Dla załogi zaginionego okrętu podwodnego czasu coraz mniej. Na pokładzie Eliana Krawczyk

ARA "San Juan" zaginął pięć dni temu. Nie wiadomo, co stało się z argentyńskim okrętem podwodnym, gdzie jest - i czy jego załoga jeszcze żyje. Nawet jeśli tak, to czasu na ich uratowanie jest coraz mniej. Na pokładzie jest pierwsza Argentynka, odbywająca służbę na okręcie.

Kontakt z jednostką utracono w środę i natychmiast rozpoczęto operację poszukiwawczą na wodzie i z powietrza. Utrudnia ją zła pogoda- sztorm i wysokie fale. Jedną z hipotez, przyjmowaną obecnie za najbardziej prawdopodobną, jest awaria zasilania na jednostce.

W akcji poszukiwawczej z powietrza uczestniczą służby z Brazylii, Wielkiej Brytanii, Chile, Stanów Zjednoczonych i Urugwaju. W niedzielę do poszukiwań włączyły się kolejne państwa, a sama Argentyna zaangażowała kolejne samoloty. Jednostki przeczesują planowaną trasę okrętu oraz okolicę. 

Nie wiadomo, jaki jest stan okrętu i załogi. Jeśli doszło do bardzo poważnej usterki, na ratunek może być już za późno. Możliwe też, że okręt jest unieruchomiony pod wodą lub spoczywa na dnie. W takim wypadu czas na ratunek ucieka nieubłaganie - podaje CNN. Jednostka takiego typu ma stosunkowo ograniczony czas, w jakim może pozostawać pod wodą. 

Jeśli jest unieruchomiona pod wodą, powietrza powinno starczyć na ok. 10 dni. Jednak jeśli doszło np. do awarii zbiorników, ten czas może być krótszy. 

W skład załogi wchodzi pierwsza argentyńska oficer marynarki wojennej, 35-letnia Eliana Krawczyk. - Jesteśmy ogromnie zmartwieni. Wciąż czekamy na jakiekolwiek informacje - mówił mediom ojej ojciec, Eduardo Krawczyk.

Tajemnicze sygnały satelitarne

Argentyńskie ministerstwo obrony poinformowało, że zarejestrowano siedem nieudanych "połączeń satelitarnych", które mogą być wykonane z "San Juan". Zdaniem specjalistów, to załoga może próbować odzyskać kontakt z bazą. Połączenia miały od 4 do 36 sekund i wykonano je w sobotę rano oraz wczesnym popołudniem.

Należący do argentyńskiej marynarki wojennej okręt podwodny klasy TR-1700 z napędem konwencjonalnym wracał z rutynowej misji w rejonie Przylądka Horn do bazy w Mar del Plata, położonej w odległości około 400 kilometrów na południe od Buenos Aires.

Więcej o: