Myśliwiec rozbił się w górach. Jedyny ślad po załodze to kawałek spadochronu i mapa

Francuski myśliwiec Mirage 2000 rozbił się w Alpach podczas lotu na małej wysokości. Do tej pory nie udało się znaleźć załogi, choć natrafiono na fragment spadochronu i mapę. Trwają intensywne poszukiwania w zaśnieżonych górach.

Kontakt z dwuosobową załogą myśliwca urwał się w środę około godziny 11. Mirage 2000D wykonywał lot treningowy na małej wysokości nad Masywem Jura położonym blisko granicy ze Szwajcarią. W rejonie lotu panowały kiepskie warunki atmosferyczne: niskie chmury i padający śnieg.

Nieuzbrojona maszyna z nieznanych powodów uderzyła w ziemię. Świadkowie mówią o silnej eksplozji i grzybie ognia oraz dymu.

Mało czasu na reakcję

Los załogi nie jest znany. Nie wiadomo, czy się katapultowała. Ekipy ratownicze zdołały po kilku godzinach znaleźć pierwsze szczątki samolotu rozrzucone na znacznej powierzchni na wysokości kilometra nad poziomem morza. Intensywnie padający śnieg przykrył wiele z nich.

Jedyne ślady po załodze znalezione w środę to fragment spadochronu i mapa, którą piloci trzymają przyczepioną do uda. Wojskowi podkreślają, że mogą to być szczątki powstałe podczas uderzenia samolotu o ziemię. Na razie status załogi określa się jako "zaginiona".

Francuscy eksperci studzą w mediach nadzieje na znalezienie kogokolwiek żywego. Z oświadczenia wojska wynika, że załoga ćwiczyła lot na małej wysokości. Oznacza to pędzenie dolinami i poniżej wierzchołków gór w celu ukrycia się przed radarami. Awaria lub błąd na takiej wysokości, w kiepskich warunkach atmosferycznych i przy prędkości rzędu kilkuset kilometrów na godzinę, oznaczają bardzo mało czasu na bezpieczne katapultowanie.

Materiał francuskiego lotnictwa pokazujący tego rodzaju lot treningowy myśliwców Mirage 2000 pomiędzy górskimi szczytami.

 
Więcej o: