Kilka godzin po masakrze w Las Vegas zaczęła się zbiórka. Ofiary mogą słono zapłacić za leczenie

Co najmniej 59 ofiar i ponad 500 rannych - to aktualny bilans masakry w Las Vegas. Osoby, które przeżyły atak, być może lada chwila będą musiały stawić czoła kolejnemu dramatowi - opiewającym na dziesiątki tysięcy dolarów rachunkom za leczenie.

Stany Zjednoczone to jedno z nielicznych państw wysokorozwiniętych, w którym ogromna część obywateli nie posiada ubezpieczenia zdrowotnego. Nic dziwnego - w USA nie funkcjonuje system powszechnych ubezpieczeń, nie ma też obowiązku zakupu prywatnej polisy.

Mieszkańcy mają więc wybór - mogą płacić za leczenie z własnych pieniędzy albo też ubezpieczyć się w prywatnej firmie (oczywiście ze swoich pieniędzy). To sprawia, że wiele osób zwyczajnie nie stać na opłacenie składek, nie mówiąc już o tym, że prywatne ubezpieczenie pokryje tylko te procedury (i tylko do pewnej kwoty), które w nim uwzględniono.

W Stanach działają też dwa państwowe programy pomocy socjalnej - Medicare i Medicaid - które obejmują osoby najuboższe, niepełnosprawne bądź po 65. roku życia. By skorzystać z programów, trzeba spełniać wyśrubowane kryteria (dotyczące m.in. zarobków, równe dla poszczególnych stanów); jednak nawet to nie oznacza, że opieka zdrowotna nagle staje się bezpłatna.

Wielu rannych wkrótce dostanie rachunki za leczenie

Właśnie dlatego zaledwie kilka godzin po informacjach o masakrze w Las Vegas na portalu GoFundMe pojawiła się zbiórka pieniędzy na wsparcie dla ofiar strzelaniny i ich rodzin. Jak opisuje portal theintercept.com, wielu rannych najprawdopodobniej dostanie wysokie rachunki za leczenie szpitalne, co jest ceną braku powszechnego systemu ubezpieczeń.

Amerykańskie media podkreślają, że podczas gdy ofiary ataków w Londynie czy Manchesterze nie musiały się martwić kosztami leczenia, raniona w Europie Amerykanka, Melissa Cochran, po powrocie do kraju musiała zapłacić ponad 80 tys. dolarów za kontynuowanie leczenia. Gdyby nie zbiórka pieniędzy, kobieta nie miałaby jak za nie zapłacić. A koszty opieki zdrowotnej w USA są bardzo wysokie - średnia cena dobowego pobytu w szpitalu to ponad 2 tys. dolarów.

- Przepisy dotyczące ubezpieczeń zdrowotnych na terenie Stanów Zjednoczonych są skomplikowane, bo podlegają zarówno regulacjom federalnym, jak i stanowym. Ponieważ nie ma czegoś takiego jak ubezpieczenie powszechne, mają je osoby, które je wykupiły, albo które zostały ubezpieczone przez pracodawcę. Jeżeli ktoś ubezpieczenia nie ma, a trafia do szpitala w stanie zagrożenia życia, pomoc zostanie mu udzielona. Taka osoba nie może jednak liczyć na to, że zostaną jej zapewnione także świadczenia podnoszące jakość życia, np. wstawienie protezy nogi. Właśnie na tego typu zabiegi są najczęściej zbierane fundusze

- tłumaczy w rozmowie z portalem Gazeta.pl Tomasz Płudowski, amerykanista i medioznawca, a także specjalista ds. marketingu politycznego.

Dane są przerażające: w raporcie NerdWallet z 2015 roku wyliczono, że aż 930 milionów dolarów z 2 miliardów zebranych na portalu GoFundMe od 2010 roku przeznaczono na uregulowanie rachunków za leczenie.

Zbawcza Obamacare?

Problem ubezpieczeń zdrowotnych miało częściowo rozwiązać tzw. Obamacare - federalna ustawa reformująca system opieki zdrowotnej, uchwalona za czasów prezydentury Baracka Obamy.

W myśl ustawy osoby, które do 30 stycznia 2017 roku nie wykupiły ubezpieczenia zdrowotnego, muszą zapłacić dodatkowy federalny podatek dochodowy o minimalnej kwocie 695 dolarów w przypadku rodziny i 2085 dolarów w przypadku rodzin (w skali roku). Zgodnie z przepisami, które weszły w życie w 2014 roku, firmy ubezpieczeniowe nie mogą już odmawiać sprzedaży ubezpieczeń osobom poważnie chorym, co w przeszłości było powszechne.

Celem ustawy było ubezpieczenie 30 milionów Amerykanów, którzy pozostawali poza systemem, i opanowanie rosnących do niebotycznych rozmiarów kosztów leczenia. Te argumenty nie przekonały Republikanów, którzy przekonują, że państwo powinno pozostawić obywatelowi decyzję, czy chce się ubezpieczać, czy nie. Wycofanie się z Obamacare było jedną z obietnic Donalda Trumpa, jednak ostatecznie nie udało się jej zrealizować. Powód? Postulat budził wątpliwości nawet wśród jego partyjnych kolegów.

Mimo to Trump nie składa broni: w najbliższym czasie odbędą się kolejne głosowania ws. uchylenia Obamacare, a także innych zmian w opiece zdrowotnej, m.in. cięciom w finansowaniu programu Medicaid. "Według Republikanów posiadanie 10 karabinów jest prawem, a posiadanie ubezpieczenia zdrowotnego - przywilejem" - gorzko komentuje feministka i działaczka Desirina Boskovich.

Masakra w Las Vegas

W niedzielę wieczorem napastnik otworzył ogień z balkonu hotelu w Las Vegas do uczestników koncertu muzyki country, który odbywał się na parkingu pod hotelem. Liczba ofiar rośnie, gdyż część osób była w stanie krytycznym. We wtorek rano czasu polskiego władze podały, że ofiar jest już 59, a rannych ponad 500.

Napastnik został znaleziony martwy - najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. W pokoju znaleziono 10 sztuk broni. Śledczy przekazali, że sprawcą był 64-letni Stephen Paddock pochodzący z Mesquite w stanie Nevada. Chociaż do ataku przyznało się ISIS, FBI podało, że 64-latek nie miał powiązań z międzynarodowymi grupami terrorystycznymi. Nie figurował też ani w stanowych, ani w federalnych bazach policyjnych. Ze wstępnych informacji wynika, że mężczyzna  popełniał dotąd jedynie wykroczenia drogowe.

Więcej o przeszłości sprawcy czytaj tutaj >>>

Masakra w Las Vegas. 50 ofiar śmiertelnych, ponad 400 rannych

Więcej o: