Były prezydent Francji stanie przed sądem. Miał wpływać na sędziów, którzy badali jego sprawę

Nicholas Sarkozy jest oskarżony nie tylko o przyjęcie pieniędzy od libijskiego dyktatora, ale także o próbę wpływania na sędziów, którzy zajmowali się sprawą finansowania jego kampanii przez reżim Kaddafiego.

Jak podaje BBC, sprawa koncentruje się wokół podsłuchanych rozmów byłego prezydenta z 2014 roku. Sarkozy miał w nich wpływać na sędziów, którzy zajmowali się sprawą finansowania jego kampanii przez Muammara al-Kaddafiego. Były prezydent miał przedstawiać się nazwiskiem Paul Bismuth i oferował wysokie stanowisko w Monaco w zamian za informację na temat sprawy.

Prawdopodobnie przed sądem staną także prawnik polityka i sędzia Gilbert Azibert. Nikt z nich nie przyznaje się do zarzutów.

"Nie siedziałem w kieszeni u Kaddafiego"

Osobna sprawa dotyczy samego finansowania kampanii prezydenckiej w 2007 roku z pieniędzy, które Sarkozy otrzymał z Libii. Chodzi o przyjęcie co najmniej pięciu milionów euro w gotówce od dyktatora Muammara al-Kadafiego. 

Sarkozy w tym przypadku również nie przyznaje się do winy. Podczas przesłuchania miał argumentować, że włączenie się Francji w 2011 roku w interwencję NATO w Libii przeciwko reżimowi, która doprowadziła do jego obalenia, jest dowodem na to, że - jak mówił - "nie siedział w kieszeni u Kaddafiego". Według źródeł sądowych, polityka oskarżono o tzw. :"bierną korupcję", czyli korupcję zainicjowaną przez jego stronników.

Za duże wydatki na przegraną kampanię

Przeciwko Sarkozy'emu toczy się też inne postępowanie sądowe w związku z przekroczeniem wydatków na prezydencką kampanię wyborczą podczas wyborczą w 2012 roku, kiedy przegrał wybory z Francoisem Hollandem.

Więcej o: