Książęta są więzieni w... luksusowym hotelu. Ten na pozór egzotyczny kryzys zagraża Europie

Patryk Strzałkowski
11 książąt aresztowanych w hotelu Ritz-Carlton może brzmieć jak egzotyczna historia. Jednak w ostatnich dniach w Arabii Saudyjskiej doszło do politycznego trzęsienia ziemi, a konsekwencje tych wydarzeń mogą być poważne - a nawet tragiczne.

- Królestwo znajduje się na rozdrożu. Jego ekonomia jest w zapaści przez niskie ceny ropy, wojna w Jemenie jest katastrofą, blokada Kataru była porażką, a irańskie wpływy rosną w Libanie, Syrii i Iraku. Sukcesja stoi więc pod znakiem zapytania. To najbardziej burzliwy okres w ostatnim półwieczu historii Arabii Saudyjskiej - komentuje na łamach al-monitor.com Bruce Riedel.

Taka opinia nie dziwi, jeśli spojrzymy na to, jak intensywne były ostatnie dni na szczytach władzy w Arabii Saudyjskiej.

Jeszcze w piątek premier Libanu Saad al-Hariri (wspierany przez Arabię Saudyjską) spotyka się w Bejrucie z wysłannikiem Iranu (który jest przez Saudów uznawany za największe zagrożenie). Być może to mogło być zapowiedzią (a także powodem) niektórych zdarzeń w kolejnych dniach.

W sobotę Hariri leci do Arabii i stamtąd... ogłasza swoją rezygnację ze stanowiska. Wieczorem tego dnia rebelianci Huthi (związani z Iranem) wystrzeliwują z sąsiedniego Jemenu rakietę balistyczną, która prawie dociera do lotniska w saudyjskiej stolicy, Rijadzie. Dzień zdaje się mieć ku końcowi, gdy nagle pojawiają się niepotwierdzone informacje o "puczu" i aresztowaniu dziesiątek saudyjskich książąt, urzędników i biznesmenów. Oficjalnym wyjaśnieniem jest "śledztwo korupcyjne", nadzorowane przez 32-letniego następcę tronu, księcia Muhammada ibn Salmana - opisuje Al Dżazira.

Wśród aresztowanych są ministrowie, a także jeden z najbogatszych ludzi na świecie, biznesmen Al-Walid ibn Talal. Jak na książęta i miliarderów przystało, trafiają do przerobionego na areszt... superluksusowego hotelu Ritz-Carlton.

 

Z pozoru to wszystko może wydawać się wewnętrzna rozgrywką w odległym kraju - jednak jej konsekwencje i następstwa mogą się okazać dotkliwe dla całego regionu, a także dla Europy.

Co kryje się za "śledztwem korupcyjnym"?

"Jak można przekupić faceta, który ma w samolocie złoty tron" - kpił w swoim programie w amerykańskiej telewizji satyryk Trevor Noah, mówiąc o aresztowaniu ibn Talala. Jakkolwiek trudno zweryfikować korupcyjne oskarżenia wobec książąt i urzędników w saudyjskiej monarchii, to dla wielu analityków wydaje się jasne, że rzekome przestępstwa nie są prawdziwym powodem "czystki" w rodzinie królewskiej.

Wielu obserwatorów jasno widzi w tym próbę umocnienia swojej władzy przez następcę tronu, księcia ibn Salmana - pisze "Haaretz". Już wcześniej ogłaszał on propozycje i wprowadzał zmiany, które mogły nie podobać się części saudyjskich elit.

Syn obecnego króla Salmana zapowiedział m.in. dążenie do złagodzenia panującej w kraju wersji islamu (ostatnio przyznał kobietom prawdo do prowadzenia samochodów). Planuje też m.in. budowę zupełnie nowego miasta oraz uniezależnienie gospodarki od ropy naftowej. Z drugiej strony jest bardziej agresywny wobec Iranu niż poprzednicy. Dowodem może być krwawa wojna przeciwko Hutim w Jemenie. Wreszcie sukcesja obecnego następcy tronu wcale nie musiałaby być pewna, a ponieważ panujący król ma 81 lat, może do niej dojść niebawem.

M.in. z tych powodów ocenia się, że aresztowanie wpływowych osób, czy zwolnienie szefa Gwardii Narodowej, to próba wzmocnienia swojej pozycji i usunięcia potencjalnych przeciwników przez księcia ibn Salmana. 

Co oznacza rezygnacja Haririego?

Arabia Saudyjska i Iran nie są formalnie w stanie wojny, jednak w praktyce ich konflikt odbija się na sytuacji w wielu krajach Bliskiego Wschodu. W Syrii wspierani przez Saudów rebelianci walczą z Baszarem Al-Asadem, sojusznikiem Iranu. Odwrotna sytuacja ma miejsce w Jemenie. Tam Arabia toczy wojnę na rzecz rządu, przeciwko któremu wystąpili popierani przez Iran rebelianci Huti. 

Także w Libanie ścierają się wpływy regionalnych potęg. Dotychczas premierem był Saad Hariri, mający wsparcie (i pokaźny biznes) w Arabii Saudyjskiej. Jednak w jego rządzie byli też przedstawiciele wspieranego przez Teheran Hezbollahu. 

Izraelski "Haaretz" ocenia, że odwołanie Haririego - które, nawet jeśli nie było bezpośrednio wymuszone, to stało się pod wypływem księcia ibn Salmana - ma być wymierzone w Hezbollah i jego irańskie zaplecze. W wystąpieniu w saudyjskiej telewizji libański lider mówił o zagrożeniu, płynącym z politycznej dominacji Hezbollahu i pogłębieniu irańskich wpływów. Mogła to być też "kara" za zbyt duże - w oczach Saudów - ustępstwa wobec Hezbollahu. 

Co może to oznaczać dla regionu - i dla Europy?

Wojna pośrednia, którą Iran i Arabia Saudyjska prowadzą w Jemenie, już teraz została okupiona gigantycznym kosztem ludzkim. Tysiące cywilów straciło życie, w dużej mierze od saudyjskich bomb. Kryzys humanitarny w tym ubogim kraju - skrajny głód, epidemia cholery, zniszczenia i wysiedlenia - jest największym na świecie, z 20 mln ludzi potrzebującymi pomocy. 

Zaostrzenie na linii Teheran - Rijad już teraz przyniosło pogorszenie w sytuacji cywilów. W odpowiedzi na wystrzelenie rakiety przez rebeliantów koalicja pod przywództwem Saudów zamknęła wszystkie granice Jemenu. Dotyczy to także pomocy humanitarnej, a nawet leków na cholerę. Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża apeluje o otwarcie granic i umożliwienie dostaw żywności i leków. - Jemenowi grozi najgorsza od lat klęska głodu - przestrzegł podsekretarz ONZ do spraw pomocy humanitarnej. 

Tragiczne skutki miałby też kolejny konflikt, do którego - zdaniem b. ambasadora USA w Izraelu Daniela Shapiro - może dążyć książę ibn Salman. Shapiro ocenia, że rezygnacja premiera Libanu, z wzmocnieniem pozycji ibn Salmana w tle, może być próbą doprowadzenia do konfliktu między libańskim Hezbollahem, a Izraelem (wobec którego Iran i jego sojusznicy mają wrogi stosunek). Chodzi o doprowadzenie do sytuacji, w której Hezbollahem zdobywa większą władzę - i odpowiedzialność - w Libanie i dąży do konfliktu z Izraelem. Wiadomo też, że Izrael szykuje się na ewentualność wojny - niedawno odbyły się największe od dekad manewry wojskowe. Nawet zaś, jeśli nie doszłoby do wojny, możliwy jest konflikt wewnętrzny między irańskimi i saudyjskimi frakcjami w Libanie.

Oczywiście to jedynie spekulacje i wcale nie musi dojść do konfrontacji. Możliwe, że wcale nie taka jest intencja następcy tronu. Jednak, gdyby tak się stało, konsekwencje mogłyby być tragiczne. Liban wciąż podnosi się pod konfliktach ostatnich dekad, do tego mieszka tam ponad milion uchodźców z Syrii i setki tysięcy Palestyńczyków. Poważny konflikt byłby kolejną tragedią humanitarną, a możliwe że zacząłby nowy kryzys uchodźczy na granicach Europy. Ponadto Arabia Saudyjska, a także Izrael, są sojusznikami USA. Zatem nowy konflikt mógłby pośrednio dotyczyć największego członka NATO i naszego sojusznika.

Więcej o: