Tysiące ludzi wciąż demonstrują w Budapeszcie. Opozycja wzywa do zjednoczenia się

W stolicy Węgier Budapeszcie kilka tysięcy osób wzięło udział we wczorajszych kolejnych demonstracjach przeciw nowelizacji kodeksu pracy. Krytycy nazywają ją "niewolniczą ustawą". Doszło do starć z policją.
Zobacz wideo

W demonstracji antyrządowej na placu Kossutha przed gmachem parlamentu uczestniczyli przedstawiciele partii opozycyjnych z różnych opcji politycznych. W swoich przemówieniach wzywali oni do jedności i kontynuowania protestów. Posłanka socjalistów Ágnes Kunhalmi oceniła ten czas jako historyczny, gdyż przyjęcie nowelizacji ustawy otwiera drogę do jednoczenia się opozycji.

Wiceprzewodnicząca partii Momentum Anna Donáth podkreśliła, że przegłosowując nowelizację ustawy rząd przekroczył wszelkie granice, dlatego opozycja powinna być solidarna ze wszystkimi grupami społecznymi.

Demonstracje trwają od kilku dni. Poza głównym postulatem dotyczącym kodeksu pracy, wznoszone są hasła przeciwko rządowi i premierowi Viktorowi Orbanowi. "Vik-ta-tor" - można usłyszeć na nagraniu z jednej z demonstracji.

Demonstrujący rzucali petardami w policjantów

Po zakończeniu głównej części demonstracji, tłum przeszedł ulicami stolicy Węgier, po czym wrócił na plac Kossutha, gdzie demonstranci zaczęli rzucać w policjantów petardami, butelkami i jajkami. Policja w odpowiedzi użyła gazu łzawiącego. W godzinach wieczornych na placu Kossutha było ok. 150 policjantów.

W środę parlament Węgier przyjął nowelizację kodeksu pracy, na podstawie której górna granica godzin nadliczbowych wzrośnie z 250 do 400. Posłowie opozycyjni próbowali zablokować głosowanie, m.in. okupując mównicę w sali obrad. Demonstracje przeciw tzw. "ustawie niewolniczej” rozpoczęły się po jej przyjęciu. Od rozpoczęcia demonstracji zatrzymano ponad 50 osób, wśród nich kilku obcokrajowców, aresztowano ponad 20.