Karuzela wyborcza i sto procent frekwencji. Obserwatorzy: wybory w Rosji zostały sfałszowane

Pojawiają się pierwsze doniesienia o nieprawidłowościach podczas wyborów prezydenckich w Rosji. Doszło też do dyplomatycznego spięcia na linii Kijów-Moskwa. Ukraina w proteście przeciwko przeprowadzaniu ich na Krymie, uniemożliwia obywatelom rosyjskim głosowanie w konsulatach i ambasadach.

Ze względu na wiele stref czasowych, w dalekowschodnich regionach Federacji Rosyjskiej zamknięto już lokale wyborcze (o godz. 9.00 polskiego czasu), gdy w Moskwie i pozostałych ośrodkach centralnej Rosji otwierano je o godz. 6. O najwyższy urząd w państwie ubiega się ośmiu kandydatów, w tym obecny prezydent Władimir Putin.

W niektórych komisjach obwodowych odnotowano stuprocentową frekwencję. Obserwatorzy monitorujący przebieg wyborów zgłaszają zastrzeżenia co do uczciwości procesu głosowania. Tymczasem zagraniczni obserwatorzy reprezentujący OBWE twierdzą, że wybory zostały sfałszowane już na etapie kampanii, która w ich ocenie była nieuczciwa.

Organizacja "Gołos" już otrzymała pierwsze skargi od wyborców. Na Kamczatce odnotowano przypadki stosowania tak zwanej „karuzeli wyborczej” (czyli podstawianie ludzi ze sfałszowanymi dokumentami, którzy głosują po kilkanaście razy). W Kraju Chabarowskim komisje wyborcze utrudniały pracę obserwatorom, a na Czukotce zgłoszono przypadki niewłaściwego ustawienia urn w lokalach wyborczych. Według oficjalnych danych, do głosowania uprawnionych jest około 111 milionów Rosjan, w tym prawie 2 miliony zagłosuje poza granicami kraju.

Ukraina reaguje na wybory

Część z Rosjan może mieć problem z oddaniem głosu poza granicami kraju, w szczególności ci przebywający na Ukrainie. Ukraina zażądała wcześniej nieprzeprowadzania wyborów prezydenckich na okupowanym przez Rosjan Krymie, jednak Moskwa nie zrezygnowała z takich działań. Dodatkowym "smaczkiem" samych wyborów jest to, że odbywają się 18 marca, w rocznicę aneksji Krymu (doszło do niej w 2014 roku po referendum nieuznawanym przez społeczność międzynarodową).

W odwecie, jak poinformował minister spraw wewnętrznych Ukrainy Arsen Awakow, funkcjonariusze odpowiedzialni za ochronę rosyjskich placówek dyplomatycznych nie będą wpuszczać obywateli Federacji Rosyjskiej. W efekcie - nie będą mogli oni oddać głosów. Głosować będą mogli jedynie przedstawiciele rosyjskiej dyplomacji. Wcześniej Ukraina apelowała do mieszkańców Krymu, by zbojkotowali wybory.

Na takie działania zareagowali Rosjanie, którzy oprócz potępienia decyzji Awakowa, zapowiedzieli podniesienie tematu na arenie międzynarodowej, a nawet w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Jak opisuje RBK, cytując Nikołaja Bułajewa, zastępcę przewodniczącego rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej, Ukraina "nie rozumie prawa międzynarodowego", a nawet je narusza.

Sprzeciw Unii Europejskiej

Jeszcze przed wyborami prezydenckimi w Rosji stanowcze stanowisko wydała Unia Europejska. Federica Mogherini, zajmująca się polityką zagraniczną UE, oświadczyła, że Wspólnota nie uznaje przeprowadzania wyborów na Półwyspie Krymskim.

Unia Europejska powtarza, że nie uznaje i kontynuuje potępianie takiego naruszenia międzynarodowego prawa. Ta sprawa pozostaje kluczowym wyzwaniem dla międzynarodowego bezpieczeństwa, ale ma też przełożenie na prawo, które chroni suwerenność wszystkich państw

- czytamy w oświadczeniu. UE potępia też postępującą militaryzację Półwyspu Krymskiego, a także budowę mostu nad Cieśniną Kerczeńską, łączący należący do Rosji Półwysep Tamański z ukraińskim Krymem.