Poszukiwania argentyńskiego okrętu podwodnego ARA San Juan. Sonar wykrył obiekt na dnie

Zespół poszukujący zaginionego okrętu podwodnego ARA San Juan natrafił na nowy trop. Sonar zlokalizował na dnie oceanu obiekt, który może mieć związek z zaginioną argentyńską jednostką.

Argentyńska marynarka poinformowała, że sonar zespołu poszukiwawczego wykrył obiekt na dnie na południu Oceanu Atlantyckiego - donosi "Fox News". Znalezisko może być powiązane z zaginięciem argentyńskiego okrętu ARA San Juan i 44 członków jego załogi.

Warunki meteorologiczne nie pozwoliły na zbadanie obiektu, jednak zrobi to zdalnie sterowany, rosyjski okręt podwodny Panther Plus. Amerykańska jednostka będzie w tym czasie kontynuowała poszukiwania.

Brak kontaktu od listopada

Kontakt z argentyńskim okrętem ARA San Juan urwał się 15 listopada. Na pokładzie znajdowało się 44 członków załogi. W ich poszukiwaniach z wody i z powietrza bierze udział solidarnie kilka krajów, w tym Stany Zjednoczone oraz Rosja, a nawet Wielka Brytania, która od lat pozostaje z Argentyną w ostrym sporze o Falklandy, nazywane przez Argentyńczyków Malwinami.

Na pokładzie okrętu, przed utratą kontaktu z jednostką, doszło do awarii - poinformował rzecznik argentyńskiej marynarki wojennej. Enrique Balbi tłumaczył, że przez tzw. chrapy do środka wdarła się woda, która wywołała spięcie w baterii akumulatorów.

Wątek niemiecki i korupcja

Okręt został zwodowany w 1983 r. w Emden. W latach 2007-2012 dokonano jego modernizacji i w jej ramach odbył się kapitalny remont. W jego trakcie wymieniono między innymi akumulatory.

To właśnie one mogły odegrać kluczową rolę w zatonięciu jednostki. W czasie ostatniej zarejestrowanej rozmowy kapitan okrętu meldował przez radio, że w przedziale dziobowym, gdzie umiejscowione są akumulatory, wybuchł pożar. Trzy godziny później podwodne mikrofony zarejestrowały eksplozję w rejonie okrętu i ślad po nim zaginął.

Według ustaleń dziennikarzy publicznej stacji radiowo-telewizyjnej Bayerischer Rundfunk, dwie niemieckie firmy zajmujące się remontem miały zapłacić łapówki. Wykonane przez nie prace nie zostały też wystarczająco udokumentowane.

W sprawę zamieszane mają być firmy Ferrolstal oraz EnerSys-Hawker. Zawarty z nimi kontrakt o dostawie akumulatorów opiewał na 5,1 mln euro. Argentyńscy politycy twierdzą, że dostarczone akumulatory nie odpowiadały wymaganiom jakości oraz nie wiadomo, kto odpowiadał za ich fachowy odbiór i sprawdzenie jakości.

Więcej o: