Do szpitala trafił nieprzytomny mężczyzna z tatuażem. Lekarze nie wiedzieli, czy go ratować

Nieprzytomny pacjent, który trafił do szpitala na Florydzie, miał na klatce wytatuowany napis "Nie reanimujcie mnie". Ratownicy i lekarze nie wiedzieli, co zrobić.

„The New England Journal od Medicine” opisał przypadek nieprzytomnego pacjenta, który trafił do szpitala na Florydzie. Na klatce piersiowej miał wytatuowany tatuaż „Do not resuscitate”, co można przetłumaczyć jako „Nie podejmujcie resuscytacji”, "Nie reanimujcie mnie".

Nie ratujcie mnie

„Do not resuscitate” to deklaracja nazywana DNR lub DNAR. Skrót pochodzi od angielskiego zdania: Do not (attempt) resuscitat(e/ion). Podpisywana jest przez pacjentów przed operacją i wiążę się z prośbą o niepodejmowanie reanimacji w razie zatrzymania krążenia lub oddechu. Zgodnie z procedurą, pacjenci przekazują podpisany formularz rodzinie lub lekarzom.

Deklaracja stosowana jest m.in. w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Holandii, Kanadzie, Australii i niektórych krajach azjatyckich.

Deklaracja w formie tatuażu?

Ratownicy pogotowia i lekarze ze szpitala na Florydzie mieli problem, gdy pewnego dnia trafił do nich nieprzytomny 70-letni pacjent z POHP (przewlekłą obturacyjną chorobą płuc), cukrzycą i migotaniem przedsionków. Na klatce piersiowej miał wytatuowane zdanie „Do not resuscitate”. Słowo „not” (ang. – „nie”) było podkreślone, zaś pod główną częścią tatuażu widniał podpis mężczyzny.

Przelali jego wolę na papier za niego

Mężczyzna został zabrany do szpitala bez dokumentów, więc medycy nie mogli ustalić jego tożsamości i skontaktować się z jego rodziną.

Zaskoczeni pracownicy pogotowia ratunkowego zdecydowali się nie uszanować woli pacjenta, bo nie byli pewni, czy tatuaż może być legalną deklaracją DNR, zgodnie z którą pacjent podejmuje decyzję, aby jego życie skończyło się w razie zatrzymania krążenia lub oddechu. W stanie Floryda istnieje bowiem specjalny, dwustronicowy formularz nazwany DNRO.

Ratownicy poinformowali o swojej decyzji szpitalny zespół ds. etyki, który miał podejrzenia, że tatuaż jest jednak wyrazem prawdziwej woli pacjenta. Ostatecznie pracownicy przepisali deklarację DNR za pacjenta na odpowiedni formularz i wysłali do Florida Department of Health, który za nie odpowiada. 70-latek zmarł tego samego wieczoru.

Polska odpowiedź na Dolinę Krzemową. "W oknie objawiła się twarz Steve'a Jobsa" [MAKE POLAND GREAT AGAIN]