Prymas Anglii staje po stronie lekarzy. "Uważam, że zrobiono wszystko, by pomóc Alfiemu"

- Pomimo wielkiego smutku i bólu, cieszę się, że ostatecznie jego rodzice i szpital doszli do zgody i harmonii - powiedział kard. Vincent Nichols w rozmowie z KAI.

Alfie Evans zmarł w nocy z piątku na sobotę. Decyzja brytyjskich sadów, które zdecydowały o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej życie, wzbudziła wiele kontrowersji. Głos w sprawie zabrał właśnie prymas Anglii i Walii.

Ważne, by pamiętać, że szpital Alder Hey opiekował się Alfiem nie przez dwa tygodnie, czy dwa miesiące, ale przez osiemnaście miesięcy. I w tym czasie konsultował się z najlepszymi specjalistami na całym świecie. Bardzo jasne było zatem stanowisko lekarzy, że nie ma już żadnej pomocy medycznej, która mogłaby zostać udzielona chłopcu

- powiedział w rozmowie z KAI kardynał Vincent Nichols.

Prymas Anglii i Walii o Alfiem Evansie

Prymas Anglii i Walii podkreślił też, że Kościół jest przeciwny uporczywej terapii.

Kościół bardzo jasno mówi, że nie mamy moralnego obowiązku kontynuować uporczywej i nieprzynoszącej efektów terapii. Katechizm Kościoła uczy nas również, że opieka paliatywna, która nie jest zaniechaniem pomocy, jest dziełem miłosierdzia. (…) I jestem pewien, że taką opiekę otrzymał Alfie

- powiedział Nichols. Dodał, że większość lekarzy i pielęgniarek, którzy opiekowali się Alfiem Evansem to katolicy, którzy „byli bardzo zranieni sugestiami, które pojawiały się pod ich adresem”.

Kardynał podkreśli, że w takich przypadkach trzeba działać w najlepszym interesie dziecka, co nie zawsze oznacza to, czego pragną rodzice.

To absolutnie najtrudniejsze. Dlatego sąd nie jest od oceniania tego, co jest najlepsze dla rodziców, ale tego, co będzie najlepsze dla dziecka. A przedłużanie uporczywej i nie przynoszącej efektów terapii nie jest w najlepszym interesie dziecka, w przypadku którego cała opinia medyczna mówi zgodnie, że nie ma ratunku. Uważam, że zrobiono wszystko, by pomóc Alfiemu

- podkreślił duchowny. Kardynał dodał, że w sprawie Alfiego Evansa głos zabierało wiele osób, „nie zapoznając się wcześniej z pełnymi informacjami na temat jego zdrowia”.

To nie zawsze służyło największemu dobru chłopca. Niestety, znaleźli się nawet tacy, którzy wykorzystywali tę sytuację do celów politycznych

- dodał prymas Anglii i Walii.

Historia Alfiego Evansa

Alfie Evans zmarł w nocy z piątku na sobotę w szpitalu w Liverpoolu, gdzie przebywał od grudnia 2016 roku. Chłopiec cierpiał na ciężką, niezdiagnozowaną chorobę neurologiczną. W zeszły poniedziałek w szpitalu w Liverpoolu - wbrew woli rodziców – Alfie został odłączony od aparatury podtrzymującej życie. Lekarze uznali, że zmiany w mózgu dziecka są nieodwracalne, a dalsza terapia może być "nieludzka". Rodzice pozostającego w śpiączce chłopca nie zgadzali się z tą diagnozą.

W sprawę zaangażował się papież Franciszek. Przyjął na specjalnej audiencji ojca dziecka. Alfie Evans w trybie pilnym otrzymał włoskie obywatelstwo i propozycję pobytu w rzymskiej klinice dziecięcej. Na podróż chłopca brytyjski sąd nie wyraził jednak zgody. W piątek ojciec chłopca wydał oświadczenie, w którym poprosił o uszanowanie prywatności - a wspierających go ludzi o powrócenie do swoich spraw.

O sprawie Alfiego Evansa i ciężkich chorobach atakujących układ nerwowy dzieci rozmawialiśmy z dr Marzeną Zielińską, anestezjologiem z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Od czego zależy to, czy lekarze chcą podejmować dalszą walkę o pacjenta? Czytaj więcej >>>

Czytaj też:

Potrzebujesz wezwać pomoc? Czy wiesz, jak prawidłowo korzystać z numerów alarmowych?

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Prymas Anglii staje po stronie lekarzy. "Uważam, że zrobiono wszystko, by pomóc Alfiemu"
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl