"Ulice zawsze będą nasze". Strajk generalny Katalończyków. Barcelona sparaliżowana

Katalończycy strajkują przeciwko brutalności policji. Sklepy i restauracje w Barcelonie są pozamykane, nie kursują metro ani autobusy. Podczas niedzielnych starć rannych zostało 900 osób.

Na ulicach Barcelony protestuje wielotysięczny tłum. Jak podaje "Guardian", ludzie skandują "Ulice zawsze będą nasze".

„Jestem smutnym sklepem. Jestem zamknięty, żeby zaprotestować przeciwko przemocy" – takie tabliczki można zobaczyć na drzwiach wielu barcelońskich sklepów i restauracji.

Zamknięte są też szkoły, uniwersytety i placówki służby zdrowia. Jak podaje BBC, na słynnym barcelońskim targu spożywczym Mercabarna nie ma żywej duszy - wszystkie stoiska są pozamykane.

Z powodu licznych blokad dróg, tysiące samochodów utknęło w wielokilometrowych korkach. W Barcelonie nie kursują też metro i autobusy, przez to nawet ci, którzy nie biorą udziału w strajku, nie mogli rano dotrzeć do pracy.

Piłkarze FC Barcelona też strajkują

Do protestujących dołączyli też piłkarze FC Barcelony, którzy poinformowali o swojej decyzji w oficjalnym komunikacie.

„Postanowiliśmy dołączyć do ogólnokrajowego strajku (...) Ten dzień ma zjednoczyć wszystkich, zarówno tych, którzy zagłosowali, jak i tych, którzy tego nie zrobili, ale którzy byli oburzeni wydarzeniami podczas katalońskiego referendum” - napisali przedstawiciele klubu.

Krwawe referendum

W niedzielę w Katalonii, która formalnie jest autonomiczną częścią Hiszpanii, odbyło się referendum niepodległościowe. 90 proc. z 2,26 mln głosujących opowiedziało się za odłączeniem, jednak zdaniem hiszpańskiego rządu plebiscyt był nielegalny. Między Katalończykami a policją doszło do starć. Funkcjonariusze użyli pałek i gumowych kul przeciwko wyborcom, którzy protestowali przeciwko zamykaniu lokali wyborczych i konfiskowaniu kart do głosowania. W wyniku starć rannych zostało 900 osób, w tym 33 funkcjonariuszy policji.

- W niedzielę nie było referendum niepodległościowego w Katalonii, to była strategia regionalnych władz wymierzona w prawo i demokrację - powiedział wieczorem w telewizyjnym przemówieniu Mariano Rajoy, premier Hiszpanii. Winą za niedzielne starcia z policją obarczył katalońskie władze. Jego zdaniem pozwoliły na głosowanie mimo wiedzy, że będzie ono nielegalne.

Premier Katalonii Carles Puigdemont nie zgadza się z decyzją hiszpańskich władz. Władze Katalonii we wrześniu przyjęły Akt Przejściowy, zgodnie z którym w ciągu 48 godzin od ogłoszenia wyników referendum regionalny parlament ma prawo ogłosić niepodległość Katalonii. Może to nastąpić już w środę.