Trzej reporterzy z Rosji zabici w Afryce. Zbierali informacje o najemnikach z "Grupy Wagnera"

Trzej dziennikarze z Rosji zostali znalezieni martwi w Republice Środkowoafrykańskiej. Pracowali dla Michaiła Chodorkowskiego i realizowali dokument o rosyjskich najemnikach w Afryce.

"Otrzymałem nieoficjalne, ale wystarczająco mocne potwierdzenie, że wszyscy trzej dziennikarze z ekipy filmowej zostali zabici: Orkan Dżemal, Kirił Radczenko i reżyser Aleksander Rastorgujew" - napisał na swojej stronie Miachaił Chodorkowski, były oligarcha i współwłaściciel koncernu naftowego Jukos, który od wyjścia z więzienia żyje na emigracji i wspiera m.in. rosyjskich dziennikarzy śledczych. W oświadczeniu Chodorkowski poinformował, że grupa " we współpracy z projektem Centrum Śledcze zbierała materiały w sprawie rosyjskich prywatnych najemników, w szczególności grupy Wagnera". Chodzi o m.in. byłych żołnierzy Specnazu walczących w Donbasie, Sudanie i Syrii, których działalność ma wspierać Jewgienij Prigożyn, rosyjski miliarder, nazywany „kucharzem Władimira Putina”. 

Informację o śmierci Europejczyków potwierdził rzecznik prezydenta kraju Albert Yaloke Mokpeme.  Okoliczności śmierci mężczyzn nie są jasne. Ich ciała zostały znalezione przez wojsko przy drodze w odległości około 23 kilometrów od miasta Sibut oddalonego o około 200 kilometrów od stolicy kraju Bangi.

Agencja Reutera powołując się na burmistrza Sibut podaje, że dziennikarze zginęli podczas ataku na ich samochód przeprowadzonego przez niezidentyfikowanych uzbrojonych mężczyzn, którzy wyszli z buszu. Lokalna policja twierdzi, że był to napad rabunkowy. Nie odnaleziono kierowcy.

Ciała mężczyzn oraz podziurawiony kulami samochód zostały zabezpieczone w pobliskiej misji pokojowej ONZ. Tam zostaną poddane oględzinom i identyfikacji.
Jak podaje AFP w rzeczach osobistych zabitych były legitymacje prasowe. Jednak rosyjskie przedstawicielstwo w Republice Środkowoafrykańskiej do którego dotarła AFP, twierdzi, że nie wiedziało o obecności dziennikarzy w tym kraju.