Ognisty obiekt na niebie. Rosyjski kosmiczny zwiadowca wywołał poruszenie

Po niebie nad Nową Zelandią przemknął ognisty obiekt, który można było wziąć za wyjątkowo dużą "spadającą gwiazdę". Jest jednak niemal pewne, że to sprawka Rosjan. Spektakl na niebie wywołał na tyle duże poruszenie, że kamery telewizji nagrywające mecz krykieta zostały skierowane w górę.

Ognisty obiekt pojawił się na niebie w sobotni wieczór czasu lokalnego. Przeleciał nad Nową Zelandią w ciągu kilku minut. W tym czasie został wiele razy sfotografowany i nagrany. Pokazały go na żywo między innymi kamery transmitujące mecz krykieta pomiędzy Nową Zelandią a Sri Lanką. 

W porównaniu do standardowych meteorów (potocznie nazywanych "spadającymi gwiazdami") widocznych na niebie bardzo krótko, ten obiekt poruszał się stosunkowo wolno i był widoczny znacznie dłużej. Po drodze wyraźnie rozpadał się a mniejsze fragmenty zostawiające dodatkowe ogniste ślady.

Zobacz wideo

Rosyjski obserwator

Autorami tego niecodziennego widowiska mają być Rosjanie. Profesor Richard Easther, fizyk z uniwersytetu w Auckland, powiedział publicznemu radu nowozelandzkiemu, że niemal na pewno był to rosyjski satelita zwiadowczy Kosmos 2430. – Trajektoria i moment pojawienia się tego obiektu są zgodnie z tym, co wiemy o tym satelicie – stwierdził.

Kosmos 2430 został wystrzelony w 2007 roku. Był to satelita rosyjskiego kosmicznego systemu wczesnego ostrzegania o oznaczeniu US-K. W 2012 roku doszło do jego awarii i nie wykonał manewru koniecznego do utrzymania się na orbicie, z której mógł obserwować potencjalne starty rakiet międzykontynentalnych z USA. Wobec tego uznano go za będący poza kontrolą i skreślono z listy aktywnych.

Przez kolejne lata okrążał Ziemię, powoli zwalniając i obniżając swoją orbitę. Piątego stycznia wpadł w na tyle gęste warstwy atmosfery, że został ostatecznie wyhamowany. Spłonął na oczach mieszkańców Nowej Zelandii. Jeśli jakieś jego części przetrwały starcie z atmosferą przy prędkościach rzędu 25 tysięcy km/h, to spadły gdzieś do południowego Pacyfiku.

W tym regionie znajduje się "cmentarzysko statków kosmicznych". To najsłabiej zamieszkana część planety i praktycznie całkowicie pokryta oceanem. Tam skończyła między innymi stacja kosmiczna Mir, chińska Tiangong-1 jak i rutynowo kończą statki transportowe zaopatrujące Międzynarodową Stację Kosmiczną.

Więcej o: