Wymiana ognia między Gazą a Izraelem. Setki rakiet, zniszczony autobus i siedziba telewizji

Ponad 300 rakiet i pocisków wystrzelono ze Strefy Gazy w kierunku Izraela. W odpowiedzi izraelskie lotnictwo przeprowadziło wieczorem serię nalotów na cele w Gazie. Wszystko to ma związek z wczorajszą akcją izraelskich komandosów na palestyńskim terytorium.

Radykałowie z wojskowego skrzydła Hamasu przez kilka godzin strzelali w kierunku Izraela rakietami i pociskami moździerzowymi. Wystrzelono ponad 300 pocisków. Kierowany pocisk przeciwpancerny trafił w autobus, w którym jechało kilkudziesięciu izraelskich żołnierzy. Siły Zbrojne Izraela (IDF) podały, że jeden wojskowy został poważnie ranny.

Strefa Gazy. Zniszczony budynek TV

Trzy inne osoby w leżącej tuż koło Gazy miejscowości Sderot zostały lekko ranne. W odpowiedzi Izrael przeprowadził naloty na cele związane z Hamasem w Gazie. Miało w nim zginąć trzech żołnierzy Hamasu. Samoloty zniszczyły też jeden z budynków należącej do radykałów telewizji Al Aksa.

"Palestyńska telewizja wspierała militarne działania Hamasu, przekazywała informacje grupom bojowym oraz bezpośrednio nawoływała do działań terrorystycznych przeciwko Izraelowi, a także opisywała, jak przeprowadzać ataki terrorystyczne" - napisała w oświadczeniu armia izraelska.

Wymiana ognia to efekt wcześniejszej tajnej operacji izraelskich komandosów. Grupa żołnierzy sił specjalnych wjechała 3 kilometry wgłąb Gazy. Operacja poszła niezgodnie z planem i doszło do strzelaniny. Zginął w niej jeden z dowódców wojskowych Hamasu i sześciu innych Palestyńczyków. Życie stracił też jeden z izraelskich żołnierzy.

Po tym zdarzeniu premier Izraela Benjamin Netanjahu skrócił wizytę w Paryżu i wrócił do kraju. Nie jest jasne, co było celem wcześniejszej akcji komandosów w Gazie. Wojsko nie ujawniło szczegółów, ale izraelscy eksperci uważają, że nie chodziło o zabicie dowódcy Hamasu (pojawiały się takie spekulacje), ale raczej o zebranie informacji wywiadowczych.

200 Palestyńczyków zabitych w czasie protestów

Od marca Palestyńczycy protestują w piątki na granicy Strefy Gazy, gdzie żyje 2 mln ludzi. Strefa jest niemal odcięta od świata, jej gospodarka jest w katastrofalnym stanie, prąd jest dostarczany na kilka godzin dziennie, a wg ONZ do 2020 roku będzie "niezdatna do życia".

W protestach, których szczyt przypadał na maj, zginęło 208 Palestyńczyków i jeden żołnierz izraelski. Palestyńczycy domagają się zakończenia blokady terytorium i prawa do powrotu na ziemie, które Izrael zajął w 1948 roku. 

Więcej o: