Donald Trump w ogniu krytyki. Na granicy dzieci imigrantów są odbierane rodzicom, trafiają do klatek

W USA coraz głośniejsze są protesty i krytyka nowej polityki imigracyjnej Donalda Trumpa. Po nielegalnym przekroczeniu granicy dzieci są odbierane rodzicom i trafiają do ośrodków zatrzymań. Zdaniem krytyków wypełnia to znamiona tortur.

Donald Trump i jego administracja wprowadzili nową zasadę "zero tolerancji" w postępowaniu z imigrantami. Jej częścią jest odbieranie rodzicom dzieci. W ciągu ostatnich sześciu tygodni odebrano ok. 2300 dzieci w różnym wieku. Zostały umieszczone w specjalnych ośrodkach. 

Osobom schwytanym na nielegalnym przekroczeniu granicy stawiane są zarzuty kryminalne, co skutkuje ich aresztowaniem. Zgodnie z prawem dzieci nie można umieszczać w zakładach karnych. Są one odseparowywane od rodziców i umieszczane w specjalnych ośrodkach. Warunki, w jakich przetrzymywane są dzieci, a przede wszystkim sama praktyka jest ostro krytykowana przez polityków opozycji (ale nie tylko), komentatorów, organizacje pozarządowe, a także papieża Franciszka i pierwszą damę. Melania Trump stwierdziła, że "nienawidzi patrzeć" na to, jak rozdzielane są rodziny. Żona prezydenta sama jest imigrantką, urodziła się w Słowenii. 

Amnesty International ocenia, że umyślne narażenie imigrantów, w tym dzieci, na poważne cierpienie psychiczne w celu odstraszenia ich i innych od nielegalnego przekraczania granicy wypełnia znamiona tortur w prawie krajowym i międzynarodowym. - Areszt i separacja rodzin to traumatyczne doświadczenia. Mogą sprawić, że dzieci będą bardziej narażone na wyzysk i nadużycia. Mogą też powodować stres, który, jak wykazały liczne badania ma długotrwały wpływ na rozwój dzieci - oświadczyła Henrietta Fore, dyrektor UNICEF.

 

Uciekli z Salwadoru, trafili do więzienia w USA

Dziennikarzom AP swoje doświadczenie opisała Blanca Orantes-Lopez z Salwadoru. Kobieta mówiła, że kilka miesięcy temu dostała telefon z groźbą, że jeśli nie zapłaci 5 tys. dolarów, jej 8-letni syn straci życie. Nie była to groźba bez pokrycia. Trzy lata wcześniej wujek chłopca został porwany i wypuszczony dopiero po tym, jak zapłacono okup. - Kiedy oni nie dostają pieniędzy, zabijają - powiedziała o porywaczach Orantes. Dlatego rodzina spakowała walizki i wyjechała. Po nielegalnym przekroczeniu granicy USA sami zgłosili się do władz, by wnieść o azyl. Ale zostali aresztowani i rozdzieleni. 

Orantes trafiła do więzienia federalnego w Seattle na zachodzie USA. 8-letni Abel znalazł się z kolei w domu dziecka po drugiej stronie kraju, w stanie Nowy Jork. - Cały czas wolno mi z nim porozmawiać - mówiła AP kobieta. - To, że nie mogę go zobaczyć, jest dla mnie najtrudniejsze - podkreślała. Pamięta, że gdy funkcjonariusze go odebrali, łkał: "nie opuszczaj mnie mamusiu!".

Kobieta złożyła wniosek o przyznanie statusu uchodźcy, jednak na razie przebywa w więzieniu. Nie wie, kiedy będzie można spotkać się z synem. W krajach, z których pochodzi wielu imigrantów próbujących dostać się do USA nie ma wojny, jednak nie oznacza to, że są one całkowicie bezpieczne dla cywilów. W Salwadorze, Hondurasie i Gwatemali panuje bardzo wysoka przestępczość, a liczba zabójstw na 100 tys. mieszkańców przewyższa wielokrotnie tę w USA. Te państwa są szczególnie niebezpieczne dla kobiet i dziewczynek ze względu na przemoc, ale też bardzo restrykcyjne prawo aborcyjne. 

Dzieci imigrantów wypuszczone z opieki służby celnej i imigracyjnej USADzieci imigrantów wypuszczone z opieki służby celnej i imigracyjnej USA Fot. Eric Gay / AP Photo

USA: specjalne ośrodki dla dzieci w "wrażliwym wieku"

W ciągu ostatnich dni sprawa rozdzielania rodzin imigrantów stała się tematem numer jeden w USA. Media codziennie informują o nowych szczegółach sytuacji. Agencja AP dowiedziała się, w jakich warunkach przetrzymywane są dzieci w tzw. "wrażliwym wieku", czyli do 13 r.ż. Mają one trafiać do specjalnych ośrodków, które - jak zapewniają władze - są w pełni przystosowane do opieki nad małymi dziećmi i niemowlętami. 

Dziennikarka Rachel Maddow rozpłakała się na antenie MSNBC i nie była w stanie przeczytać informacji AP o trzymaniu małych dzieci w zamkniętych ośrodkach. 

Dziennikarze sami nie mogli odwiedzić tych placówek. Prawnicy i lekarze, którzy tam byli, zapewniają, że ośrodki zatrzymań są czyste, a warunki wystarczające. Jednak same dzieci nie mają pojęcia, co dzieje się z ich rodzicami. Stale płaczą, zachowują się histerycznie. 

Po kilkanaście dzieci w klatkach

Więcej wiadomo o ośrodkach, gdzie trzymane są starsze dzieci. Staż Graniczna udostępniła kilka zdjęć, zaś serwis propublica.org opublikował nagranie, na którym słychać wypowiedzi dzieci i strażników w jednym z takich ośrodków. Słychać na nim płaczące dzieci i ich słowa po hiszpańsku.

- Nie chcę, żeby zatrzymali tatę. Nie chcę, aby go deportowali - mówi dziewczynka. - Tatusiu! Mamusiu! - płacze inne dziecko. W tle słychać płacz co najmniej kilku różnych dzieci. - No, ale tu mamy orkiestrę, nie? Tylko brakuje dyrygenta - żartował wtedy funkcjonariusz Straży Granicznej. 

 

Władze zapewniają, że - wbrew doniesieniom mediów - dzieci nie są trzymane w klatkach. Jednak na zdjęciach widać, że przebywają w celach z drucianej siatki, które trudno nazwać inaczej, niż klatkami. 

Ośrodek zatrzymań dla dzieci na zdjęciu udostępnionym przez Straż Graniczną USAOśrodek zatrzymań dla dzieci na zdjęciu udostępnionym przez Straż Graniczną USA AP / AP

Aktywiści ostrzegają, że takie rozdzielanie dzieci od rodziców może mieć fatalne skutki dla ich psychiki. Szef Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego wysłał w tej sprawie list do Donalda Trumpa i innych członków rządu, związanych z polityką migracyjną. Dr James Madara podkreślał, że fatalne skutki traumatycznych przeżyć u dzieci są dobrze znane medycynie i mogą pozostawić ślad na całe życie. 

Administracja Donalda Trumpa nie ma planu na łączenie rodzin

Choć od rodziców rozdzielono już ponad 2 tys. dzieci, władze USA na razie nie mają planu na ponowne połączenie ich z rodzicami. - To stosunkowo nowa sytuacji. Wciąż pracujemy nad kwestią łączenia rodzin - przyznał Steven Wagner z Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej.  

Agenci Federalni mówią, że jest kilka sposobów, by rodzice odnaleźli swoje dzieci. Mogą m.in. skorzystać z gorącej linii i specjalnego adresu e-mail. Jednak organizacje społeczne twierdzą, że wcale nie jest to takie proste. Prawnicy i aktywiści mają mało czasu przed rozprawą, na której imigranci są skazywani za nielegalne przekroczenie granicy. Po tym trafiają do więzień lub ośrodków dla imigrantów, gdzie kontakt z nimi jest utrudniony. 

Fox News: Te obozy to w zasadzie letnie kolonie

Donald Trump deklaruje, że swoją polityką chce zakończyć sytuację, którą nazywa "kryzysem imigracyjnym" na południowej granicy. Prezydent oświadczył, że chce walczyć z - jak mówi - wykorzystywaniem dzieci przez przemytników. Zarzuca, że wykorzystują oni luki w prawie i znajdują nielegalne sposoby dostania się do USA narażając dzieci na niebezpieczną podróż. 

Twarda polityka imigracyjna w przypadku Trumpa nie jest zaskoczeniem. Mur na granicy z Meksykiem był jego sztandarową - i dotąd niezrealizowaną - propozycją. Prezydent wcześniej wprowadził też czasowy zakaz wjazdu dla osób z niektórych państw muzułmańskich. Już w 2017 roku pojawiały się zapowiedzi polityki rozdzielania dzieci od rodziców. Prokurator generalny Jeff Sessions przyznał, że celem takiego działania jest odstraszenie osób, które chcą nielegalnie przekroczyć granicę z dziećmi. "New York Times" przypomina, że poprzednie administracje też starały się szybko deportować imigrantów. Jednak ani George Bush, ani Barack Obama nie stosowali polityki rozdzielania rodzin.

Sondaże pokazują, że wśród zwolenników prezydenta praktyka rozdzielania rodzin nie jest wcale bardzo kontrowersyjna. Popiera ją 68 proc. wyborców Trumpa. Za odbieraniem dzieci jest 28 proc. osób, które nie głosowały w prawyborach i 16 proc. zwolenników Demokratów.

Poza członkami rządu, polityki broni znana z sympatii dla prezydenta Trumpa i Republikanów stacja Fox News. Jedna z dziennikarek stacji mówiła, że ośrodki (gdzie po kilkanaście dzieci, odebranych rodzicom, śpi w klatkach z drucianej siatki pod kocami z folii) to "w zasadzie letnie kolonie". 

Z kolei związany z kampanią Trumpa komentator Corey Lewandowski, gdy inny gość Fox News mówił o 10-latce z zespołem Downa odebranej matce, kpił mówią "chlip chlip". - Jak śmiesz! - odparł gość. 



Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Donald Trump w ogniu krytyki. Na granicy dzieci imigrantów są odbierane rodzicom, trafiają do klatek
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl