Ta groźna odmiana dżumy zabija w 24 godziny i właśnie wydostała się poza Madagaskar

Groźna forma dżumy, która szerzy się na Madagaskarze, wydostała się poza granice kraju. Płucna odmiana tej choroby zabiła już co najmniej 42 osoby, setki chorują.

Podróż na Madagaskar jest śmiertelnie groźna. To jedno z najuboższych państw świata, ma poważne problemy z opanowaniem epidemii dżumy, donosi "Al-Jazeera". Tylko od września, oprócz co najmniej 42 zgonów, naliczono ponad 340 zachorowań.

Śmierć w taksówce

Podejrzewa się, że choroba rozprzestrzeniła się w sierpniu, kiedy to 31-letni mężczyzna zmarł w taksówce. Podejrzewano, że chorował na malarię. Podróżując z centralnych wyżyn w kraju, przejechał przez stolicę, Antananarywę. 

Okazało się, że mężczyzna choruje nie na malarię, a na najniebezpieczniejszą, płucną odmianę dżumy. Przed śmiercią zdążył zainfekować kilkoro ludzi, na których natknął się w stolicy.

Najgroźniejsza odmiana

Płucna odmiana dżumy, która nęka Madagaskar, roznosi się drogą kropelkową, więc bardzo łatwo jest o zarażenie. Może zabić chorego w 24 godziny - ostrzega BBC i informuje, że WHO wysłała na Madagaskar potężne ilości antybiotyków. Mają pomóc w walce z chorobą, która wybuchła z niespotykaną dotąd siłą.

Niestety, dżuma wydostała się już poza granice kraju. Jak napisał "New York Times", dotarła na Seszele, które są celem wielu turystów. Władze zapewniają, że robią wszystko, by choroba się nie rozprzestrzeniła.

Dżuma kojarzy się współcześnie głównie ze średniowieczem. W XIV w., wybiła ponad połowę Europy, czyli więcej niż 50 milionów ludzi. Była to jednak inna odmiana choroby, niż ta, która roznosi się na Madagaskarze. "Czarna śmierć" w średniowiecznej Europie była dżumą dymieniczą, czyli mniej śmiertelną i trudniej przenoszoną.

Więcej o: