Reporter na wizji walczy z huraganem Florence. Ale dwóch mężczyzn na drugim planie już nie

Praca reportera telewizyjnego w obliczu żywiołu, jakim jest huragan, wymaga nie lada wysiłku. I to dosłownie, by po prostu ustać na nogach. Czasami jednak nie warto przesadzać z dramaturgią, o czym przekonał się dziennikarz z Weather Channel.

Pięć ofiar śmiertelnych, setki tysięcy domów pozbawionych prądu, powodzie w miejscowościach położnych na wybrzeżu. To pierwsze skutki huraganu Florence, który w piątek uderzył we wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Choć żywioł już osłabł i obecnie jest tropikalnym sztormem, który powoli przesuwa się w głąb kraju, w USA jest to temat numer jeden we wszystkich mediach. 

Nie powinny zatem nikogo dziwić relacje, w których widać reporterów smaganych podmuchami wiatru i oblewanych strugami wody. Chodzi o zobrazowanie siły huraganu. Ale reporter z Weather Channel, Mike Seidel, trochę przesadził z dramaturgią

Filmik, na którym walczy z wichurą w Wilmington w Północnej Karolinie i ledwo utrzymuje się na nogach już stał hitem sieci. Gdyby nieprzypadkowi przechodnie, show by się udał.

Jedna z osób komentujących wyczyny reportera zwróciła uwagę na jeszcze jeden błąd: żeby scenka była wiarygodna, nie można odchylać się w przeciwnym kierunku do wiatru.

Florence przesuwa się bardzo powoli w kierunku Karoliny Południowej niosąc ze sobą intensywne opady deszczu. Prędkość wiatru spadła już jednak poniżej 100 kilometrów na godzinę. Dokładna ocena skutków Florence jest na razie niemożliwa.

Biały Dom zapowiedział, że rejony dotknięte przez huragan odwiedzi w przyszłym tygodniu prezydent Donald Trump.