Zaczęło się od sportowca, teraz klęka nawet Stevie Wonder. Trump dolał oliwy do ognia protestu

Gwiazdy piłki i koszykówki, a teraz także muzyki czy telewizji przyłączają się do protestu przeciwko Donaldowi Trumpowi i policyjnej przemocy. Ale to sam prezydent sprawił, że jednoosobowy protest sprzed roku urósł wielokrotnie i stał się tematem numer jeden w amerykańskich mediach.

Nieco ponad rok temu Colin Kaepernick, zawodnik amerykańskiej ligi futbolu, nie wstał z ławki podczas hymnu państwowego. Nie był to wynik kontuzji - gracz zrobił to świadomie, w ramach protestu przeciwko rasizmowi w policji. Niedługo przed meczem doszło do kolejnego przypadku zastrzelenia nieuzbrojonego, czarnoskórego mężczyzny przez policjantów.

Protest Kaepernicka wsparła część amerykańskiej lewicy, jednak większość opinii publicznej skrytykowała go za nieokazywanie szacunku symbolowi narodowemu, jakim jest hymn. Później - za radą kolegi z drużyny i weterana - zamiast siedzieć, zaczął klękać podczas hymnu. Liga nie potępiła zachowania zawodnika, jednak zdaniem serwisu vox.com ukarano go "po cichu" - nie dostał posady w kolejnym sezonie. Z czasem sprawa ucichła.

I prawdopodobnie już nie wróciłaby do mediów - gdyby nie prezydent Trump. W piątek przemawiał na wiecu w stanie Alabama i ... narzekał na stan amerykańskiego futbolu. Poza przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa graczy, zaatakował też zawodników za klękanie podczas hymnu. Nazwał to brakiem szacunku dla hymnu i flagi i wezwał właścicieli zespołów do zwolnienia protestujących. 

Protesty na meczach w całych USA

Sprawa Kaepernicka budziła mieszane uczucia. Nawet niektóre osoby popierające protest przeciwko policyjnej brutalności nie zgadzały się z wykorzystywaniem hymnu jako momentu protestu. Jednak Trump nie uspokoił sytuacji, a tylko dolał oliwy do ognia. Na Twitterze zaatakował koszykarza Stephena Curry'ego, który zdecydował się zbojkotować wizytę swojej drużyny w Białym Domu.

Prezydent oświadczył, że wycofał swoje zaproszenie do Białego Domu dla Curry'ego. Tymczasem inna gwiazda, Lebron James, wyśmiał prezydenta za to, że "odwołał zaproszenie" dla koszykarza, który sam wcześniej zapowiedział bojkot wizyty.

Trump przez cały weekend opublikował kilkanaście wpisów na Twitterze, w których atakował protestujących sportowców (a jednocześnie milczał m.in. w sprawie dramatycznej sytuacji w Portoryko). Zaprzeczał, że jego ataki mają podłoże rasowe, ale nie przekonało to wielu przeciwników prezydenta. A kolejne wpisy tylko dolały oliwy do ognia.

W niedzielę do protestu dołączyli kolejni gracze, a nawet właściciele drużyn. Podczas ostatniej kolejki ligi NFL część drużyn nie wyszła na boisko przy odgrywaniu hymnu. Niektórzy zawodnicy klękali przed odegraniem hymnu na znak solidarności, a później wstawali. Niektóre drużyny łapały się pod ramię - także wraz z trenerami i właścicielami. Prezydenta krytykowały nawet wspierające go osoby związane z ligą futbolu.

Będący obecnie na sportowej emeryturze Michael Jordan, który mówił, że w kraju, który targany jest podziałami, trzeba szukać dróg współpracy i wsparcia, a nie wrogości.

Wreszcie do protestu zaczęły przyłączać się osoby spoza świata sportu. W ramach solidarności z graczami i w proteście przeciwko rasizmowi i przemocy w policji uklęknęli m.in. legenda muzyki Stevie Wonder, znana z serialu "Z archiwum X" aktorka Gillian Anderson, czy 97-letni weteran II wojny światowej John Middlemas.

Gdy Trump przywołał protest podczas wiecu w Alabamie, prawdopodobnie chciał po prostu powiedzieć coś, czym zaskarbi sobie sympatię obecnych tam osób. Tymczasem jego pogłębiające się zaangażowanie w sprawę dodało protestowi siły i sprawiło, że nie chodzi w nim już jedynie o rasizm w policji, ale też rasizm samego prezydenta - i jego podejście do wolności słowa.

ZUS już dawno zbankrutował. Mamy trzy warianty, jak się zabezpieczyć na starość [MAKE POLAND GREAT AGAIN odc. 4]

Więcej o: