Piloci odmawiają przewozu deportowanych imigrantów. "Nie wezmę udziału w tym barbarzyństwie"

Deportacja do Afryki i 3500 dolarów lub więzienie w Izraelu - takie ultimatum dają władze kraju tysiącom migrantów z państw Afryki. Teraz trzech pilotów izraelskich linii zapowiada, że odmówią udziału w deportacji.

Prawicowy rząd Benjamin Netanjahu ogłosił niedawno plan dot. dziesiątek tysięcy imigrantów, którzy przybili do Izraela z państw Afryki. To głównie osoby pochodzące z Erytrei oraz Sudanu, które w związku z ciężką sytuacja w kraju chciały uzyskać status uchodźcy. Ponad 60 tys. osób szukających ochrony przekroczyło granicę Izraela z Egiptem od 2005 roku - podaje "New York Times".

Netanjahu stwierdził, że kraj "musi chronić swoje granice" i dlatego imigranci otrzymają ultimatum: deportację do państwa pochodzenia lub tzw. bezpiecznego trzeciego kraju w Afryce (a do tego 3500 dolarów na zachętę) lub trafienie do więzienia w Izraelu. Miałaby ich przyjąć m.in. Rwanda. Organizacje pozarządowe skrytykowały plan i podkreślały, że ani ich własne kraje, ani Rwanda nie są bezpieczne dla imigrantów i uchodźców.

Piloci: Nie będziemy wozić deportowanych

Plany rządu Netanjahu krytykują nie tylko zagraniczne organizacje. Sprzeciw wyraziła też grupa żydowskich duchownych oraz uczonych. Ostatnio zaś swój protest przedstawili trzej piloci izraelskich państwowych linii lotniczych El Al - opisuje "Haaretz". Opublikowali oni na Facebooku oświadczenia dotyczące swojego sprzeciwu wobec stanowiska rządu.

Pilot Yoel Piterbarg przypomniał, że Żydzi sami żyli w rozproszeniu, nieraz jako uchodźcy i migranci. "Ze wszystkich narodów to właśnie my, Żydzi, musimy być liderami moralności i empatii" wobec cierpiących uchodźców i migrantów - napisał w oświadczeniu. Przyznał, że kraj potrzebuje ochrony granic, jednak będących już w Izraelu uchodźców "nie można wyrzucać" do krajów, gdzie cierpią. "Pozwólmy im zostać i otrzymać natychmiastowa pomoc. Tak, jak jak Żydzi, którzy kiedyś byli uchodźcami, chcieli otrzymać pomoc, a nie zostać wyrzuconym" - zaapelował.

Kolejny pilot Shaul Betzer stwierdził, że "nie ma mowy", aby wziął udział w przewożeniu uchodźców do miejsc, gdzie "ich szanse przetrwania są bliskie zera".

"Dołączyłem do moich przyjaciół i zadeklarowałem, że nie będę woził uchodźców na śmierć. Nie wezmę udziału w barbarzyństwie" - napisał lotnik Iddo Elad.

Izraelska gazeta podkreśla, że protest ma raczej wymiar symboliczny, a nie praktyczny, gdyż rząd i tak korzysta z usług zagranicznych linii podczas deportacji.

Ryzykują życiem, by uchronić się przed pogromem. Zapomniani przez państwo, starają się przetrwać na własną rękę

Więcej o: