56-letni striptizer wysyłał bomby przeciwnikom Trumpa. Wpadł w aucie oklejonym jego podobiznami

Cesar Sayoc, podejrzany o wysyłanie przesyłek z ładunkami wybuchowymi do przeciwników prezydenta Donalda Trumpa, w poniedziałek stanie przed sądem w Miami. W związku z czynami, o które jest podejrzewany, usłyszał pięć zarzutów. Grozi mu do 48 lat więzienia.

Możliwe, że po rozprawie w Miami Cesar Sayoc będzie też odpowiadać też przed nowojorskim wymiarem sprawiedliwości. Mężczyzna został zatrzymany na Florydzie, gdzie mieszkał. To z tego stanu została wysłana część listów z bombami rurowymi.

Cesar Savoc został namierzony dzięki odciskom palców, które zostawił na kopercie zaadresowanej do demokratycznej kongresmenki Maxine Waters. Ujęto go, gdy siedział w furgonetce oklejonej podobiznami prezydenta Donalda Trumpa.

Służby poinformowały, że mężczyzna ma bogatą przeszłość kryminalną. 16 lat temu także odpowiadał w sprawie związanej z materiałami wybuchowymi. Zdaniem szefa FBI Chrisa Wraya, mimo że żadna z wysłanych ostatnio przesyłek nie eksplodowała, ich zawartość jest groźna.

- Każda z nich składała się z rury PCV, małego zegara, baterii, przewodów i materiału energetycznego, który może wybuchnąć pod wpływem ciepła, wstrząsów lub tarcia. Nie są to atrapy. - powiedział Chris Wray. Śledczy ujawnili, że dotychczas przechwycono 13 przesyłek wysłanych do środowiska demokratów, w tym Hillary Clinton i Baracka Obamy. Odmawiają odpowiedzi na pytania, czy w sprawie są podejrzane inne osoby.

Mieszkający z mamą tancerz

Sayoc - jak wynika z relacji amerykańskich mediów - Sayoc pracował w lokalach ze striptizem, dlatego był stałym gościem siłowni. Jednemu z sąsiadów tłumaczył, że musi trzymać formę. W ostatnich miesiącach pracował jednak nie jako tancerz, ale bramkarz i DJ. Z informacji USA Today wynika, że jakiś czas temu ogłosił bankructwo, sprzedał dom i wrócił do matki. 

Policja przejęła samochód oskarżonego. Biały van był cały oklejony zdjęciami Donalda Trumpa, amerykańską flagą czy logo partii Republikańskiej. 

Prezydent stonuje retorykę? Wręcz przeciwnie

Do sprawy zatrzymania podejrzanego odniósł się także między innymi amerykański prezydent. - Na te nikczemne akty terroru nie ma miejsca w naszym kraju - powiedział Donald Trump.

Pytany przez dziennikarzy, czy zamierza stonować swój przekaz, stwierdził, że może go jedynie wzmocnić i że do tej pory był stonowany. Prezydent stwierdził również, że nie zamierza dzwonić do rodzin Clintonów i Obamów, po tym jak ci otrzymali paczki z materiałami wybuchowymi. Jak wyjaśnia CNBC, Trump nie jest zobowiązany do wykonania takiego telefonu do byłych prezydentów, jednakże "istnieje dluga tradycja grzeczności i komunikacji między obecnymi i byłymi prezydentami USA". Stacja zauważa, że "Trump w dużej mierze odstapił od tej tradycji".

Więcej o: