Godzina policyjna, zakaz manifestacji i sprzedaży alkoholu. Taki byłby stan wojenny na Ukrainie

Relokacje, zakaz manifestacji, prohibicja, czy przejmowanie własności prywatnej przez państwo. Wprowadzenie stanu wojennego na Ukrainie dałoby rządzącym możliwość kontroli nad wieloma sferami życia. Tymczasem Ośrodek Studiów Wschodnich w swojej analizie nazywa decyzję Poroszenki "nieadekwatną w stosunku do obecnego zagrożenia".

Ukraińska Rada Najwyższa ma niedługo zdecydować o tym, czy wprowadzony zostanie stan wojenny. Odpowiedni wniosek do ukraińskiego parlamentu złożył prezydent Petro Poroszenko. Decyzja ma zapaść dzisiaj o godzinie 15. To konsekwencje kryzysu na Morzu Azowskim.

Kontrola własności prywatnej i mediów

"Kyiv Post" opisuje, co w praktyce oznaczać może wprowadzenie stanu wojennego na Ukrainie. Ustawa z 2015 r. reguluje szereg dziedzin życia, na które w czasie trwania stanu wojennego może wpływać administracja. Po pierwsze - w stanie wojennym państwo może nakazać obywatelom pracę społeczną - mowa tu przede wszystkim o pracy na rzecz obronności Ukrainy. Administracja miałaby prawo kontrolować ponadto prywatną czy komunalną własność oraz mogłaby wpływać na media.

Prohibicja, godzina policyjna, zakaz manifestacji

W trakcie stanu wojennego obowiązywałby szereg zakazów: przeprowadzania wyborów (zarówno prezydenckich i parlamentarnych, jak i lokalnych), referendów, zmian w konstytucji, masowych wydarzeń (w tym pokojowych protestów i manifestacji). Władza mogłaby zakazać działalności politycznej w sytuacji, gdyby takowa mogła osłabić bezpieczeństwo kraju lub wprowadzała nienawiść między grupami etnicznymi. 

Stan wojenny ponadto dopuszczałby ewakuację ludności i transport dóbr oraz relokacje, a nawet internowanie obywateli państw, które zagrażają Ukrainie. Ponadto państwo mogłoby zmienić regulacje dotyczące produkcji i handlu lekami oraz ograniczać przemieszczani się obywateli. Ponadto wprowadzenie stanu wojennego oznaczałoby zakaz sprzedaży alkoholu i godzinę policyjną.

Ukrainiec apeluje: Bez paniki

Działający w Obywatelach RP Ukrainiec Igor Isajew zamieścił na Facebooku obszerny tekst poświęcony sytuacji w jego ojczyźnie i wprowadzeniu stanu wojennego. "Znowelizowana w 2015 r. ustawa o stanie wojennym wprowadza szerokie możliwości ograniczeń - od zakazu manifestacji i strajków, poprzez ograniczenie wjazdu/wyjazdu do/z kraju, do internowania obcokrajowców znajdujących się na Ukrainie" - pisze Isajew. 

Isajew apeluje przy tym, by nie panikować. "Wywołanie paniki - to jeden z podstawowych celów, które chce osiągnąć Kreml, w trakcie wczorajszej zaczepki. Panika i podziały jest głównym celem wojny 'hybrydowej', w przeciwieństwie do wojny 'konwencjonalnej'" - pisze Ukrainiec i przywołuje przykład Gruzji. "Wiele ludzi pamięta, jak Gruzini w sierpniu 2008 r. dali się sprowokować - i do dziś Rosjanie tłumaczą wszem i wobec, że wojnę zaczęli Gruzini. Po dziesięciu latach Rosja ma ogrom mediów, których nie miała w 2008 r., m.in. angielskojęzyczną telewizję RT. Jeśli Ukraina da się wyprowadzić z równowagi, Kreml będzie miał znaczne szanse wpływu na opinię Zachodu. Będzie po Ukrainie" - czytamy we wpisie.

Kampania Poroszenki?

Z kolei Ośrodek Studiów Wschodnich w komentarzu do wydarzeń na Morzu Azowskim, stwierdza, że "podjęcie przez Poroszenkę decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego jest działaniem zaskakującym i nieadekwatnym w stosunku do obecnego zagrożenia". OSW podnosi, że decyzja prezydenta Ukrainy może być próbą "wykorzystania sytuacji i zwiększenia poparcia społecznego, a tym samym należy ją postrzegać w kontekście de facto rozpoczętej kampanii przed wyborami prezydenckimi 31 marca 2019 roku". Brak zdecydowanej reakcji na działania Rosji według OSW mógłby doprowadzić do strat wizerunkowych. 

Całą analizę Ośrodka Studiów Wschodnich można przeczytać TUTAJ.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Godzina policyjna, zakaz manifestacji i sprzedaży alkoholu. Taki byłby stan wojenny na Ukrainie
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl