USA. Mimo protestów i zarzutów molestowania kandydat do Sądu Najwyższego przechodzi dalej

Tylko jedno głosowanie dzieli Bretta Kavanaugh od dożywotniego stanowiska w Sądzie Najwyższym USA. Niewielką większością senatorowie zdecydowali, by głosować nad kandydaturą - pomimo protestów i oskarżeń o molestowanie seksualne.

51 za, 49 przeciw - ten wąski margines wystarczył, by amerykański Senat zdecydował na kontynuowanie procedury nominowania sędziego Bretta Kavanaugh do Sądu Najwyższego. Jedno głosowanie z wymaganą zwykłą większością dzieli go od nominacji stanowisko. Jednak głosowanie, które może odbyć się w ten weekend, nie jest jeszcze przesądzone. 

Nominowanie sędziów Sądu Najwyższego jest jednym z ważniejszych przywilejów prezydenta USA. Stanowiska są dożywotnie, a przez interpretowanie prawa i sprawdzanie zgodności z konstytucją sąd ma ogromny wpływ na rzeczywistość prawną w USA. Orzekał m.in. w kwestii związków osób tej samej płci i aborcji. Donald Trump nominował już jednego z 9 sędziów, jego drugi kandydat jest właśnie rozpatrywany. Od momentu nominacji sędzia Brett Kavanaugh nie wzbudził wielu kontrowersji. To konserwatysta, ale taka nominacja nie jest niczym szczególnym w przypadku republikańskiego prezydenta. 

Jednak w połowie września Christine Blasey Ford, profesor uniwersytetu Palo Alto, publicznie oskarżyła Kavanaugh o molestowanie seksualne podczas imprezy w latach 80., gdy byli nastolatkami. Później pojawiły się kolejne oskarżenia. 

Kavanaugh miał trzymać kobietę siłą i próbować rozebrać

Ford zeznawała przed senacką komisją na temat tego, co pamięta z wydarzeń z 1982 roku. Ze szczegółami opisywała, jak nastoletni wtedy Kavanaugh wraz z kolegą  wepchnęli ją do sypialni i zamknęli drzwi. Sędzia miał siłą trzymać ją na łóżku, dotykać, próbować rozbierać i pocierać o nią kroczem, oraz uciszać trzymając dłoń na ustach. Zeznania profesor poruszyły senatorów. Jednak po niej zeznawał sam Kavanaugh, który we wściekłej mowie wstępnej zaprzeczał oskarżeniom. 

Sędzia mówił, że nie kwestionuje tego, że Ford została skrzywdzona, jednak musiał tego dokonać ktoś inny. Jednak w innym momencie Kavanaugh mówił o "nagonce" na siebie i "spisku Clintonów". Ford zapewniała, że nie ma mowy o możliwości pomyłki i jest "na 100 proc. pewna". Ostatecznie komisja (w której, podobnie jak w całym senacie, większość ma partia Trumpa) poparła jego kandydaturę. Zgodzono się jednak opóźnić ostateczne głosowanie o tydzień, a w tym czasie FBI miało dodatkowo sprawdzić zarzuty Ford. 

Tymczasem na ulicach i w samym Senacie ludzie zaczęli protestować przeciwko kandydaturze Kavanaugh. Pojawiły się hasła o "wierzeniu ofiarom" molestowania. Inni komentatorzy podnosili, że niezależnie od oskarżeń Ford, w swoich komentarzach i wystąpieniach sędzia ukazał się jako stronnicza osoba, której brakuje opanowania - i już przez to nie jest najlepszym kandydatem do najwyższego sądu w kraju. 

W piątek rano czasu lokalnego w senacie odbyło się pierwsze z dwóch głosowań - nad tym, czy przejść do ostatecznego głosowania. Republikanie zwyciężyli niewielką większością 51 - 49. Ale nie oznacza to, że tak samo będzie w głosowaniu nad potwierdzeniem nominacji. Dziennikarze zwracają uwagę, że wszystko sprowadzi się do kilku niezdecydowanych senatorów. Jedną z nich jest polityk Republikanów Lisa Murkowski. Zagłosowała ona - inaczej niż partia - przeciwko dalszemu procedowaniu i możliwe, że będzie przeciwko kandydaturze Kavanaugh. Kluczowe będą głosy Demokraty Joe Manchina i Susan Collins z Partii Republikańskiej. Jeśli oboje będą na "nie", kandydatura przepadnie. W przypadku remisu decydujący głos ma wiceprezydent - co będzie równoznaczne potwierdzeniu kandydatury.