Ratownicy w Czechach musieli wstrzymać akcję ratunkową. Pod ziemią wciąż jest niebezpiecznie

W kopalni Stonawa w Czechach trzeba było przerwać poszukiwania ciał górników, którzy zginęli w czwartkowym wybuchu metanu pod ziemią. Z badań wynika, że warunki w kopalni ciągle stwarzają niebezpieczeństwo.

W czwartek w wyniku wybuchu metanu i pożaru, który po nim nastąpił w kopalni  Stonawa w Czechach zginęło 12 polskich górników i jeden Czech. Do tej pory udało się wydobyć zwłoki czterech osób, z czego trzech w samą niedzielę.

Ratownicy w Czechach musieli wstrzymać akcję. Nikt pod ziemię nie zejdzie

Niestety, okazuje się, że warunki panujące w kopalni ciągle zagrażają ludzkiemu życiu. Badania wykazały, że pod ziemią jest wciąż niebezpiecznie, a to nie pozwala ratownikom tam pracować i likwidować skutków wybuchu. Dlatego też wstrzymano poszukiwania ofiar na czas nieokreślony. 

Rzecznik koncernu OKD Ivo Czelechovsky powiedział mediom:

W najbliższym czasie musimy poczekać na ustabilizowanie sytuacji pod ziemią. Za pomocą sond będziemy pobierać próbki, które pokażą co tam się dzieje - może to trwać przypuszczalnie kilka tygodni.

Jednocześnie szef akcji ratunkowej zalecił zamknięcie wszystkich tam w kopalni i ciągłe pompowanie azotu do chodników, w których doszło do wybuchu. Dzięki tej metodzie udało się wcześniej dokonać krótkiego rekonesansu na miejscu tragedii.

Dodatkowo, ratownicy zamknęli też tamy oddzielając 500-metrowy chodnik od reszty wyrobiska. Wydobyte z kopalni zwłoki zostały przewiezione do zakładu medycyny sądowej w celu identyfikacji.

Tymczasem w kościele świętej Marii Magdaleny w Stonawie oraz w kościołach w Karwnie i Ostrawie odprawione zostaną pasterki w intencji tragicznie zmarłych górników ich rodzin.

Po wybuchu do Czech pojechał premier Mateusz Morawiecki, a prezydent Andrzej Duda ogłosił w niedzielę jednodniową żałobę narodową.

Prezes WUG członkiem komisji wyjaśniającej przyczyny tragedii

Prezes Wyższego Urzędy Górniczego w Katowicach Adam Mirek będzie członkiem komisji wyjaśniającej przyczyny tragedii w czeskiej kopalni. Mirek został poproszony o udział w komisji przez szefostwo czeskiego nadzoru górniczego. Pierwsze robocze spotkanie ma się odbyć w czwartek.

- To sprawa bez precedensu - mówi Adam Mirek. Jego zdaniem, udział w tej komisji pozwoli bardziej zobiektywizować wyniki jej prac. - Ale również będziemy wiedzieli, że zrobiono wszystko co możliwe. To nie o to chodzi, że nie dowierzamy kolegom z Czech. Tak nie jest, natomiast pozwoli to uniknąć nieporozumień i jakiś fałszywych oskarżeń - podkreśla.

W komisji, oprócz specjalistów, będą też przedstawiciele czeskich związków zawodowych. Jej prace - po zakończonej akcji - mogą potrwać nawet kilka miesięcy.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Ratownicy w Czechach musieli wstrzymać akcję ratunkową. Pod ziemią wciąż jest niebezpiecznie
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl