"Nie ma już drugiego Idlibu. Nie będzie dokąd uciekać". Czerwony Krzyż ostrzega przed katastrofą w Syrii

Patryk Strzałkowski
- Stajemy w obliczu potencjalnej katastrofy humanitarnej na niespotykaną skalę - ostrzega Paweł Krzysiek, rzecznik Czerwonego Krzyża w Syrii. W rozmowie z Gazeta.pl mówi, że planowana ofensywa w prowincji Idlib będzie oznaczać śmiertelne niebezpieczeństwo dla setek tysięcy cywilów.

Rosyjskie siły wznowiły naloty na prowincję Idlib w Syrii. To ostatnie miejsce w kraju, gdzie znajdują się jeszcze bazy zbrojnej opozycji. Część prowincji jest zajmowana przez dżihadów, w tym z organizacji Tahrir al-Sham (dawniej syryjska Al Kaida). Od tygodni mówi się o możliwej ofensywie w pełnej skali, a w środę zaczęły się bombardowania i są już pierwsze ofiary. Ofensywa mogłoby oznaczać katastrofę humanitarną. W enklawie żyje około 3 mln cywilów, z których duża część to uchodźcy z innych części Syrii. 

Gazeta.pl rozmawiała z Pawłem Krzyśkiem, rzecznikiem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Syrii (MKCK).

Patryk Strzałkowski, Gazeta.pl: Media oraz władze Rosji i Syrii coraz częściej mówią o możliwej ofensywie w prowincji Idlib. Co może grozić żyjącym tam cywilom?

Rzeczywiście coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że wkrótce rozpocznie się ofensywa na pełną skalę. Już w środę zaczęły się bombardowania na południowych obszarach prowincji Idlib. Co to oznacza dla ludzi? Przede wszystkim kolejne zagrożenia i cierpienie: prawdopodobnie konieczność ucieczki w miejsca bezpieczniejsze, a w związku z tym brak dostępu do opieki medycznej, żywności i dachu nad głową.

Ile osób może być zagrożonych konfilktem?

Nie zapominajmy, że Idlib przed wojną liczył 1,5 miliona mieszkańców. Teraz szacuje się, że żyje tam ok. 3 milionów - czyli od początku konfliktu liczba ludności się podwoiła. Większość ludzi przybyła do Idlibu uciekając z obszarów ogarniętych wojną, bądź została tam przetransportowana w ramach ewakuacji na mocy porozumienia między stroną rządową, a frakcjami zbrojnymi opozycji. Mówimy tu o 500 tys. osób, które uciekło tam tylko od końca zeszłego roku. Czerwony Krzyż szacuje, że jeśli walki rozprzestrzenią się na całą prowincję, to setki tysięcy ludzi będzie w chaosie uciekać w poszukiwaniu schronienia. Pytanie, dokąd wtedy pójdą. Nie ma już "kolejnego Idlibu", do którego mogliby uciec tak, jak żyjący tam obecnie ludzie. 

Jak wygląda obecnie sytuacja w Idlib?

Źle. To jest miejsce, do którego ludzie uciekali praktycznie bez niczego. Albo są w obozach - jak te przy granicy z Turcją - albo chronią się u lokalnej ludności bądź uciekają do większych miast. Tam liczą na uzyskanie lepszego dostępu do pomocy humanitarnej. Walki zawsze oznaczają niebezpieczeństwo i to właśnie ludność cywilna jest najbardziej zagrożona. 

Pomijając samo niebezpieczeństwo walk, jak eskalacja wpłynie na cywilów w Idlib?

Dzisiaj w obliczu narastającego napięcia, śmiało możemy powiedzieć, że ludzie tam potrzebują wszystkiego – jedzenia, schronienia, pitnej wody, opieki lekarskiej i lekarstw.

W Idlibe nie ma elektryczności – wszystko działa na paliwie i agregatach. Jeżeli prowincje ogarną walki, to cysterny z paliwem nie dojadą na miejsce. Bez paliwa zabraknie chleba - bo nie będą działać piekarnie; nie będzie wody, bo stacje pompujące przestaną działać; tysiące osób w szpitalach może umrzeć, gdy agregaty się wyłączą i przestaną funkcjonować maszyny do dializy, inkubatory czy aparatura podtrzymująca oddech rannych. Tym ludziom było bardzo ciężko. Teraz będzie już tylko gorzej.

Czy MKCK działa w Idlib? Jak ludzie tam opisują oni sytuację, czego się spodziewają?

Nie jesteśmy obecni w Idlibie z powodu braku dostępu i kwestii bezpieczeństwa. Wspomagamy natomiast Czerwony Półksiężyc i szpital dla noworodków, ale jest to pomoc minimalna. A co ludzie mówią? Naprawdę się boja, bo im - po wszystkich latach niebezpieczeństw i cierpień w jednym z najgorszych miejsc w tym konflikcie – wydaje się, że nie czeka już nic więcej, tylko walka o przetrwanie. Życie albo śmierć.
Mam nadzieje, że tak nie będzie i że dojdzie do porozumienia – ale ludzie w politykę wielkich mocarstw nie wierzą. Czują, że są zdani sami na siebie.

Co mogą zrobić cywile, jeśli dojdzie do bitwy? Czy mają gdzie się schronić lub uciec?

Ludzie na pewno będą uciekać, natomiast nie wiadomo dokąd. Jak na razie kierunki ucieczki to wyłącznie spekulacje. Mamy oczywiście przygotowane rożne scenariusze i potencjalne drogi ucieczek. Cześć prawdopodobnie uda się do większych miast, cześć do granicy z Turcją albo na terytoria na północy pod turecką kontrolą. Natomiast czy ktoś ich wpuści przez granicę, czy będą tam namioty, czy to będą to tereny chronione od walk - tego nikt tak naprawdę nie wie. Ludziom będzie ciężko, ale – niestety, choć brzmi to dziwnie - nauczyli się, jak przeżyć. Siedem lat wojny to dużo.

Jak MKCK i inne organizacje w Syrii przygotowują się na ewentualną katastrofę humanitarną w Idlib? Czy potrzebne jest dodatkowe wsparcie lub środki?

Robimy co możemy, żeby planować pomoc, ale przede wszystkim musimy być w stanie dojechać do potrzebujących. A nie dotrzemy do nich, jeśli będą trwały walki, ludzie będą w ruchu, a linia frontu będzie się przemieszczać. Jedno jest pewne – stajemy w obliczu potencjalnej katastrofy humanitarnej na niespotykaną dotąd skalę. Mówimy o milionach ludzi, których los jest niepewny; o szpitalach, które będą pracować 24 godziny na dobę w ekstremalnych warunkach. A co najważniejsze – to wszystko może trwać długi czas, a nawet kiedy walki się skończą, ich konsekwencje i duża skala potrzeb pozostaną na lata. Dlatego każda pomoc jest ważna - moralna, finansowa, medialna. O ludziach w Idlibie trzeba mówić, bo nie wiadomo, czy nie zostało im tylko takie wsparcie.

Możesz wesprzeć działania Czerwonego Krzyża w Syrii za pośrednictwem strony icrc.org/donate.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
"Nie ma już drugiego Idlibu. Nie będzie dokąd uciekać". Czerwony Krzyż ostrzega przed katastrofą w Syrii
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl