Zadzwonili do podejrzanego o zamach na Skripala. "Halo, tu ministerstwo obrony Rosji"

Dwóch zagranicznych dziennikarzy zadzwoniło do Aleksandra Pietrowa, jednego z dwóch podejrzanych o próbę otrucia Siergieja Skripala w Wielkiej Brytanii. Mężczyzna, który odebrał, potwierdził, że dodzwonili się do ministerstwa obrony Rosji.

O tym, że Rosjanie, którzy podejrzani są o dokonanie ataku chemicznego w Salisbury, mają związki z moskiewskimi tajnymi służbami, ujawnili dziennikarze prowadzący niezależne śledztwo.

Z raportu opublikowanego przez The Bellingcat i The Insider oraz szereg rosyjskich mediów niezależnych wynika, że są dokumenty potwierdzające, iż Aleksandr Pietrow i Rusłan Boszyrow, którzy próbowali substancją nowiczok otruć podwójnego agenta Siergieja Skripala i jego córkę, pracują dla rosyjskich służb specjalnych.

Patrick Reevell, moskiewski korespondent stacji ABC News oraz Oliver Carroll, korespondent dziennika "The Independent", postanowili sprawdzić, czy numer telefonu ujawniony w dokumentach faktycznie należy do podejrzanego Aleksandra Pietrowa. Okazało się, że numer telefonu, który widnieje w dokumentach paszportowych  wystawionych na nazwisko Aleksandr Pietrow, należy do Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. Potwierdził to mężczyzna, który odebrał o trzeciej nad ranem telefon od dziennikarzy. Zapytany o to, czy Pietrow u nich pracuje, rozłączył się. 

Jak to się stało, że numer resortu obrony znalazł się w dokumentach paszportowych jednego z zamachowców? Oliver Carroll z "The Independent" napisał w komentarzu na Twitterze, że choć wydaje się, że rosyjskie służby mają kontrolę nad wszystkim, to w rzeczywistości popełniają głupie i niewymuszone błędy. Jak zauważył dziennikarz, cytując naczelnego "The Insider", przecież nikt nie zmusił ich do wpisania numeru telefonu GRU w dokumentach paszportowych.

Według naczelnego rosyjskiego wydania "The Insider", w rosyjskich służbach panuje spory chaos, a poufne dane są łatwo dostępne. Dzięki temu dziennikarzom udało się m.in. ustalić rosyjski trop ws. zestrzelenia boeinga nad Ukrainą, gdzie za transport zestawu rakietowego BUK odpowiedzialny był wysoki rangą oficer GRU. Rosjanie podobną wpadkę zaliczyli też podczas próby nieudanego przewrotu w Czarnogórze w 2016 roku. Jak twierdzi dziennikarz, Rosjanie wysyłali pieniądze do najemników, m.in. z Serbii, za pośrednictwem Western Union, a jako adres podawali siedzibę Sztabu Generalnego Ministerstwa Obrony Rosji.           

Atak silną trucizną w brytyjskiej restauracji. Były rosyjski szpieg w stanie krytycznym

 

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Zadzwonili do podejrzanego o zamach na Skripala. "Halo, tu ministerstwo obrony Rosji"
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl