USA, Wielka Brytania i Francja zbombardowały trzy miejsca w Syrii. To odpowiedź na atak chemiczny

Prezydent USA Donald Trump ogłosił, że zarządził atak na reżim Baszszara al-Asada w Syrii. Zbombardowane zostały miejsca związane z produkcją broni chemicznej. Operację przeprowadzono we współpracy z Wielką Brytanią oraz Francją.

W nocy Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja dokonały ataku rakietowego celów w Syrii. Miał to być odwet za ubiegłotygodniowy atak chemiczny na szpital w mieście Duma niedaleko Damaszku.

W sobotnim ataku na szpital w mieście Duma miało zginąć co najmniej 70 osób, a pół tysiąca miało zostać rannych. O dokonanie ataku oskarża się siły syryjskiego prezydenta Baszszara al-Asada, które odzyskują właśnie okoliczne miasta w rejonie wschodniej Ghuty z rąk rebeliantów. "Potworny i nikczemny atak pozostawił w druzgocącym bólu matki, ojców, kobiety i dzieci" - stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump.

Syria: Atak USA, Wielkiej Brytanii i Francji

Pentagon ogłosił, że w nocy z piątku na sobotę zaatakowane zostały trzy miejsca - ośrodek naukowy w Damaszku, który ma być powiązany z produkcją biologicznej i chemicznej broni, skład broni chemicznej w Hims oraz centrum dowodzenia na północ od Hims. Z informacji przekazywanych przez Stany Zjednoczone wynika, że dokonano w sumie ponad stu uderzeń, a pociski wystrzelone zostały zarówno z samolotów jak i okrętów wojennych.

"Na ten moment to jednorazowy atak. Wierzę, że przesłał bardzo dobitną wiadomość" - powiedział sekretarz obrony narodowej Stanów Zjednoczonych, James Mattis.

Theresa May potwierdziła współpracę Wielkiej Brytanii z USA. "Nie było żadnej innej drogi oprócz użycia siły" - powiedziała.

Prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził, że postanowił zareagować, ponieważ pewna granica została przekroczona.

Z kolei szef francuskiego MSZ Jean-Yves Le Drian zaznaczył, że Francja będzie systematycznie reagować i działać za każdym razem, gdy zostanie użyta broń chemiczna. Dodał, że atak nie jest wymierzony w sojuszników Assada, tylko w jego reżim.

"Bezprawny atak"

Według syryjskich mediów państwowych atak był "bezprawny". Agencja SANA napisała: "Atak jest jawnym pogwałceniem prawa międzynarodowego, złamaniem wszelkich porozumień oraz jest skazany na porażkę".

Syryjskie władze informują o co najmniej 30 pociskach wystrzelonych w czasie nocnego ataku dowodzonego przez Stany Zjednoczone. Przedstawiciel władz w Damaszku twierdzi, że bazy wojskowe, na które dokonano ataku, zostały wcześniej opróżnione, a żołnierze ewakuowani dzięki precyzyjnym ostrzeżeniom ze strony Rosji. Skala zniszczeń nie jest na razie znana.

Rosja potępia atak w Syrii

Rosja aktywnie działa w Syrii i jest najbliższym sojusznikiem syryjskiego prezydenta. Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, określiła bombardowania celów w okolicy Damaszku jako "uderzenie w stolicę suwerennego kraju, który od lat próbuje przeżyć w warunkach terrorystycznej agresji".

Rzeczniczka napisała w oświadczeniu, że "cele w Syrii ostrzelano w momencie, gdy ten kraj uzyskał szansę pokojowego rozwiązania swej przyszłości". „Stoją za tym ci, którzy pretendują do moralnego przywództwa na świecie i mówią o swej wyjątkowości" - napisała rzeczniczka.

Ambasador Rosji w USA Anatolij Antonow ostrzegł, że bombardowania koalicji zachodniej nie pozostaną bez odpowiedzi. Anatolij Antonow cytowany przez rosyjskie media - powiedział, że "spełniły się najgorsze obawy, ostrzeżenia Rosji nie zostały wzięte pod uwagę i realizowany jest wcześniej zaplanowany scenariusz".

Kilkadziesiąt ataków bronią chemiczną

Nocne uderzenie na syryjskie cele jest pierwszym tego typu atakiem od początku konfliktu. Rok temu Stany Zjednoczone samodzielnie przeprowadziły mniejsze uderzenie na jedną z baz wojskowych, także w odwecie za atak chemiczny, jakiego miały się dopuścić syryjskie władze.

ONZ twierdzi, że od 2013 roku w Syrii dokonano co najmniej 34 ataków bronią chemiczną, z czego większość przypisuje się władzom w Damaszku.