Mieszkają w dziurawych namiotach, marzną całą zimę. "Mierzą się z realnym niebezpieczeństwem"

Prawo zabrania im budować stałych schronień, nie mogą legalnie podjąć pracy. Mieszkańcy Libanu oskarżają ich o pogorszenie się sytuacji ekonomicznej w kraju i szerzenie się chorób. A kiedy przychodzi zima, nie mają jak ochronić się przed zimnem. Sytuacja syryjskich uchodźców w Libanie staje się z dnia na dzień coraz trudniejsza.
Zobacz wideo

Wyobraź sobie, że masz dom, dwoje dzieci i dobrze prosperującą firmę. Pewnego dnia wybucha wojna domowa. W końcu podejmujesz decyzję: uciekamy. Pakujesz najpotrzebniejsze rzeczy, wypłacasz z konta pieniądze, zabierasz rodzinę. Przedostajecie się przez granicę do sąsiedniego kraju. Za około 700 złotych miesięcznie wynajmujecie garaż. Nie mieszkanie, bo nikt nie chce ci go wynająć w normalnej cenie. Chcesz podjąć pracę. Jedyne, co możesz robić, to sprzątać ulice, i to na czarno. Zgadzasz się. Żyjecie w ten sposób jakiś czas, aż tracisz zajęcie. Już nie stać was na wynajmowanie garażu.

Wynosicie się z rodziną do obozu, w którym mieszkają ludzie z twojego kraju w podobnej sytuacji. Śpicie w plastikowym namiocie, wyłożonym plandeką tak, że czujesz pod stopami kamienie, na których stoi twój prowizoryczny „dom”. Każdy tu tak mieszka. Twój sąsiad ma „dom” 10 cm od Twojego. Nie musisz przykładać ucha do plastikowej ściany, żeby słyszeć płacz jego dziecka, które akurat ma gorączkę. Jak się kłóci z żoną, też słyszysz. I jak się z nią kocha - też. Ale przynajmniej nie mieszkacie na ulicy, jesteście razem.

Po trzech miesiącach przychodzi zima. Temperatura spada do 5 stopni. Mówią, że będzie jeszcze zimniej. Ziemia robi się twarda, wymarznięta. Wiatr się wzmaga, jest przenikliwy i świszczący. Słyszysz go na zewnątrz, słyszysz go też w namiocie. Od czasu do czasu pada śnieg.

Temperatura nadal spada. Jest ci zimno. Twojej rodzinie też.

***

W takiej sytuacji jest codziennie około milion Syryjczyków, którzy uciekli przed wojną domową do Libanu. Kraju, który jest wielkości województwa świętokrzyskiego i liczy sobie 4,5 miliona mieszkańców. Ponad 1/6 dzisiejszej ludności to więc uchodźcy rozlokowani w kilkuset nieformalnych obozach.

Część z nich przetrwa zimę dzięki Polskiemu Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM) i jego pracownikom. To oni przez sześć miesięcy od czerwca 2018 roku zabezpieczali przed nadchodzącym zimnem 3,5 tys. rodzin, czyli około 15 tys. syryjskich uchodźców osiedlonych w górskim regionie Arsal uważanym przez Libańczyków za wyjątkowo niebezpieczny (jeszcze do niedawna był on kontrolowany przez Państwo Islamskie). - Pojawiliśmy się tam jako jedna z pierwszych organizacji po okupacji ISIS - mówi Marcin Wiza, koordynator ostatniego projektu PCPM w Libanie.

Uchodźcy w Libanie mieszkają w plastikowych namiotach. Zima to dla nich najtrudniejszy czas.Uchodźcy w Libanie mieszkają w plastikowych namiotach. Zima to dla nich najtrudniejszy czas. Fot. Adam Rostkowski / Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

Libańczycy nie chcą uchodźców

Sytuacja uchodźców w Libanie jest bardzo trudna. Nie poprawiają jej Libańczycy. - Nikt się z tym nie kryje, że panuje powszechna zgoda na dyskryminowanie Syryjczyków. Wynika to z wielu względów: i historycznych, bo Syria miała zawsze silne wpływy w Libanie, i ekonomicznych, bo kryzys ekonomiczny w Libanie zbiegł się z wojną w Syrii i napływem uchodźców - mówi Marcin Wiza.

W rezultacie Liban przyjął szereg regulacji prawnych, które mają zmusić Syryjczyków do wyniesienia się z kraju. Nie mogą oni m.in. legalnie podjąć pracy. Zatrudniać uchodźców nie mogą nawet organizacje pozarządowe działające na terenie Libanu. Syryjczycy podejmują się więc na czarno prac, których nie chcą wykonywać Libańczycy za tak niskie pieniądze, za jakie zrobią to uchodźcy - chodzi przede wszystkim o prace w rolnictwie.

Głównym jednak utrudnieniem jest to, że nie mogą budować stałych schronień. Dlatego właśnie mieszkają głównie w drewniano-plastikowych namiotach. - Jeśli Syryjczycy nie przestrzegają tego prawa, w ciągu kilku tygodni przyjeżdża armia i wszystko równa z ziemią - mówi Marcin Wiza. Zakaz ten, jak mówi przedstawiciel PCPM, ma "zachęcić" uchodźców do powrotu do swojego kraju. Rząd libański nie jest też chętny, aby współpracować z organizacjami humanitarnymi np. ONZ. - Uważa, że jeśli uda mu się pozbyć z kraju ONZ, to znikną też uchodźcy. Według rządu, tak długo jak Syryjczycy będą dostawać pomoc, tak długo będą w ich kraju.

Uchodźcy w Libanie mieszkają w plastikowych namiotach. Zima to dla nich najtrudniejszy czas.Uchodźcy w Libanie mieszkają w plastikowych namiotach. Zima to dla nich najtrudniejszy czas. Fot. Adam Rostkowski / Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

- Tę niechęć widać wśród samych Libańczyków - uważa Marcin Wiza. - Na ulicach niejednokrotnie pojawiają się napisy jawnie nawołujące do nienawiści, hasła "My was tu nie chcemy". Kobiety libańskie nie chcą rodzić w tych samych szpitalach, w których rodzą Syryjki. Uchodźców oskarża się też m.in. o rzekome spowodowanie wzrostu zachorowań na nowotwory - opowiada.

Uchodźcy w Libanie nie są pozostawieni sami

Pomoc uchodźcom udzielają różnego rodzaju organizacje pozarządowe. Czuwa nad nimi Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców. To on koordynuje ich działania i pilnuje, żeby te się na siebie nie nachodziły. Część z nich realizuje działania zlecane przez ONZ i dostaje na nie finansowanie. Pieniędzy jest jednak za mało. - W tym roku w dolinie Bekaa, w której leży Arsal wystarczy na 70 proc. potrzeb dotyczących schronienia. Nie ma pieniędzy na służbę zdrowia czy edukację - tłumaczy Marcin Wiza. Część uchodźców w ramach agendy Światowego Programu Żywnościowego dostaje również karty płatnicze, dzięki którym mogą w oznaczonych sklepach zaopatrzyć się w najpotrzebniejsze produkty. Ostatnią - ale bardzo ważną - rolą UNHCR jest reprezentowanie organizacji pozarządowych oraz reagowanie na napięcia między nimi a rządem libańskim, który jest negatywnie do nich nastawiony.

PCPM prowadzi w Libanie działanie na wielu torach, np. dofinansowuje wynajem mieszkań. - Mamy projekt, który wspiera osoby, które chcą wynajmować mieszkanie, czy garaż. My płacimy połowę czynszu właścicielom, a uchodźca musi zapłacić drugą połowę - tłumaczy Marcin Wiza.

Projekt w Arsalu opierał się na czterech filarach. - Przede wszystkim chodziło o to, żeby zapewnić im schronienie na zimę. Pomagaliśmy też niepełnosprawnym, rozwijaliśmy ochronę przed pożarami i powodziami - tłumaczy.

Jakie potrzeby mają Syryjczycy w Libanie?

Te dwa ostatnie filary są wyjątkowo ważne, bo zima nie wiąże się tylko z niską temperaturą, od której cierpią mieszkańcy tych quasi-obozów, ale również właśnie z pożarami. - Uchodźcy próbują się sztucznie dogrzewać jakimiś prowizorycznymi piecykami, od których jednak często zajmują się ogniem namioty. Efekt jest taki, że po kilku godzinach tego obozu już nie ma - wyjaśnia Marcin Wiza. Dlatego właśnie zaopatrywano uchodźców w gaśnice i narzędzia przeciwpożarowe, a także prowadzono szkolenia przeciwpożarowe. Dzięki temu w momencie, kiedy namioty zapłoną od prowizorycznych palenisk, Syryjczycy będą potrafili przerwać „łańcuch ognia” i uratować znaczną część swojego dobytku.

Uchodźcy w Libanie mieszkają w plastikowych namiotach. Zima to dla nich najtrudniejszy czas.Uchodźcy w Libanie mieszkają w plastikowych namiotach. Zima to dla nich najtrudniejszy czas. Fot. Adam Rostkowski / Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

Zagrożeniem są również powodzie. Jako że obozy znajdują się w górach, są często zalewane przez topniejący śnieg i intensywne opady. Aby zapobiec skutkom opadów, pracownicy organizacji utwardzali żwirem drogi między namiotami. Ma to usprawnić system odprowadzania wody.

Jednak tak naprawdę w każdym regionie Libanu pierwszą potrzebą jest schronienie. Nie da się bezpiecznie przetrwać zimy w warunkach, w jakich żyją uchodźcy w nieformalnych obozach. W regionie Arsal PCPM skupiało się przede wszystkim na dostarczeniu dodatkowych płacht i dodatkowego drewna, żeby można było wyremontować i uszczelnić namioty już istniejące. - Jest wiele takich "domów", w których plandeka jest dziurawa w kilku miejscach, więc jak tylko zaczyna padać, woda dostaje się do środka, a drewno jest tak spróchniałe, że łamie się pod ciężarem pierwszego śniegu - mówi Marcin Wiza.

Prawie 300 czapek dla uchodźców

PCPM bardzo aktywnie szuka źródeł pomocy, aby syryjscy uchodźcy mogli przetrwać zimę. O jednym z bardziej niezwykłych gestów dowiedzieliśmy się ostatnio.

- Zaczęło się od jednego maila. Pani Anna z Gdańska zapytała nas, czy nie mielibyśmy możliwości dostarczenia… kilkuset czapek, które przygotowała dla uchodźców razem z koleżankami - mówi Aleksandra Rutkowska z PCPM.

Seniorki z Gdańska przygotowały 280 czapek dla dzieci uchodźców przebywających w Libanie.Seniorki z Gdańska przygotowały 280 czapek dla dzieci uchodźców przebywających w Libanie. Fot. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

Czapek było 280, wszystkie ręcznie zrobione na drutach, kolorowe, każda inna. Zaangażowanych w akcję było siedem pań, które złożyły projekt do Miasta Gdańsk w ramach programu uaktywniania osób emerytowanych i otrzymały dofinansowanie na włóczkę. - Najstarsza z tych pań ma 88 lat i przyznała, że robienie czapek nie jest jej mocną stroną, dlatego zajęła się robieniem szalików - opowiada Aleksandra Rutkowska. Wszystkie czapki i szaliki zostały przekazane najbardziej potrzebującym dzieciom mieszkającym w nieformalnych obozach dla uchodźców w Libanie.


- Bardzo mnie poruszyło, w jak tragicznych warunkach żyją uchodźcy w obozach. Nie jesteśmy bogate, ale to, co możemy dać od siebie to nasza praca - mówi pani Anna z Gdańska, pomysłodawczyni inicjatywy, która sama zrobiła 111 czapek. - Kiedy zobaczyłyśmy zdjęcia dzieciaczków z PCPM, radość była niesamowita. Czapki i szaliki trafiły tam, gdzie chciałyśmy - dodaje. - Jeśli dostaniemy kolejne środki na czapki, będziemy je dalej robić - deklaruje jednocześnie.

Seniorki z Gdańska przygotowały 280 czapek dla dzieci uchodźców przebywających w Libanie.Seniorki z Gdańska przygotowały 280 czapek dla dzieci uchodźców przebywających w Libanie. Fot. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

- Takie gesty jak ten pani Anny i jej koleżanek mają ogromne znaczenie. One zarażają, motywują, dają dobrą energię. A małym Syryjczykom kolorują nieco tę zimę, która dzięki paniom jest trochę mniej smutna - podsumowuje Aleksandra Rutkowska. Zaznacza jednak, że to dość symboliczna pomoc, bo potrzeb jest o wiele więcej. - Nie możemy zatrzymać się na tych 250 czapkach. To jest 280 uśmiechów, ale naszą misją jest, żeby tę zimę ocieplić. I mamy na to jeszcze trochę czasu - dodaje. - Zimno, z jakim mierzą się Syryjczycy w Libanie, to realne niebezpieczeństwo. To nie jest kwestia podniesienia komfortu życia, a zapewnianie minimalnego komfortu i godności, który i tak nie zapewni życia takiego, na jakie każdy z nas zasługuje - podkreśla.

Najlepszą pomocą są jednak pieniądze

- Na większą skalę bardzo trudno byłoby przeprowadzić taką akcję przewożenia czegokolwiek, bo koszt transportu z Polski do Libanu byłby zbyt wysoki. Dlatego jeśli przewozimy jakieś rzeczy dla uchodźców, zwykle robimy to w ramach naszego prywatnego bagażu - tłumaczy Marcin Wiza. Tak właśnie zostało przetransportowanych 280 czapek od seniorek z Gdańska: w bagażu Ewy, która akurat leciała do Libanu.

Seniorki z Gdańska przygotowały 280 czapek dla dzieci uchodźców przebywających w Libanie.Seniorki z Gdańska przygotowały 280 czapek dla dzieci uchodźców przebywających w Libanie. Fot. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej

Trudność w przewiezieniu większych bagaży powoduje, że najlepszym sposobem, aby pomóc PCPM jest przekazanie pieniędzy na rzecz organizacji. - To najbardziej efektywny sposób, również dlatego, że staramy się odchodzić od pomocy doraźnej, a raczej zaopatrywać uchodźców w narzędzia, które pozwolą im poprawić ich sytuację. Wpłaty od darczyńców dają nam większą elastyczność i pozwalają na bieżąco reagować na potrzeby uchodźców, a one zmieniają się bardzo szybko - wyjaśnia.

Pomoc finansowa jest dla PCPM bardzo ważna z prostego powodu - pozwala pomóc jak największej liczbie osób. - Wiadomo, że nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim. Kiedy przyjechaliśmy do Arsal, odwiedziliśmy każdy namiot, żeby móc wybrać te, które są w najgorszym stanie. Ale to że taki „dom” nie grozi zawaleniem w przeciągu tygodnia czy dwóch, nie oznacza, że nie zawali się za dwa lub trzy miesiące - tłumaczy Marcin Wiza. - A dla nich jesteśmy jedyną szansą. To, że nie wybraliśmy ich, żeby im pomóc, oznacza, że przez kolejny rok będą mieszkać w dziurawym namiocie, a ich dzieci będą marznąć. Bo nikt inny oprócz nas tam nie przyjedzie – dodaje.

Każdy z nas może pomóc uchodźcom w Libanie. Wystarczy przekazać dowolną kwotę na konto Fundacji PCPM (nr konta 61 1140 1010 0000 5228 6800 1003, tytuł wpłaty: Wsparcie dla uchodźców syryjskich). Kliknij w link i dowiedz się więcej na temat działań PCPM.