Polacy australijskimi fregatami wzgardzili. Teraz mają na nie chęć Grecy i Turcy

W atmosferze afery Polska nie kupiła w sierpniu dwóch australijskich fregat typu Adelaide. Transakcja miała być inicjatywą głównie prezydenckiego BBN i MON. Jej przeciwnicy nazywali australijskie okręty "złomem" i w końcu wygrali. Teraz greckie media twierdzą, że ich zakup poważnie rozważa rząd w Atenach. Są określane jako potencjalnie cenne wzmocnienie greckiej floty w oczekiwaniu na nowe okręty.

O zainteresowaniu Grecji okrętami napisał dziennik "Kathimerini" a więcej detali podał specjalistyczny periodyk zajmujący się obronnością "Ptisidiastima". Według tego drugiego, pierwsze sygnały o możliwości zakupienia australijskich okrętów pojawiły się na początku września. Niedługo po tym, jak w połowie sierpnia ze sprowadzenia fregat wycofała się Polska.

Potrzeba rozwiązań na wczoraj

Grecy mają być zainteresowani australijskimi okrętami, ponieważ potrzebują jakichś stosunkowo dużych jednostek z silną obroną przeciwlotniczą "na wczoraj". Chodzi o możliwość zapewnienia parasola ochronnego dla innych okrętów działających na otwartym Morzu Śródziemnym w rejonie pomiędzy Kretą a Cyprem, gdzie Grecja prowadzi z Turcją intensywny spór o dostęp do surowców pod dnem morza. Posiadane przez grecką flotę fregaty mają być za słabo uzbrojone.

Grecy mają jednak taki sam problem jak Polacy. Perspektywa nowych wymarzonych okrętów jest odległa z powodów finansowych. Grecy od lat szukają sposobu na wzmocnienie floty dużymi jednostkami. Rozmawiali między innymi z Francuzami i Niemcami o zakupach lub dzierżawie ich fregat. Jednak bez konkretów. Dwie australijskie fregaty mają być "rozwiązaniem pomostowym", do czasu zakupu nowych jednostek.

Według greckich mediów, cena za okręty z Australii ma wynosić około 300 milionów euro. "Kathimerini" zaznacza, że nawet takiej kwoty nie ma w budżecie greckiej marynarki wojennej. Wobec tego są podejmowane próby kreatywnego pozyskania dodatkowych pieniędzy. Miało zostać utworzone specjalne konto, na które obywatele mogą wpłacać datki na rzecz floty. Według gazety, rząd liczy na nakłonienie do pomocy bardzo bogatych greckich firm armatorskich, posiadających jedną z największych flot statków handlowych na świecie. Dzięki swojej sile i wpływom płacą bardzo niskie podatki, co regularnie jest przedmiotem krytyki. Teoretycznie sfinansowanie przez nich zakupu fregat nie byłoby wielkim wysiłkiem.

Jednocześnie gazeta "Kathimerini" twierdzi, że australijskimi okrętami są też zainteresowani Turcy, czyli główny wróg Greków. Turecka flota posiada już osiem podobnych fregat, czyli zmodernizowanych amerykańskich jednostek typu Oliver Hazard Perry. Mają więc już odpowiednie doświadczenie i infrastrukturę, aby łatwo przyjąć kolejne.

Obecnie najnowocześniejsze greckie fregaty typu Hydra pochodzą z wczesnych lat 90. i mają słabszą obronę przeciwlotniczą niż australijskie AdelaideObecnie najnowocześniejsze greckie fregaty typu Hydra pochodzą z wczesnych lat 90. i mają słabszą obronę przeciwlotniczą niż australijskie Adelaide Fot. US Navy

Polskie przeciąganie liny

Floty obu rywalizujących państw mają postrzegać australijskie okręty jako potencjalnie cenne wzmocnienie. Głównie ze względu na stosunkowo silne uzbrojenie przeciwlotnicze, zainstalowane na nich przez Australijczyków podczas modernizacji w ostatniej dekadzie. Obie jednostki, choć zbudowane w latach 80., mają mieć przed sobą jeszcze około 15 lat służby. Australijczycy wycofują je ze służby, pomimo przyzwoitego stanu, ponieważ budują już znacznie lepszych następców i nie mają dość ludzi oraz pieniędzy, aby utrzymać równocześnie starsze okręty.

W Polsce obie fregaty też miałyby pełnić funkcję rozwiązania pomostowego. Wszystkie programy budowy nowych dużych okrętów na rzecz Marynarki Wojennej są mocno opóźnione, lub wręcz zamrożone. Te obecnie posiadane są natomiast stare i dożywają ostatnich lat w służbie. Australijskie fregaty miały pozwolić zachować istotny potencjał bojowy polskiej floty i jednocześnie utrzymać w służbie wyszkolonych marynarzy, którzy kiedyś przejdą na nowe okręty.

Głównymi zwolennikami jednostek typu Adelaide miało być prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego i MON. Zdecydowanymi przeciwnikami polskie stocznie, przemysł i część ministrów widzących w australijskich fregatach prowizorkę, która na wiele lat zamrozi pomysły budowy okrętów w Polsce. Krytykowała je też część publicystów, nazywając "złomem" nieprzydatnym na Bałtyku. Pisaliśmy o tym więcej w sierpniu.

Ostatecznie sprawa doczekała się spektakularnego finału. W połowie sierpnia do Australii wybrał się prezydent Andrzej Duda i minister obrony Mariusz Błaszczak. Według nieoficjalnych informacji mieli przypieczętować zakup okrętów. Dzień przed ich wylotem transakcje miał jednak ostatecznie zablokować premier Mateusz Morawiecki, przychylając się do głosów o zagrożeniu dla polskich stoczni.

Wiek okrętów Marynarki Wojennej RPWiek okrętów Marynarki Wojennej RP Marta Kondrusik/gazeta.pl

Więcej o: