Skazana na 30 lat za poronienie wyszła na wolność. Teraz chce studiować prawo, by pomóc innym

Od 15 lat siedziała w salwadorskim więzieniu za rzekomą aborcję. Wyrok 34-letniej Mairi Figueroy Marroquin został skrócony o połowę i wyszła na wolność. To drugi taki przypadek w ciągu miesiąca.

Maira Verónica Figueroa Marroquín cały czas utrzymywała, że jest niewinna. Zapewniała, że straciła dziecko w wyniku poronienia. Doszło do niego w domu, w którym pracowała jako pokojówka. Marroquín początkowo trafiła do szpitala, następnie do aresztu i przed sąd, który skazał ją na karę 30 lat więzienia.

Teraz Sąd Najwyższy Salwadoru skrócił jej wyrok tłumacząc, że był on "przesadny i niemoralny" - podaje "The Guardian". Kobieta we wtorek opuściła więzienie.

Cieszę się, że jestem z moją rodziną. Chcę dostać się na studia prawnicze, aby zrozumieć, co mi się przydarzyło, chcę także pomóc innym kobietom. Mam zamiar zacząć wszystko od nowa i nadrobić stracony czas

- powiedziała dziennikarzom Marroquín chwilę po opuszczeniu więzienia we wtorek.

Przypadek Marroquín nie jest odosobniony. W lutym po 10 latach odsiadki za rzekomą aborcję na wolność wyszła 35-letnia Teodora Vasquez.

Surowe prawo w Salwadorze

Salwador ma jedne z najsurowszych przepisów aborcyjnych na świecie. Aborcja od 1998 roku jest tu całkowicie zakazana, bez względu na okoliczności, a zakaz przerywania ciąży jest wpisany do konstytucji.

Za przerywanie własnej ciąży, wykonywanie zabiegów aborcji za zgodą kobiety lub zezwolenie na przerwanie ciąży innej osobie grozi od dwóch do ośmiu lat więzienia. Jeśli osoba dokonująca przerwania ciąży jest pracownikiem służby zdrowia, kara wynosi od sześciu do dwunastu lat więzienia. Ponadto, lekarze muszą informować władze za każdym razem, gdy podejrzewają u pacjentki próbę usunięcia ciąży. Jeśli tego nie zrobią, w razie procesu są sądzeni jako współwinni.

Przerywanie ciąży nie jest możliwe nawet wtedy, gdy zagrożone jest życie kobiety. Mieszkanki Salwadoru, o czym wielokrotnie alarmowało Amnesty International, stają w takich przypadkach przed trudnym wyborem: przerwać ciążę i trafić do więzienia, czy urodzić i umrzeć, często osieracając pozostałe dzieci.

W podobnych przypadkach jak Teodory Vasquez i Mairy Marroquín, salwadorskie sądy często skazują kobiety na kary kilkudziesięciu lat więzienia za morderstwo. W 2012 roku sąd skazał Marię Teresę Rivierę na 40 lat więzienia za poronienie. To była jej druga ciąża. Pewnego dnia źle się czuła, aż teściowa znalazła ją zakrwawioną na podłodze w łazience. Sąd nie wierzył, że kobieta poroniła i wydał tak surowy wyrok. Gdy Riviera wyjdzie na wolność, jej syn będzie miał 45 lat.

Całkowity zakaz aborcji funkcjonuje tylko w pięciu państwach świata: Salwadorze, Nikaragui, Watykanie, Dominikanie i Malcie.

Niedawno w gronie tych państw znajdowało się również Chile. Jednak w 2017 roku chilijski parlament zmienił przepisy dotyczące aborcji. Od września aborcja w tym kraju jest legalna w trzech przypadkach: gdy istnieje zagrożenie dla życia matki, płodu lub gdy ciąża powstała w wyniku gwałtu. Zabiegu można dokonać w 12 pierwszych tygodniach ciąży lub 14 pierwszych tygodni, jeśli matką jest dziecko poniżej 14 roku życia.

Polski spór o aborcję nie jest nowy. Pojawił się wraz z narodzinami III RP

Więcej o: