Wyciekł dokument o masakrze na Tiananmen. Ofiar było więcej, ich prochy trafiły do ścieków

Według oficjalnych danych chińskich władz, w masakrze na placu Tiananmen zginęło około 250 osób. Odtajniony dokument wskazuje, że ofiar było znacznie więcej. Ranni protestujący mieli być dobijani bagnetami, a spalone szczątki - spuszczane w kanalizacji.

Dokument, który właśnie ujrzał światło dzienne powstał 5 czerwca 1989 roku, około doby po masakrze. Sporządził go Sir Alan Donald, ówczesny brytyjski ambasador w Chinach. Następnie trafił do Narodowego Archiwum Brytyjskiego, gdzie został znaleziony przez dziennikarzy serwisu HK01.

Przez niemal 30 lat najczęściej przyjmowano, że w masakrze zginęło około 3 tysięcy osób, to wersja zbliżona do tej, którą podawał Chiński Czerwony Krzyż. Według nowych danych, ofiar miało być "co najmniej 10 tysięcy". 

Ambasador poinformował, że informacje o masakrze pochodziły od osoby, która blisko przyjaźniła się z wysokim urzędnikiem chińskiej Rady Państwa. Informacje pochodzące z tego źródła uważa się za wiarygodne ze względu na jego wcześniejsze potwierdzone doniesienia.

Czołgi rozjeżdżały ciała

Oprócz znacznie wyższego bilansu ofiar, w dokumencie opisano wiele drastycznych szczegółów. Masakry dokonała armia prowincji Shaanxi, składająca się - jak twierdzi ambasador - w 60 proc. z żołnierzy niepiśmiennych i uznawanych za prymitywnych. Oddział wybrano ponieważ żołnierze byli najbardziej "niezawodni i posłuszni".

Armii rozkazano, by nie oszczędzać nikogo. Ranne studentki błagały o życie, ale dobijano je bagnetami. 3-letnia dziewczynka została ranna, a matkę zastrzelono, gdy udzielała jej pomocy
Studenci mieli godzinę na opuszczenie placu, ale po pięciu minutach rozpoczęto atak. Protestujący trzymali się za ręce, ale czołgi rozjeżdżali ich tak długo, aż została z nich paćka, którą później zbierały buldożery. Szczątki spopielono i spuszczono w kanalizacji

- napisał ambasador. Zdaniem źródła masakrę prowadzono dalej, już po pierwszej fali zabójstw. "Tysiącu uratowanych powiedziano, że mogą uciekać, ale za chwilę rozstrzelano ich ze specjalnie przygotowanych stanowisk z karabinami maszynowymi" - czytamy we fragmentach pisma.

Żołnierze strzelali też do karetek. Tak stało się m.in. z japońską załogą karetki, która została rozstrzelana, a kierowca rozerwany na strzępy przez broń przeciwpancerną. Zabijano również żołnierzy, którzy nie chcieli strzelać do protestujących.

Masakra na placu Tiananmen 

4 czerwca 1989 roku doszło do masakry na placu Tiananmen. Pokojową demonstrację studentów zgładzono na rozkaz władz chińskich. Uważa się, że w więzieniach wciąż przebywają uczestnicy protestu. Nigdy ich nie opuszczą, ponieważ mogliby wówczas opowiedzieć prawdę o Tiananmen, tak skrzętnie ukrywaną przez władze. Aresztowani są również ci, którzy w jakiś sposób przypominają o tych tragicznych wydarzeniach.

Więcej o: