Dziesiątki tysięcy wejść na strony porno w parlamencie. "Większość była niezamierzona"

Ponad 24 tysiące - tyle razy próbowano dostać się na strony pornograficzne za pomocą sieci brytyjskiego parlamentu. Oficjalne dane dotyczą pięciu miesięcy, co daje średnio 160 prób na dzień.

Westminster ujawnił te dane w odpowiedzi na wniosek złożony przez agencję Press Association. Obejmują one liczbę prób dokonanych między czerwcem a październikiem ubiegłego roku.

Przedstawiciele parlamentu podkreślają przy tym, że większość prób wejść na strony z pornografią było "niezamierzonych". I było ich dużo mniej niż w poprzednich latach. Tylko w 2016 roku system udaremnił ponad 113 tys. takich prób, podczas gdy rok wcześniej było ich aż 213 tys.

Ze wspomnianej sieci brytyjskiego parlamentu mogą korzystać - za pomocą komputerów i innych urządzeń - nie tylko parlamentarzyści, ale także wszyscy pracownicy obu izb oraz goście budynku, jeśli podłączą się do niej za pomocą WiFi.

Afera Damiana Greena

Dane ujawniono kilka tygodni po tym, jak ze stanowiska ustąpił Damian Green - dotychczasowy minister pracy oraz świadczeń społecznych, a de facto wicepremier brytyjskiego rządu, uznawany za "prawą rękę" Theresy May.

Green był zmuszony do grudniowej dymisji po tym, jak dyscyplinarne śledztwo w jego sprawie wykazało "naruszenie kodu ministerialnego". Polityk złożył bowiem niedokładne i wprowadzające w błąd zeznania w sprawie nagrań pornograficznych odnalezionych na jego służbowym komputerze w Izbie Gmin w 2008 roku.

Kto obejmie tron brytyjski po królowej Elżbiecie II? Pełna lista sukcesji jest naprawdę długa

Więcej o: