13 Rosjan oskarżonych o ingerowanie w wybory. Finał wielkiego śledztwa b. szefa FBI

13 Rosjan zostało oskarżonych o ingerencję w przebieg amerykańskich wyborów prezydenckich w 2016 roku. To efekt śledztwa kierowanego przez specjalnego prokuratora Roberta Muellera - byłego szefa FBI.

O możliwym wpływie Rosjan na wybory, w których starli się ze sobą Hillary Clinton oraz Donald Trump, mówiło się jeszcze przed głosowaniem w listopadzie 2016 roku. Dziś wielka ława przysięgłych zdecydowała postawić w stan oskarżenia 13 obywateli tego kraju - poinformowała agencja śledcza Muellera.

Podawali się za Amerykanów

Według aktu oskarżenia 12 Rosjan pracowało dla firmy Internet Research Agency z Petersburga, trzynasty - przyjaciel Władimira Putina Jewgienij Prigożyn założył tę agencję i finansował jej działalność. Rosjanie dysponowali wielomilionowym budżetem i zatrudniali setki osób.

Trzem Rosjanom zarzucono udział w spisku, którego celem miało być "oszukanie Stanów Zjednoczonych". Pięciu innych oskarżono o kradzież tożsamości.

"Podawali się za Amerykanów, zarządzali stronami w mediach społecznościowych oraz grupami, których zadaniem było przykuć uwagę amerykańskiej opinii publicznej" - napisano w 37-stronicowym akcie oskarżenia.

"Stworzyli i kontrolowali liczne konta na Twitterze, które miały wyglądać tak, jakby były prowadzone przez Amerykanów" - dodano. By ukryć swoją tożsamość, wykupili miejsce na amerykańskich serwerach i tworzyli fałszywe profile. 

USA będą się domagać ekstradycji

Zastępca prokuratora generalnego USA Rod Rosenstein oświadczył podczas konferencji prasowej, że zarzutów w tej sprawie nie usłyszał żaden Amerykanin.

Nie stwierdzono również, by działania Rosjan przesądziły o ostatecznym wyniku głosowania, choć celem oskarżonych było "sianie zamętu" w Stanach Zjednoczonych.

Rosenstein zapowiedział jednocześnie, że amerykańskie władze będą się domagać ekstradycji oskarżonych.

Wybory prezydenckie w USA 2016

Podczas kampanii wyborczej w 2016 roku oskarżeni Rosjanie prowadzili akcje wspierające Donalda Trumpa i wymierzone przeciwko Hillary Clinton.

Często ich celem było podważenie zaufania do amerykańskiego systemu politycznego. Czasami organizowali też demonstracje obu stron politycznego sporu.

Wybory zakończyły się wówczas zwycięstwem kandydata Republikanów, który zgromadził wymaganą liczbę głosów elektorskich, choć w głosowaniu powszechnym to właśnie kandydatka Demokratów zdobyła więcej głosów.

Nie chcesz poczuć uścisku dłoni prezydenta. Donald Trump i jego niezręczne przywitania

Więcej o: