Wniósł do samolotu bombę ukrytą w bieliźnie. Ładunek nie wybuchł, bo nosił ją dwa tygodnie

Służby były zszokowane, że niedoszłemu zamachowcowi udało się wnieść ładunek na pokład samolotu. Równie mocno może dziwić ujawniony po latach powód, dla którego atak się nie udał. Dziś Umar Abdulmutallab siedzi w więzieniu i sam pozywa władze USA.

30-letni Abdulmutallab został skazany na poczwórne dożywocie i raczej nie ma szans na to, by kiedykolwiek opuścić więzienie. Teraz stara się poprawić swoje warunki odsiadki. Jak podaje Reuters, mężczyzna pozwał Departament Sprawiedliwości USA za ograniczanie jego możliwości kontaktu z rodziną oraz wykonywania praktyk religijnych. Zarzuca też m.in., że podczas strajku głodowego strażnicy stosowali brutalne karmienie przymusowe. 

Abdulmutallab został nazwany przez media "bieliźnianym bomberem" po nieudanym zamachu i procesie. Wykształcony w Wielkiej Brytanii Nigeryjczyk współpracował z Al-Kaidą w Jemenie, by w 2009 roku dokonać zamachu na samolot lecący z Amsterdamu do Detroit w USA - opisywał "The Telegraph". 

Ku zaskoczeniu służb, terroryście udało się wnieść ładunek na pokład samolotu. Zamierzał zdetonować bombę już nad terytorium USA. To się jednak nie udało. Mężczyzna spędził dłuższy czas w toalecie, później przykrył się kocem. Jednak pasażerowie zauważyli dym i płomienie, poczuli zapach spalenizny - opisywał vanguardngr.com. 

Abdulmutallab został obezwładniony i na ziemi przekazany służbom. Przyznał się i został skazany przez amerykański sąd na poczwórne dożywocie. Tymczasem dopiero kilka lat po nieudanym zamachu szef Administracja ds. Bezpieczeństwa Transportu ujawnił, dlaczego zamach się nie powiódł. John Pistole zdradził, że Abdulmutallab nosił bieliznę z bombą przez dwa tygodnie bez przerwy. Pistole nie chciał sprecyzować, czy np. z powodu wilgoci ładunek nie eksplodował tak, jak miało to się stać. Stwierdził jedynie, że przez noszenie "jego stan się pogorszył".

Tydzień temu broniliśmy rezydentów. Ale teraz znamy nowe fakty [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

Więcej o: