, co to wszystko znaczy, a wielu z nas gotowych jest ponieść cenę, jeśli to zapewni lepszą przyszłość. Jest też pomysł na interwencję zagraniczną, ale to bardzo delikatna sprawa. Ludzie mają na ten temat różne opinie. Niektórzy obawiają się, że tak naprawdę nie wiemy, czy taka interwencja nie zaboli nas bardziej niż obecna sytuacja, jednocześnie nie wiemy też, jakie mogą być prawdziwe intencje takich działań.

Zwolennicy lidera opozycji Huana Guaido w Caracas, 23.01.2019 r.Zwolennicy lidera opozycji Huana Guaido w Caracas, 23.01.2019 r. Fot. Boris Vergara / AP Photo

Jak teraz wygląda sytuacja na ulicach miast?

Czuć napięcie, a mimo to wszyscy próbują zachować resztki spokoju. Dorośli chodzą do pracy, dzieci do szkół. Wszyscy jednak czują, że zaraz coś może się wydarzyć. W każdej chwili.

Rzecz w tym, że normy w naszym kraju zostały wywrócone do góry nogami. Policjantów postrzega się jako zbrodniarzy, ale ich działania legalizuje rząd, natomiast prawdziwi przestępcy łamiący prawo za dnia, wieczorami walczą z policją o wolność w naszym kraju. To absurdalna sytuacja. Oni w ciągu dnia straszą ludzi i popełniają przestępstwa, a wieczorami protestują, i to ramię w ramię z innymi obywatelami.

W ciągu ostatnich wieczorów i nocy ludzie w ramach protestu robili coś, co nazywamy cacerolazo. Polega to na nieustannym uderzeniu łyżkami w garnki. Nie mamy broni, ale właśnie tę formę protestu można rozumieć jako wykrzyczenie: "Nie jesteś naszym prezydentem i masz opuścić Miraflores [siedziba prezydenta - red.]".

Nicolas MaduroNicolas Maduro Fot. Ariana Cubillos / AP Photo

Kto bierze udział w protestach?

Cóż, większość populacji stanowią młodzi, więc zawsze na marszach jest więcej młodych ludzi. Niemniej, na protestach pojawiają się ludzie w praktycznie każdym wieku. Osoby starsze, kobiety, nawet dzieci. Tu nie ma też znaczenia status społeczny. To różni obecne protesty od tych, kiedy prezydentem był Chavez. Wtedy była walka klas.

Jak liczne są obecne protesty?

Nie znam dokładnej liczby osób, jaka wzięła udział w proteście 23 stycznia, ale wiem jedno - było mnóstwo ludzi, nie tylko z Caracas. W tym samym czasie odbywały się też potężne marsze w innych miastach, właściwie w całym kraju.

Co ludzie o tym wszystkim myślą? Czego się spodziewają?

Teraz nie ma znaczenia, czy ktoś kiedyś głosował na Chaveza albo Maduro. Naszym celem jest odciągnięcie Maduro i wszystkich jego współpracowników od władzy. Oczywiście nadal jest niewielka grupa obywateli, która go wspiera i nadal wierzy zarówno w niego i jego ekipę, jak i ewentualne korzyści, które mogą z ich władzy uzyskać.

Natomiast przeważająca część obywateli chce po prostu powrotu do tego, co było kiedyś. Chcemy normalnie pójść do supermarketu, znaleźć w nim to, czego potrzebujemy i kupić to bez niekończących się kolejek i ograniczeń co do liczby rzeczy, które można nabyć. Zresztą te ograniczenia dotyczą też leków, ubrań i wielu, wielu innych. Jesteśmy już zmęczeni i oburzeni tym, że raz w miesiącu dostajemy torbę z jedzeniem, które nie wystarcza nawet na tydzień, z produktami fatalnej jakości, które bardzo często są przeterminowane albo mają w środku robaki.

Chcemy, żeby to wszystko wreszcie się skończyło. Żeby wszyscy odpowiedzialni za tę sytuację znaleźli się w więzieniach i zapłacili za cierpienia, które nam wyrządzili. Mamy dość władzy, która śmieje nam się w twarz. Mamy dość socjalistycznych tyrad.

Z drugiej strony, pojawienie się Guaido dało nam sporo nadziei, dało nam siłę. Jeśli mam być szczera, wcześniej wcale nie mieliśmy dobrej opinii o opozycji, ale Guaido jest kimś nowym i wykazał się dużą odwagą. A tego właśnie potrzebowaliśmy.

Juan GuaidoJuan Guaido Fot. Fernando Llano / AP Photo

Czy ludzie boją się, że sytuacja stanie się jeszcze bardziej niebezpieczna? Że dojdzie do wojny domowej?

Wojna domowa? Myślę, że się jej spodziewamy. Zwolenników Maduro jest mniej, ale to oni mają broń. Konieczne jest, żeby wsparło nas wojsko. To dlatego niektórzy popierają pomysł interwencji zagranicznej.

A jeśli mówimy o strachu… Oczywiście, że się boimy. Bo kto byłby w stanie żyć w takich warunkach? Ale to jest strach przed pozostaniem w obecnej sytuacji. Strach przed tym, że wszystkie nasze starania pójdą na marne. Strach przed tym, że nasz kraj nadal będzie niszczony. Te myśli zostają z nami w ciągu dni, w ciągu nocy. To samo usłyszysz od sąsiada, od ludzi w kolejkach, od sprzedawcy. Wszyscy zastanawiają się, kiedy to w końcu przezwyciężymy i czy w ogóle będziemy w stanie to zrobić.

Jak myślisz, co się stanie potem?

Jeśli poradzimy sobie z tą sytuacją, konieczne będzie odbudowanie wszystkich instytucji. Myślę, że powinniśmy zacząć od tego i od podjęcia zdecydowanych kroków gospodarczych, żeby posprzątać cały ten bałagan. Pewnie wrócą też prywatne firmy, ale musimy stworzyć do tego odpowiednie warunki. Mamy świadomość, że to nie będzie łatwe, ale rozpaczliwie się tego domagamy.

Moim zdaniem nauczyliśmy się czegoś wartościowego w ostatnich latach. Że otrzymywanie rzeczy od rządu w zamian za nic - ani za wysiłek, ani za pracę - jest jedną z najgorszych rzeczy, na jaką mogą pozwolić obywatele.

Antyrządowe protesty w Wenezueli, 21.01.2019 r.Antyrządowe protesty w Wenezueli, 21.01.2019 r. Fot. Fernando Llano / AP Photo

Jak teraz, dziś wygląda normalne życie w Wenezueli? Czy sklepy są otwarte? Czy jest szansa na to, żeby pójść do kina? Czy ulic pilnują żołnierze?

Nie jestem w stanie powiedzieć, że prowadzimy teraz normalne życie. Pojęcie normalnego życia zostało zniszczone. Sklepy są otwarte, ale prawie niczego w nich nie ma, a ceny są zbyt wysokie.

Dzieci ciągle chodzą do szkół, żeby się "uczyć", ale używam cudzysłowu, bo tak naprawdę się nie uczą. Są nawet plotki, że lekcje będą odbywać się tylko dwa razy w tygodniu, a wszystko ze względu na niskie pensje nauczycieli, niewystarczające nawet do zapewnienia wyżywienia czy opłacenia transportu.

Ci, którzy mają pieniądze, chodzą do kin, ale jeśli mam być szczera, takich osób jest naprawdę niewiele. Większość ludzi wydaje pieniądze tylko na jedzenie.

A jeśli chodzi o wojsko - tak, żołnierze cały czas kręcą się po okolicy. Widać, jak szukają sklepów albo ludzi, których mogą okraść albo wymusić od nich pieniądze. Wątpię, żeby ktokolwiek, nawet jeśli wspiera Maduro, mógł temu zaprzeczyć.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Mieszkanka Caracas dla Gazeta.pl o protestach w Wenezueli: Wojna domowa? Spodziewamy się jej
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl