Futurystyczna rewolucja skończyła się klapą. US Navy ujawnia swoje nowe plany

Amerykanie próbowali zbudować rewolucyjne okręty przyszłości, ale ponieśli kosztowną porażkę. Teraz znacznie ograniczyli swoje ambicje. Widać to wyraźnie po najnowszych ujawnionych informacjach na temat przyszłych "koni roboczych" floty USA, które będą stanowić jej filar przez większość XXI wieku.

Chodzi o okręty, które jeszcze nie mają konkretnej nazwy, ale mają być budowane od połowy przyszłej dekady i być największymi w swojej kategorii. Amerykanie unikają nazywania ich krążownikami, ale wszystko wskazuje na to, że rozmiarami będą pasować właśnie do tej klasy.

Co najważniejsze, mają być budowane bez wygórowanych ambicji dokonania rewolucji i dzięki temu - rzeczywiście odnieść sukces. Inaczej niż najnowsze futurystyczne okręty US Navy - niszczyciele typu Zumwalt.

Niszczyciele typu Arleigh Burke, obecnie podstawowe okręty US NavyNiszczyciele typu Arleigh Burke, obecnie podstawowe okręty US Navy US Navy

Ma być bez rewolucji, ale też bez ryzyka

Nowe jednostki będą częścią szerszego programu nazywanego Future Surface Combatants (ang. - Przyszłe Okręty Nawodne), w ramach którego ma powstać kilka typów okrętów. Od tego największego odpowiadającego rozmiarami najpewniej krążownikom, przez mniejsze - pasujące do klasy fregat, po jeszcze mniejsze okręty bezzałogowe, zdolne do samodzielnego działania na oceanach. Wszystkie mają mieć wiele elementów wspólnych, zwłaszcza elektroniki, dzięki czemu mają lepiej współpracować i być tańsze w budowie.

Pierwszy ma powstać największy z nich i nieco informacji na jego temat zdradził portalowi USNI News admirał Ron Boxall, odpowiedzialny za zaplanowanie i nadzorowanie budowy nowych okrętów. Ma być już pewne, że jednostka będzie większa od obecnych koni roboczych US Navy, czyli niszczycieli Arleigh Burke i krążowników Ticonderoga. Boxal nie powiedział jednak, o ile dokładnie. Unikał też nazywania planowanych jednostek krążownikami, jednak Amerykanie tak właśnie nazywają podobnej wielkości nowe chińskie okręty typu Renhai (według Chińczyków niszczyciele typ 55).

Admirał powiedział natomiast, że w ciągu sześciu miesięcy zostanie określone, jak ma wyglądać kadłub tych okrętów. Wiadomo już, że ma na nim zostać zamontowany w większości system uzbrojenia opracowany dla najnowszej wersji niszczycieli Arleigh Burke. Pozwoli to znacznie ograniczyć ryzyko porażki i koszty prac. Z eksperymentalnych niszczycieli Zumwalt mają zostać wzięte nowoczesne silniki i systemy automatycznie sterujące wieloma funkcjami okrętu, pozwalające ograniczyć załogę.

Ogólnie nowe jednostki mają być składakami z różnych już istniejących rozwiązań upchniętych w zupełnie nowym kadłubie. Dodatkowo ma jednak zostać wygospodarowane więcej miejsca na centrum dowodzenia, śmigłowce i różnego rodzaju drony. W efekcie nowe okręty mają powstać sprawnie i bez ryzyka powtórzenia losu niszczycieli typu Zumwalt, a przede wszystkim mają nadawać się w przyszłości do wielu modernizacji i dzięki temu - służyć przez wiele dekad, aż do drugiej połowy XXI wieku.

Niszczyciel typu Zumwalt na próbach morskichNiszczyciel typu Zumwalt na próbach morskich US Navy

Nauka po kosztownym błędzie

Po obecnych deklaracjach US Navy widać, że los niszczycieli typu Zumwalt był gorzką lekcją. Te wielkie i bardzo futurystycznie wyglądające okręty budzą emocje i zainteresowanie, ale w praktyce są kosztowną porażką. Prace nad nimi zaczęto jeszcze w latach 90. i miano ich zbudować ponad 30. To one miały być nowymi końmi roboczymi US Navy w XXI wieku. Miały być rewolucyjnie nowoczesne, zostawiając daleko w tyle wszystkich rywali USA.

Od podstaw projektowano dla nich praktycznie wszystkie elementy i w efekcie zaczęły się mnożyć problemy, nieuniknione przy tak ambitnym przedsięwzięciu. Rosły koszty i opóźnienia a Kongres zaczął obcinać fundusze na nowe okręty. Stopniowo ograniczono ich planowaną liczbę w efekcie jeszcze bardziej podnosząc cenę pozostałych, bo koszty opracowania nowych technologii są takie same niezależnie od tego, czy zostanie ona wykorzystana na jednym czy na 30 okrętach. Cały program wpadł w spiralę rosnących kosztów i w efekcie zapadła decyzja o jego przerwaniu po rozpoczęciu budowy trzech jednostek. Każdy będzie kosztował podatnika USA po siedem miliardów dolarów, uwzględniając pieniądze wydane na prace badawcze. Roczny budżet polskiego wojska to około 11 miliardów dolarów.

Dzisiaj dwa niszczyciele typu Zumwalt już pływają i są testowane przez flotę, a trzeci jest na ukończeniu. Formalnie będą jednostkami eksperymentalnymi. Mają służyć do sprawdzania różnych nowych technologii, które następnie trafią na przykład właśnie na nowy projektowany krążownik. W pierwszej kolejności będą to wspomniane silniki i część elektroniki, z których US Navy jest zadowolona i które nie sprawiają większych problemów. Być może użyte zostaną również niektóre elementy technologii stealth, czyli uczynienia okrętów wielkości sporych bloków trudnym do wykrycia przez radary.

Podstawową nauką przyswojoną przez Pentagon z budowy zumwaltów wydaje się być jednak to, aby nie przesadzać z ambicjami. Obecnie planowane duże okręty mają być znacznie bardziej konserwatywne. Zamiast rewolucji, ma być ewolucja. To ogólny trend w całym amerykańskim wojsku, które po zachłyśnięciu się nowymi technologami na przełomie wieków i forsowaniu wielu futurystycznych programów.

Więcej o: