Jako dziecko musiał zabijać na wojnie. Teraz mówi: Dzieci z Syrii to nie "stracone pokolenie"

Patryk Strzałkowski
Stracone pokolenie to termin, którym często określa się syryjskie dzieci. Jednak zdaniem Ishmael Beah, który sam był dzieckiem - żołnierzem, nazywając je tak, odbieramy im nadzieję. A ta istnieje - co pokazuje jego własny przykład.

Ishmael musiał zacząć zabijać, gdy miał 12 lat. Rok wcześniej w Sierra Leone wybuchła wojna domowa. Lata 80., początek swojego dzieciństwa, wspomina jako spokojne i wypełnione marzeniami o studiach i karierze. 

- Wojna skończyła to wszystko - mówi w rozmowie z Gazeta.pl. Rodzince i rodzeństwo zginęli krótko po wybuchu wojny w 1991 roku. Nastolatek udał się do bazy wojsk rządowych, gdzie liczył na znalezienie schronienia. - Ale zostałem wcielony do armii. Wojna stała się częścią mojego życia - mówi Ishmael Beah, dziś pisarz i Ambasador Dobrej Woli UNICEF.

Przez groźby, "pranie mózgu" i narkotyki wojsko zmuszało dzieci do walki. - Na krótkim szkoleniu dowódcy grożą, że zabiją cię za nieprzestrzeganie rozkazów. Jeśli chcesz żyć - słuchasz ich - mówi.  

- Dzieci są bardzo wytrwałe. Kiedy nie mogą zmienić swojej sytuacji, przystosowują się do niej, aby przeżyć. Z początku opierałem się temu, żeby walczyć, zabijać. Ale z czasem wpaja ci się przekonanie, że kiedy zacząłeś, nie ma już odwrotu - wspomina. 

"Nazywali nas tykającymi bombami"

 - Nie sądziłem, że będę w stanie z tego wyjść. Ale uratował mnie UNICEF, trafiłem do centrum rehabilitacji. To był najtrudniejszy czas. Oderwano mnie od przemocy, ale ona pozostała w mojej głowie - mówi Ishmael. Miał podwójne szczęście. Nie tylko trafił do programu pomocy i reintegracji UNICEF (agenda ONZ pomagająca dzieciom), ale też został adoptowany przez rodzinę z USA, gdzie zdobył wykształcenie. 

Przeszłość nie dawała o sobie zapomnieć nawet za oceanem. - O dzieciach - żołnierzach mówił się, że jesteśmy "tykającymi bombami". Że nie będziemy dobrze funkcjonować jako dorośli, że nie ukończymy szkół. Ludzie zaczynali w to wierzyć i zaczynali się bać - opowiada.

- Nawet w mojej szkole koledzy, gdy dowiedzieli się, że byłem dzieckiem żołnierzem, nie chcieli zostawać ze mną sami w szatni - mówi. Dlatego postanowił sam dzielić się swoją historią:  

"Chciałem powiedzieć nie tylko o tym, jak dzieci zostają wciągnięte w wojnę, ale też jak mogą się z niej wydostać. Wielu rówieśników, którzy nie znali mojej historii, uważali mnie za zwykłego dzieciaka, który uwielbia grać w piłkę. Poza tym pomyślałem kiedyś: gdy sam przez to przechodziłem, byłoby cudownie, gdyby ktoś z podobnym doświadczeniem mógł mi powiedzieć, że możliwe, abym znów stał się sobą. Trudne, ale możliwe"

"Stracone Pokolenie"? Oni się nie poddają

Ishmael swoją historię opowiedział w wywiadach, a przede wszystkim we własnej książce. Nie poprzestał jednak na opowiadaniu o swoich doświadczeniach. Zaangażował się też w promowanie wsparcia dla dzieci - ofiar konfliktów i katastrof jako Ambasador Dobrej Woli UNICEF.

W ramach pracy odwiedził m.in. ogromne obozy dla syryjskich uchodźców w Jordanii. To właśnie m.in. o mieszkających tam dzieciach mówi się, że są "straconym pokoleniem".

- Ja się z tym nie zgadzam. Jeśli nazywamy te dzieci "straconymi" to oznacza, że porzuciliśmy nadzieję dla nich - mówi Ishmael Beah. Wspomina:

To jasne, że te dzieci były świadkami okropnych rzeczy. Uniemożliwiono im naukę w szkole i życie z rodziną. Straciły wiele. Ale je spotkałem to widziałem, że nie na tym chcą się skupiać. Wolą myśleć o tym, jak mogą zbudować swoją przyszłość. Jak przygotować się na to, by po powrocie do kraju móc go odbudować jako inżynierowie, jako lekarze, jako piloci. Oni nie poddali się jeśli chodzi o ich przyszłość.

Syryjskie dzieci, które spotkał Ishmael, żyją w wielkich obozach dla uchodźców już od lat, ale - jak mówi mężczyzna - myślą o normalnym życiu. - Nie chcą chodzić do szkoły tylko raz w tygodniu. Planują przecież w przyszłości studiować - podkreśla

- Dlatego - mówi reprezentant UNICEF - ważne jest stałe finansowanie pomocy dla dzieci - uchodźców. Trzeba dać im możliwości radzenia sobie samodzielnie, wyrwania się z obozu.

"To bardzo dumni ludzie. Oni chcą ciężko pracować"

Ishmael podkreśla, że potrzebna jest długoterminowa perspektywa w pomaganiu i stworzenie takich warunków, w których uchodźcy stają się samodzielni i niezależni od pomocy. - Trzeba dać dzieciom - uchodźcom możliwość przebicia się na świecie, konkurowania z innymi. Chciałbym, aby te dzieci mogły iść na studia - mówi.

- Syria to starożytna cywilizacja. Był tam jedne z najlepszych szkół na bliskim wschodzie, zanim zostały zniszczone - zwraca uwagę mężczyzna.

- Dziś ludzie myśląc o Syrii widzą tych bezradnych, niewykształconych ludzi, którzy chcą przyjechać do twojego kraju i odebrać ci coś. Ale to bardzo dumni ludzie. Oni chcą ciężko pracować, a nie dostawać coś za darmo - podsumowuje.

Organizacje apelują o pomoc dla uchodźców i mieszkańców Syrii szczególnie w trakcie zimy. Ty także możesz wesprzeć Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (sponsorując paliwo do ogrzewania czy ciepłe buty dla dzieci), UNICEF (kupujący np. koce), Polską Akcję Humanitarną, Polską Misję Medyczną, Międzynarodowy Czerwony Krzyż czy Lekarzy bez Granic.

Ilu uchodźców przyjęła Polska? Wbrew temu co mówią politycy PiS, niewielu

Więcej o: