Zagadkowa śmierć polskiej rodziny na Islandii. Ich samochód wpadł do lodowatego morza

Nie żyje polska para oraz ich 5-letnia córka, którzy w miniony piątek w jednym z miast na północy Islandii wpadli samochodem do morza. Policja wciąż próbuje ustalić, w jaki sposób doszło do dramatycznego wypadku.

O śmierci polskiej rodziny informuje islandzki nadawca radiowo-telewizyjny RUV. Do tragedii doszło w miniony piątek w miejscowości Árskógssandur, podczas próby dostania się na prom. Według świadków, samochód poruszał się z odpowiednią prędkością. Nagłe hamowanie miało jednak doprowadzić do tego, że auto zjechało z pomostu i wpadło do wody.

Temperatura morza wynosiła wówczas zaledwie 3 stopnie Celsjusza. Nurkom udało wydostać trójkę pasażerów dopiero po godzinie. Po ich przetransportowaniu do szpitala lekarze stwierdzili zgon dwojga trzydziestolatków oraz ich 5-letniej córki.

W sprawie wypadku trwa policyjne śledztwo. - Wiele okoliczności pozostaje nieznanych. Nie możemy na dziś z całą pewnością powiedzieć, co doprowadziło do tej tragedii - mówi Jóhannes Sigfússon z islandzkiej policji.

Tragicznie zmarli Polacy mieszkali na wyspie Hrísey. Do wypadku doszło w trakcie ich podróży powrotnej do domu. Zmarli rodzice osierocili dwuletnią córkę, która pozostaje w tej chwili pod opieką krewnych.

Terminal promowy w Árskógssandur:

Potrzebujesz wezwać pomoc? Czy wiesz, jak prawidłowo korzystać z numerów alarmowych?

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Zagadkowa śmierć polskiej rodziny na Islandii. Ich samochód wpadł do lodowatego morza
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl