"Wszyscy są". "Musimy stąd spie..." Niezwykłe nagranie z akcji ratunkowej w tonącym samolocie

Amerykańscy marynarze brali udział w akcji ratunkowej po wypadku samolotu na lotnisku w Chuuk. Wojskowi byli w pobliżu, gdy maszyna B737 wpadła do wody. Jeden z nich miał kamerę, którą nagrał wnętrze tonącego samolotu.

Marynarze widoczni na wideo należą do Seabees, czyli specjalnej formacji US Navy odpowiedzialnej za prace inżynieryjne. Budują lotniska, porty, bazy i temu podobne na potrzeby amerykańskiej floty.

Ci konkretni są członkami Underwater Construction Team 2, czyli oddziału nurków technicznych. Akurat prowadzili prace podwodne w pobliżu lotniska Chuuk. Badali dno pod kątem przyszłego wykorzystania tego obszaru jako kotwicowiska dla okrętów amerykańskiej floty.

Zdjęcie z wnętrza tonącego B737Zdjęcie z wnętrza tonącego B737 US Navy

Kiedy zobaczyli wpadający do laguny samolot, natychmiast popłynęli w jego kierunku. Dotarli do niego po kilku minutach, gdy ewakuacja trwała już w najlepsze.

Na nagraniu Amerykanów widać, jak podpływają do prawego skrzydła samolotu. Kilku marynarzy wchodzi do zalewanego wnętrza maszyny i sprawdza, czy na pewno nikt nie został w środku. Jak się okazuje, do tego czasu wszyscy pasażerowie zostali ewakuowani na lewe skrzydło (bliższe brzegu i podniesione nad wodę) i załadowani na liczne łodzie rybackie, które najszybciej dotarły na miejsce wypadku.

Po spędzeniu chwili we wnętrzu samolotu marynarze stwierdzają, że nie widać, aby ktoś został w środku. Załoga i pasażerowie zostają w tym czasie przeliczeni i pada stwierdzenie, iż wszyscy są na zewnątrz. Amerykanie stwierdzają, że nie ma po co dłużej być w środku powoli tonącego B737 i rzucają, iż trzeba "spie...".

W tym czasie na pokład małej łodzi nurków wsiadło kilku członków załogi samolotu a wojskowy sanitariusz udzielał pomocy jednemu z pasażerów, który został ciężko ranny podczas wodowania.

Zdjęcie z wnętrza tonącego B737Zdjęcie z wnętrza tonącego B737 US Navy

Nie doleciał do lotniska

Kilka godzin później samolot spoczywał już na dnie. Kabina pasażerska została w większości zalana, jednak dziób maszyny wystaje uniesiony nad wodę, która nie jest w tym miejscu głęboka.

Choć podczas ewakuacji doliczono się wszystkich 47 osób lecących B737, to dzień później władze Chuuk (jeden ze stanów Federacji Mikronezji, kiedyś nazywan Truk) ogłosiły, że sytuacja się skomplikowała. Nie ma informacji na temat losu jednego z pasażerów, choć świadkowie twierdzą, iż widzieli go w jednej z łodzi a nurkowie nie znaleźli w zalanej maszynie żadnego ciała.

Przyczyny wypadku nie są jeszcze znane. Maszyna wpadła do wody podchodząc do lądowania. Zatrzymała się około stu metrów od brzegu i pasa. W momencie wypadku była zła pogoda. Niskie chmury i deszcz ograniczały widoczność.

Więcej o: