ONZ chce zawieszenia broni w "piekle na ziemi". Rosja sprzeciwia się rezolucji

Nawet 300 osób zginęło na początku tygodnia w enklawie zbrojnej opozycji w Syrii. W bombardowaniach giną dzieci, niszczone są szpitale. Mówiąc o "piekle na ziemi" członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ wzywali do uchwalenia rezolucji. Sprzeciwiła się Rosja.

250 osób zginęło we Wschodniej Ghucie na przedmieściach Damaszku w ciągu 48 godzin bombardowań lotnictwa syryjskiego reżimu, wspieranego przez Rosję i Iran. Liczba ofiar rośnie z każdą godziną.  - To nie wojna, to masakra - mówią pracujący na miejscu lekarze i pracownicy organizacji humanitarnych. To jedne z najkrwawszych dni trwającej lata wojny w Syrii. 

"Baszar Al-Asad zamknął cywilów we Wschodniej Ghucie i zaczął bombardować ich nawet w szpitalach. Nie udawajmy, że to wojna. To masakra. A odpowiedzialny za nią jest Putin" - napisał Kenneth Roth, szef organizacji Human Rights Watch. Inne organizacje międzynarodowe apelowały o natychmiastowe zawieszenie broni i wpuszczenie pomocy humanitarnej. 

Dziś sytuacja na Bliskim Wschodzie była dyskutowana na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ. Posiedzenie zaczął reprezentant Kuwejtu, który przewodził obradom. Na spotkaniu byli też przedstawiciele syryjskiego reżimu, a także przedstawiciel ONZ ds. praw człowieka.  

Głosy z Ghouty

Mark Lowcock, zastępca sekretarza generalnego ONZ ds. pomocy humanitarnej, nazwał sytuację w Ghucie "piekłem". Przedstawił wiadomości od osób, znajdujących się obecnie w oblężonej enklawie:  "Nie chcemy wojny, nie chcemy wojny, nie chcemy wojny", "Czy słyszycie nasze głosy i nasz strach?".

Mówił, że przez ostatnie dwa miesiące operacje wojskowe przerodziły się w systematyczne zabijanie cywilów. Urzędnik przypomniał, że państwa członkowskie ONZ, w tym Syria, mają obowiązek przestrzegania praw człowieka i udzielania pomocy humanitarnej. 

- W ciągu ostatnich 24 godzin w Ghucie kolejne 50 osób zginęło w bombardowaniach, a kolejne kilkaset zostało rannych. Tylko 21 lutego zbombardowano siedem placówek medycznych - mówił sekretarz. Dodał, że ataki - choć na mniejszą skalę - są prowadzone też przez opozycję. - Ich pociski moździerzowe spadają i zabijają cywilów w Damaszku - mówił. 

Lowcock podkreślał, że agendy ONZ mają coraz mniejszy dostęp do uwięzionych we Wschodniej Ghucie. - Desperacko potrzebujemy zawieszenia broni, zaprzestania walk i możliwości niesienia pomocy - apelował. - Panie przewodniczący, wciąż możemy ocalić życia we Wschodniej Ghucie - zakończył i wezwał do działania. 

"Piekło na ziemi"

Szwecja wraz z Kuwejtem przygotowały rezolucję, wzywającą do zawieszenia broni w w całej Syrii na miesiąc w celu udzielenia niezbędnej pomocy. - Wzywamy do poparcia tej rezolucji - mówił przedstawiciel Szwecji. - Konwoje z pomocą ONZ są gotowe, by wyruszyć na miejsce - dodał. - Jesteśmy dziś wystawieni na próbę. Nie tylko jako ambasadorowie swoich państw, ale też jako ludzie - zakończył. 

- Jak długo jeszcze będziemy milczeć? Ile osób musi zginać lub uciec z domów, aby społeczność międzynarodowa powiedziała: dosyć? Dosyć rzezi. Dosyć łamania praw człowieka - stwierdził przedstawiciel Kuwejtu. Ocenił, że brak reakcji na horror w Syrii przez ostatnie 7 lat przyczynił się do obecnej obojętności na sytuację w kraju.

- "Czekamy na swoją kolej, aby umrzeć". "Spędziliśmy ostatni tydzień przekopując się rękami przez gruzy domów" - cytowała przedstawicielka USA. - Reżim Asada chce zmusić oblężonych do poddania się przy pomocy bomb i głodu. Dlatego nie wpuszcza konwojów z pomocą i dlatego zrzuca na ludzi bomby - mówiła. Podkreśliła, że proponowana przez Kuwejt i Szwecję rezolucja "została przedstawiona i uzgodniona ze wszystkimi".

- Możemy podjąć działania tu i teraz. Możemy zagłosować za zawieszeniem broni. Jesteśmy gotowi zagłosować za tą rezolucją natychmiast i wzywamy, by reszta rady zrobiła to samo - zakończyła amerykańska dyplomatka. 

- Syryjski reżim używa walki z terroryzmem jako pretekstu do wyeliminowania opozycji i masakry cywilów - mówił przedstawiciel Francji. - Brak działania oznacza winę - dodał. - Przyczyną tego piekła na ziemi jest działanie syryjskiego reżimu. To naruszenie prawa narodowego i zbrodnia wojenna - mówił z kolei ambasador Wielkiej Brytanii. 

Polska: Naszym obowiązkiem jest nie zawieść w tej sprawie

- Nie ma usprawiedliwienia dla ataków na bezbronnych cywilów. Muszą się one zakończyć natychmiast - powiedziała polska ambasador przy ONZ Joanna Wronecka. - Ponownie wzywamy do zawieszenia broni w całej Syrii i zezwolenia na dostęp do pomocy humanitarnej - dodała. 

- Chcę podkreślić, jak ważne jest zachowanie jedności Rady w sprawach humanitarnych. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, powinniśmy zagłosować za tą rezolucją. Obowiązkiem Rady jest to, aby nie zawieść w tej sprawie - stwierdziła. 

Rosja: "Histeria"

Przedstawiciel Rosji mówił, że "dobrze opłacana propaganda", "masowa histeria  światowych mediów" i "dezinformacja" w ostatnich dniach "nie pomaga w ocenie sytuacji". Oskarżał pracujących na miejscu ratowników o to, że są "terrorystami w przebraniu". 

- We Wschodniej Ghucie jest kilka tysięcy bojowników, którzy nie zostali wyeliminowani. Niektórzy z nich są powiązani z organizacjami terrorystycznymi - mówił Rosjanin. Oskarżał koalicję państw pod przewodnictwem USA o bombardowania w Rakkce. - Wtedy nikt nie podnosił alarmu. Teraz miasto jest pozostawione same sobie - zarzucał przedstawiciel Rosji. 

- Bojownicy zamienili mieszkańców Ghuty w zakładników. Wzywamy nielegalne ugrupowania do złożenia broni. Ale to oni zerwali ostatnie rozmowy - mówił. Ambasador Rosji oświadczył, że - wbrew temu, co mówili przedstawiciele Kuwejtu i Szwecji - nie ma porozumienia w sprawie treści rezolucji i Rosja sprzeciwi się jej w obecnym kształcie. Głosowanie w sprawie rezolucji odbędzie się później.

- Gdy do was mówię, to setki rakiet spada na Damaszek. Dotychczas zostało rannych 37 osób, w tym 13 dzieci - zaczął przedstawiciel syryjskiego reżimu Bashar Jaafari. Zarzucał m.in. USA wspieranie terroryzmu, a nawet "wysyłanie terrorystów z czterech stron świata do Syrii".  - USA, Francja i Wielka Brytania chcą ograbić Syrię z prawa do obrony własnego terytorium - stwierdził. 

Zarzucił Szwecji i Kuwejtowi, że nie konsultowali z delegacją reżimu zaproponowanej rezolucji. Syryjczyk oskarżał "grupy terrorystyczne" o to, że ich członkowie "udają" ofiary ataków chemicznych na potrzeby propagandy. - ONZ przechodzi obecnie kryzys moralny - mówił ambasador Syrii.

Oskarżając media i zachodnie kraje o manipulacje, Jaafari stwierdził, że "poświęcają bezpieczeństwo 8 milionów ludzi w Damaszku" na rzecz "kilku tysięcy terrorystów w Ghucie". W rzeczywistości w Damaszku mieszka 1 - 1,5 mln ludzi (cała Syria miała 18 mln mieszkańców, z których ponad 5 mln uciekło z kraju). W Ghucie mieszka 300-400 tys. ludzi. 

- Historia pokaże, że my i nasi sojusznicy toczyliśmy wojnę w imieniu całego świata przeciwko terrorystom, wspieranym przez inne rząd - stwierdził. 

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
ONZ chce zawieszenia broni w "piekle na ziemi". Rosja sprzeciwia się rezolucji
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl