Tajlandia. Dzieci uratowane z jaskini nie mogą przytulić rodziców. Widzą ich tylko przez szybę

Na północy Tajlandii trwa akcja ratowania chłopców uwięzionych w zalewanej deszczem jaskini. Śledzi ją cały świat. Uratowane dzieci trafiają do szpitala, ale nadal nie mogą spotkać się ze swoimi rodzicami. Dlaczego?

Dzieci przebywające w jaskini Tham Luang w Tajlandii były narażone na bakterie, wywołujące groźne choroby. Chodzi m.in. o leptospirozy, melioidozę, a także m.in. histoplazmozę zwaną też chorobą jaskiniową (to grzybicza infekcja płuc, której zarodniki znajdują się w odchodach ptaków i nietoperzy i przedostają się do powietrza przy poruszaniu gleby). Choć żadna z tych chorób nie przenosi się z zakażonej osoby na inne, podjęto decyzję o poddaniu chłopców kwarantannie. Rodzice mogli zobaczyć dzieci tylko przez szybę.

Odseparowanie od bliskich może mieć wpływ na stan psychiczny chłopców. Jak powiedział The Guardian dr Andrea Danese, psychiatra dziecięcy z King’s College London’s Institute of Psychiatry, obecność rodziców ma znaczny wpływ na proces powracania chłopców do zdrowia. Po blisko trzech tygodniach spędzonych w jaskini spotkanie z rodzicami byłoby dla nich doświadczeniem o bardzo pozytywnych skutkach.

Psycholog dla Gazeta.pl: Chłopcy mogą mieć traumę. Panikę może wywołać nawet zgaśnięcie światła

Tajlandia chroni chłopców z jaskini

Kwarantanna nie jest jedynym sposobem, w jaki władze Tajlandii chcą ochronić młodych piłkarzy z drużyny o nazwie "Dziki". Akcja jest otoczona tajemnicą, w pobliżu jaskini nie mogą przebywać media - ekipy dziennikarzy odsunięto już na samym początku. Kiedy jeden z serwisów informacyjnych w Tajlandii podał nazwiska czterech pierwszych uratowanych chłopców, ostro skrytykował to Narongsak Osatanakorn, dowodzący akcją ratunkową, podczas poniedziałkowej konferencji prasowej. Nazwiska kolejnych wydobywanych dzieci nie są podawane do publicznej wiadomości. Co więcej. w tajemnicy trzymane są szczegóły rekonwalescencji chłopców. Niemniej do mediów wyciekały informacje, że uratowane dzieci są w dobrym stanie i domagają jedzenia - mięsa albo czekolady.

Podejście władz Tajlandii może dziwić, biorąc pod uwagę międzynarodowe zainteresowanie sprawą, jednak rygorystyczna ochrona danych dzieci jest typowa dla tamtejszych mediów. W tym wypadku nazwiska reszty dzieci pozostają nieznane m.in. z szacunku dla rodziców nadal czekających na uratowanie synów. Banyong Suwanpong ze stowarzyszenia tajlandzkich dziennikarzy tłumaczył na Facebooku, że dla ochrony dzieci i ich rodzin każdy uratowany będzie nazywany "Dzikiem".

Trening piłkarski zamieniony w koszmar

Dramat w Tajlandii zaczął się 23 czerwca, kiedy młodszy trener drużyny, Ekkapol “Aek” Chanthawong, w ramach treningu piłkarskiego zabrał dwunastu chłopców na wyprawę po kompleksie jaskiń Tham Luang w północnej Tajlandii. Podczas gdy drużyna eksplorowała jaskinie, na zewnątrz zaczął padać intensywny deszcz (w Tajlandii panuje pora deszczowa), który zalał korytarze i uniemożliwił powrót. Uwięzieni zostali odnalezieni przez nurków 2 lipca. Skomplikowana akcja wyprowadzenia chłopców trwa od niedzieli. Na miejscu pracują zarówno ekipy ratunkowe z Tajlandii, jak i innych krajów. 

Akcja ratunkowa w Tajlandii NA ŻYWO

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Tajlandia. Dzieci uratowane z jaskini nie mogą przytulić rodziców. Widzą ich tylko przez szybę
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl