W Londynie debata nt. ustawy o IPN. Parlamentarzysta: W mailu nazwano mnie "talmudycznym gnojem"

Z falą hejtu i antysemityzmu spotkał się brytyjski parlamentarzysta Alex Sobel. Mówił o tym na zaproponowanej przez siebie debacie nt. ustawy o IPN. On i inny krytykowali nowe prawo. Jednak parlamentarzyści zwracali też uwagę na "bolesne" dla Polaków błędy ws. "polskich obozów".

Spór dyplomatyczny z Izraelem ws. ustawie o IPN przycichł, jednak sprawa kontrowersyjnego prawa jest daleka od zakończenia. W brytyjskim parlamencie odbyła się dziś debata o ustawie. Grupa deputowanych dyskutowała nad rozwiązaniami pozwalającymi na karanie więzieniem za twierdzenia, jakoby naród lub państwo polskie były współodpowiedzialne za Holocaust.

Pomysłodawca debaty uważa prawo za zagrożenie dla wolności słowa. Alex Sobel z Partii Pracy pisał w już w tej sprawie do szefa brytyjskiej dyplomacji. Alarmował o zagrożeniu dla wolności słowa i "pisaniu historii od nowa". Jego wniosek o debatę podpisało 64 innych członków parlamentu. Sobel ma korzenie polsko-żydowskie. Jego ojciec to Leopold Sobel - dziennikarz, historyk i tłumacz, który wyemigrował z Polski w 1964 roku. Na jego ciotce przeprowadzano w niemieckich obozach brutalne eksperymenty medyczne.

Debata zaczęła się od oddania czci Polakom, którzy ratowali Żydów w czasie II wojny światowej. Na posiedzeniu podkreślano, że groziła za to śmierć. Alex Sobel wymienił i opisał historie kilku osób, uhonorowanych tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Sobel wzruszył się, gdy mówił o ratowaniu Żydów. Wspomniał też o polskich żołnierzach, którym Wielka Brytania "wiele zawdzięcza" w kwestii walki o wolność. 

Gdy Sobel przeszedł do sprawy ustawy o IPN, zaczął od sprawy oskarżeń wobec argentyńskiego dziennika "Pagina12". Redakcja w artykule o zbrodni w Jedwabnem wykorzystała zdjęcie pomordowanych polskich żołnierzy podziemia niepodległościowego, tzw. Żołnierzy Wyklętych". Błąd został poprawiony.

- Pozew wniosła prawicowa, nacjonalistyczna organizacja Reduty Dobrego Imienia. Chodziło o artykuł z grudnia, przed wejściem w życiu ustawy. To pokazuje, jak niebezpieczne jest to prawo - mówił. Sobel przypomniał błąd Baracka Obamy, gdy w jednym z przemówień wspomniał o "polskich obozach zagłady", za co Biały Dom przeprosił. - Czy teraz Baracka Obama też będzie oskarżony? - pytał.

Polacy do parlamentarzysty: "Ty talmudyczny gnoju"

Podkreślał, że prawa mają nie tylko bezpośrednie skutki, ale też szerszy efekt społeczny. Parlamentarzysta powiedział, że przez tygodnie trwania sporu o ustawę o IPN muzeum Auschwitz spotkało się z falą hejtu. - Atakowano przewodników muzeum, którzy mają rzekomo pokazywać "obcą narrację" - wspomniał. Mówił też o przypadku nękania przewodników i zdewastowaniu drzwi do domu włoskiego pracownika muzeum. 

Sobel przyznał, że po złożeniu wniosku o debatę sam stał się ofiarą hejtu w internecie. Zacytował jeden z e-maili, otrzymanych od Polaków. - To jeden z najgorszych przypadków przypadków antysemityzmu, z którymi się spotkałem - stwierdził.

I zacytował maila: 

Ty talmudyczny gnoju. Pier**l się. Zostaw Polskę w spokoju i nie wtykaj swoje talmudycznego nosa w nasze sprawy, pomiocie szatana. Synagoga szatana sczeźnie w płomieniach.

Na Twitterze oskarżano go o "bycie członkiem lobby", "kłamcą", "prowokatorem" opłacanym przez Georga Sorosa. - Celem polskiego prawa miało być zmniejszenie fałszywych relacji nt. Holocaustu i antysemityzmu. Tymczasem stało się odwrotnie. Z pewnością gdy to mówię, wylewa się na mnie nowa fala hejtu i nie będę w stanie odświeżyć Twittera, bo będzie zapchany nękaniem - powiedział. - To prawo dało przyzwolenie na rzeczy, które dotąd były niedopuszczalne - dodał i podkreślił, że osoby o polskich i polsko-żydowskich korzeniach mówiły mu o swoich obawach. 

W odpowiedzi na jedno z pytań Sobel przyznał, ze nie rozmawiał z polskim ambasadorem i nie odwiedził Polski w tej sprawie, ale planuje zrobić jedno i drugie. 

W obronie prof. Engelking

Później Sobel nawiązał do doniesień, że  premier Morawiecki ma nie przedłużyć kadencji prof. Barbary Engelking w Radzie Oświęcimskiej. Cytował słowa Jarosława Gowina o tym, że premier przy decyzjach o składzie Rady będzie kierował się "polską wrażliwością". - Uważam, że to atak na prof. Engelking. Mam nadzieję, że Sekretarz Spraw Zagranicznych podejmie ten temat w relacjach z Polską - stwierdził. 

"Arbeit Macht Frei to nie jest polskie zdanie"

Po Sobelu głos zabrał Daniel Kawczynski, pierwszy brytyjski parlamentarzysta urodzony w Polsce. Bronił prawa Polski do walki z błędami historycznymi i podkreślał, że jest ku temu duża potrzeba. Wspomniał, że sam wielokrotne pisał do BBC ws. używania terminu "polskie obozy zagłady". Kawczynski mówił też o swojej rodzinnej historii i krewnych, którzy w czasie wojny pomagali Żydom. 

Kawczynski krytykował też używanie jedynie terminu "naziści" bez wskazywania, że chodzi o niemieckich żołnierzy. Zacytował słowa premiera Mateusza Morawieckiego, że "Arbeit Macht Frei to nie jest polskie zdanie". Parlamentarzysta zaznaczył, że zrobiło na nim wrażenie wystąpienie Sobela i jego szczerość. - Mam nadzieję, że wspólnie pojedziemy do Polski, oraz że razem ze mną spotka się z przedstawicielami polskiej społeczności tutaj w Wielkiej Brytanii - stwierdził. Przypomniał, że ustawa została zgłoszona do Trybunału Konstytucyjnego. 

Marcin Wolski przykładem na brytyjskiej debacie

Także inni parlamentarzyści zwracali uwagę, że fraza "polskie obozy zagłady" jest ogromnie bolesna dla Polaków. Stephen Pound z Partii Pracy stwierdził, że - choć z pewnością w Polsce są antysemici - to ataki na Sobel nie reprezentują poglądów ogółu społeczeństwa. Parlamentarzysta John Mann przypominał, że w innych krajach naszego regionu - m.in. na Węgrzech i Łotwie - także powstały prawa, mające kontrolować narrację historyczną. Ostrzegał, że grozi to "pisaniem historii na nowo" i tak nazwał to, co dzieje się w Polsce. 

- Nie mówię, że Polska jest gorsza (pod względem antysemityzmu - red.) od innych krajów. Ale antysemityzm pozostaje problemem, a ta ustawa podgrzewa takie nastroje - ocenił Mann. Zacytował zdanie Marcina Wolskiego, który w TVPRafałem Ziemkiewiczem ironizowali na temat "żydowskich obozów zagłady." - Wprowadzasz takie prawo, to uwalniasz taki rasizm i antysemityzm - dodał i powtórzył, że "pisanie historii od nowa przy pomocy prawa nie zaczęło się w Polsce".

Louise Ellman krytykowała ustawę m.in. za potencjalne utrudnienie badań naukowych. Podkreślała, że - choć w ustawie jest zapis, że przepisy nie dotyczą pracy naukowców - to i tak pojawiły się wezwania do ukarania Jana Tomasza Grossa. Oceniła, że prawo powinno zostać odwołane lub poważnie zmienione.

Khalid Mahmood z Partii Pracy podkreślał, że rozumie potrzebę walki z przypisywaniem Polsce odpowiedzialności za Holocaust. Jednak na tym ustawa o IPN się nie kończy, a wszystko zależy od tego, jak i przez kogo będzie ona interpretowana - oceniał. Mahmood skomentował, że konflikt ws. ustawy był wykorzystywany przez skrajna prawicę i przypomniał, że na zeszłorocznym Marszu Niepodległości pojawiały się hasła o "białej Europie" i "białej Polsce". Inny parlamentarzysta skontrował mówiąc, że skrajna prawica w Wielkiej Brytanii nie reprezentuje całego kraju i nie można oceniać Polski na postawie "kilku nieprzyjemnych wariatów". 

Debata bez głosowania i wiążących wniosków

Debata odbyła się nie w głównej sali parlamentu, ale w znajdującej się nieopodal Westminster Hall. Ta przestrzeń, pamiętająca XI stulecie, jest przeznaczona dla debat o niższej wadze niż te w sali plenarnej. Organizowane są tam tzw. debaty na wniosek posłów.

Każdy deputowany może zainicjować wymianę opinii na temat szczególnie dla niego ważny. Na dziś zaplanowano m.in. rozmowę o konflikcie w Sudanie Południowym, ale też o łataniu dziur w brytyjskich drogach. Debaty są prowadzone przez wicemarszałka Izby Gmin. Nie kończą się głosowaniem. Wnioski z debat nie są dla rządu wiążące.