Psycholog o chłopcach z Tajlandii: Mogą mieć traumę. Panikę może wywołać nawet zgaśnięcie światła

W Tajlandii trwa walka z czasem. Od dwóch tygodni w jednej z jaskiń uwięzionych jest 12 chłopców i ich trener. - Myślę, że przeżywają teraz rozłożone w czasie, wielodniowe poczucie zagrożenia własnego życia. To jest koszmarne doświadczenie - mówi Gazeta.pl Aleksandra Piotrowska, doktor psychologii z UW.

W sobotę 23 czerwca 12 chłopców w wieku od 11 do 16 lat razem z 25-letnim trenerem piłkarskim weszło do jaskini Tham Luang w Tajlandii. Tam zastała ich burza, która zalała podziemne tunele i odcięła im możliwość ucieczki. Przez 10 dni nie było wiadomo, co się z nimi dzieje. 2 lipca wszystkich odnaleziono żywych. Wciąż jednak są uwięzieni. Od kilku dni ratownicy i wolontariusze z kilku krajów próbują ich wydostać, a także dostarczają im tlen oraz jedzenie. Jak taka sytuacja może wpłynąć na psychikę dziecka? - Ciemności działają bardzo przygnębiająco. Odbierają pewność siebie nawet największym twardzielom - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Aleksandra Piotrowska, dr psychologii z UW.

Dr Piotrowska: "Chłopcy przeżywają długotrwałe poczucie zagrożenia życia"

Dr Aleksandra Piotrowska podkreśla, że ważne jest to, że dzieci nie są w jaskini same.

- Jest z nimi osoba dorosła, która jest dla nich autorytetem i która ich organizuje. Dzięki temu mogą poradzić sobie z tą sytuacją bardzo dobrze i wyjść z niej z przekonaniem, że człowiek dużo potrafi. Mogą wyjść z jaskini umocnieni, wierzący w swoje zdolności i możliwości radzenia sobie z trudnościami - mówi dr Aleksandra Piotrowska.

Dodaje jednak, że ryzyko załamania w takiej sytuacji jest bardzo duże. Podobnie jak lawinowe pogarszanie się nastrojów.

- Myślę, że chłopcy przeżywają teraz rozłożone w czasie, wielodniowe poczucie zagrożenia własnego życia. To jest koszmarne doświadczenie. Istnieje ryzyko, że w tej dużej, dwunastoosobowej grupie, u niektórych chłopców może dojść do załamania. Możliwe, że pogarszanie się nastrojów potoczy się lawinowo, bo zarażanie się negatywnymi emocjami, takimi jak strach, może przyjmować postać kostek domina, które się nawzajem wprawiają w ruch - tłumaczy dr Aleksandra Piotrowska.

Psycholożka podkreśla, że wiele zależy od trenera.

- Jeśli jest z nimi czujny dorosły, to może nad tym zapanować, chociażby wydając określone polecenia. Na przykład: "teraz przechodzimy na drugi koniec jaskini albo na inną półkę". To daje poczucie sprawstwa, poczucie mocy - tłumaczy dr Piotrowska. Podkreśla jednak, że trener jest w trudnej sytuacji. - Presja spoczywająca na nim jest niewyobrażalna. Przecież wie, że życie chłopców w dużym stopniu zależy od niego - dodaje.

Tajlandia: u uwięzionych dzieci może wystąpić zespół stresu pourazowego

Zdaniem dr Aleksandry Piotrowskiej, istnieje spore ryzyko, że u dzieci wystąpi zespół stresu pourazowego (PTSD), który będzie mieć na nich wpływ przez kolejne lata. Jedynie co trzecia z ofiar tego zespołu jest w stanie poradzić sobie z nim bez poddania się terapii.

- Sytuacja bez wątpienia jest ekstremalnie traumatyzująca. Istnieje spore ryzyko, że chłopcy wyjdą z tego z traumą. I ze skojarzeniami które, jak to bywa w stresie pourazowym, mogą odzywać się przez wiele następnych lat w różnych, pozornie niezwiązanych sytuacjach, które będą im się kojarzyły z jaskinią. Może wywołać je nawet zgaśnięcie światła, poczucie duszności czy burza. A niestety żyją w kraju, w którym burze i ulewy występują dosyć często. To wszystko może stać się początkiem silnych, lękowych reakcji, takich jak napady paniki, zaburzenia snu, kłopoty z koncentracją, apatia czy nadmierna wrażliwość - mówi psycholożka.

I zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt: to, że chłopcy są sportowcami - grają w piłkę nożną.

- To zwiększa szansę, że sobie poradzą. Bo sport umacnia człowieka, uczy jak przeżywać niepowodzenia, jak pokonywać trudności. Umacnia wiarę w to, że wysiłek i pokonywanie przeszkód ma sens, że kończy się pozytywnie - mówi dr Aleksandra Piotrowska. - Ale przecież zaburzenia stresu pourazowego stwierdza się często wśród zawodowych żołnierzy, czy zatem nastolatkowie mają szansę wyjść z tej opresji bez szwanku? - pyta.

W czwartek wieczorem w jaskini zginął Saman Gunan, jeden z ratowników, którzy dostarczali chłopcom tlen. Pytamy psycholożkę, czy dzieci mogą obwiniać się za jego śmierć.

- Nie można tego wykluczyć. Śmierć w naturalny sposób wywołuje w nas refleksję. Znów dużą rolę ma tu do odegrania dorosły. Można to zinterpretować w inny sposób: "Zobaczcie, nie jesteśmy sami. Jesteśmy dla innych na tyle istotni i ważni, że są gotowi ryzykować życiem, żeby nam pomóc" - mówi dr Aleksandra Piotrowska.

I dodaje: - Czasami dzieci zaskakują nas mocą swojej psychiki i tym, jak dobrze radzą sobie w określonej sytuacji.Ogromne znaczenie ma to, czy zostaną wydobyci jako ofiary, czy jako grupa, która sobie w tej trudnej sytuacji poradziła - mówi psycholożka.

Chłopcy z Tajlandii odnalezieni. Mogą jednak utkwić w jaskini na długie miesiące