Skandal w Międzynarodowym Czerwonym Krzyżu. 21 osób straciło pracę, bo płacili za seks

- Takie zachowanie to zdrada ludzi i społeczności, którym służymy - stwierdził szef Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Organizacja ujawniła, że tylko w 2015 roku zwolniła 21 osób za korzystanie z usług prostytutek. Jest to wbrew jej kodeksowi postępowania.

"To trudny, ale ważny dzień. Udostępniamy informacje o niewłaściwym zachowaniu seksualnym i innych przypadkach nadużycia władzy w naszej organizacji" - napisał dyrektor generalny organizacji Yves Daccord. Na Twitterze i stronie ICRC.org zamieścił on oświadczenie, w którym odnosi się do przypadków łamania kodeksu Czerwonego Krzyża

BBC zwraca uwagę, że Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (ICRC) opublikował stanowisko po tym, jak doszło do skandali w innych organizacjach humanitarnych. Jedną z najgłośniejszych spraw jest korzystanie z usług prostytutek przez pracowników organizacji Oxfam na Haiti.

W piątek we wspólnym liście 22 organizacje, w tym brytyjski Oxfam, wyraziły skruchę i zapewniły, że zrobią więcej, aby powstrzymać taki sytuacje. Chodzi m.in. o przypadki molestowania, także dzieci. 

W podobnym tonie napisane jest oświadczenie Daccorda. Opisuje on, że "zdecentralizowana struktura" organizacji działa dobrze, gdy pracownicy muszą podejmować decyzje "dotyczące życia i śmierci" ws. pomocy i bezpieczeństwa. Okazało się jednak, że gorzej jest, kiedy chodzi o przypadki łamania kodeksu zachować wewnątrz samej organizacji. 

Szef ICRC pisze, że w 2015 roku doszło do 12 przypadków zwolnienia lub rezygnacji pracowników, którzy płacili za korzystanie z usług seksualnych. "Jestem głęboko zasmucony tymi statystykami" - stwierdził Daccord. "Takie zachowanie to zdrada ludzi i społeczności, którym służymy" - ocenił i dodał, że ICRC nie pozwala pracownikom na korzystanie z usług prostytutek także w krajach, gdzie jest to legalne. "Uważamy, że to nie współgra z naszymi wartościami i misją organizacji" - napisał.

Daccord podkreśla, że liczba 21 zwolnionych w 2015 roku może nie oddawać skali problemu. "W ICRC pracuje 17 tys. ludzi na całym świecie. Obawiamy się, że inne incydenty mogły inie zostać zgłaszane lub nie potraktowano ich w odpowiedni sposób" - czytamy w oświadczeniu. 

Szef ICRC podkreśla, że podejmuje nowe działania, które mają zapobiegać oraz wykrywać nadużycia. Daccord dziękuje współpracownikom za podjęcie trudnego tematu i wzywa inne organizacje do współpracy, m.in. po to, by odpowiedzialni za nadużycia nie mogli "przeskakiwać" z jednej organizacji do drugiej.

Więcej o: