"Historyczna odpowiedzialność". Jak przed wyborami w Niemczech partie odnoszą się do Polski

Wartości europejskie - i ich naruszanie - współpraca gospodarcza czy "historyczna odpowiedzialność". Relacje z Polską nie były centralnym tematem niemieckiej kampanii wyborczej. Jednak większość sił politycznych w ten czy inny sposób odnosiła się do naszego kraju. Deutsche Welle sprawdza, jak poszczególne partie odnoszą się do Polski.

Rządząca Niemcami chadecka partia CDU wspomina o Polsce w swoim programie wyborczym. Robi to jednak bardzo zdawkowo. Polska pojawia się jedynie w podrozdziale dotyczącym współpracy z Francją. Jak czytamy: "obok współpracy i przyjaźni niemiecko-francuskiej rozwinęła się także intensywna kooperacja i współpraca w relacjach z Polską. Chcemy ją rozwijać i intensyfikować, także w ramach niemiecko-francusko-polskiej współpracy w Trójkącie Weimarskim".

Można odnieść wrażenie, że Polski dotyczy także jeden z wcześniejszych akapitów, w którym mowa jest o wartościach w Europie, mimo że Polska nie jest tam wymieniona z nazwy. Czytamy w nim, że Unia Europejska była od początku swojego istnienia wspólnotą wartości. "Obrona demokracji, praworządności i wolności religii zobowiązuje" - czytamy.

Poseł CDU Karl-Georg Wellmann powiedział Deutsche Welle, że Polska nie jest tematem centralnym w niemieckiej kampanii. - Są ważniejsze rzeczy, ale Polska się pojawia kiedy mówimy, że europejska solidarność oznacza, iż trzeba realizować europejskie postanowienia, choćby w sprawie rozdziału uchodźców - stwierdził. Wellmann dodał, że jego partia liczy na to, iż zwykli Polacy i Niemcy nadal będą stawać się sobie coraz bliżsi. - Na tym właśnie polega europejska integracja, która jest najlepszym zabezpieczeniem przed kryzysami i izolacją. Chcemy to kontynuować i mamy nadzieję, że w przyszłości w polskim rządzie będziemy mieli partnerów, którzy też tak to widzą - powiedział.

Groźby Martina Schulza

Polska nie pojawia się ani razu w programie wyborczym socjaldemokratycznej partii SPD. W ostatnich miesiącach przedstawiciele tego ugrupowania wielokrotnie wypowiadali się jednak na temat sytuacji politycznej w Polsce i polskiego sprzeciwu wobec przyjmowania uchodźców. Zazwyczaj były to wypowiedzi bardzo krytyczne. W niedawnym wywiadzie dla Deutsche Welle szef SPD Martin Schulz mówił, że jeśli zostanie kanclerzem, zajmie jasne stanowisko wobec krajów uchylających się od europejskich umów w sprawie migrantów.

Zagroził też, że kraje te odczują to finansowo w kolejnym unijnym budżecie. - Solidarność polega na tym, że zasada ta obowiązuje zarówno przy rozdziale pieniędzy jak i uchodźców - powiedział. Inny wpływowy polityk SPD Sigmar Gabriel stwierdził zaś, że reforma wymiaru sprawiedliwości przeprowadzana w Polsce przez rząd PiS jest podkopywaniem europejskiego fundamentu. - Wszyscy musimy uważać na to, aby nie podkopywać naszego własnego fundamentu. Komisja Europejska ma w tej sprawie nasze poparcie - powiedział.

"Historyczna odpowiedzialność"

Także w programie postkomunistycznej partii Die Linke ani razu nie wspomina się o Polsce. Nie oznacza to jednak, że Polska jest dla tego ugrupowania obojętna. - Nasza partia tradycyjnie stoi na stanowisku, że ze względu na zbrodnie popełnione przez Niemców na polskiej ziemi, utrzymanie dobrych stosunków z Polską jest historyczną odpowiedzialnością Niemców.

Dlatego życzymy sobie dobrych, sąsiedzkich relacji i bliskich kontaktów między ludźmi w obu krajach - powiedział Deutsche Welle poseł Die Linke Thomas Nord. Polityk przyznał jednocześnie, że stosunki polsko-niemieckie wyraźnie się ostatnio pogorszyły. - Chociaż starano się, aby nie dopuścić do eskalacji, to zakończyło się to fiaskiem, w dużej mierze z powodu polityki PiS-u - ocenił.

Przeciwko autorytarnym tendencjom

Aż dwukrotnie Polska pojawia się w programie wyborczym partii Zielonych. W obu przypadkach w krytycznym kontekście. O Polsce pisze się między innymi w rozdziale zatytułowanym "Dla silnej Europy, przeciwko podziałowi i autorytarnym tendencjom". Czytamy w nim: "Jesteśmy oburzeni tym, że w środku Europy, na przykład w Polsce albo na Węgrzech, osłabia się demokrację i praworządność. Sprzeciwiamy się temu".

O Polsce wspomina się także w rozdziale dotyczącym równouprawnienia i prawa do decydowania o sobie. W części poświęconej feminizmowi czytamy: "Uważamy, że potrzebny jest nowy feministyczny przełom. Fala prawicowego nacjonalizmu, która przetacza się przez USA i Europę, jest wymierzona także przeciwko wolności i równouprawnieniu kobiet. W USA rządzi prezydent, który nie ukrywa swojej pogardy dla kobiet. W Polsce ledwo udało się zablokować zaostrzenie i tak restrykcyjnej ustawy o przerywaniu ciąży".

Utrzymać presję

Liberalna partia FDP, która - jeśli wierzyć sondażom - wróci do Bundestagu po czteroletniej przerwie, także wspomina o Polsce w swoim programie. Polska wymieniona jest jednak tylko w rozdziale dotyczącym umacniania NATO, a konkretnie w punkcie mówiącym o tym, że Niemcy powinny mocniej angażować się inicjatywy obronne NATO na wschodzie sojuszu, w tym w Polsce.

O tym, co FDP myśli o sytuacji politycznej w Polsce, świadczy za to wypowiedź jednego z liderów tej partii Alexandra Grafa Lambsdorffa. W rozmowie z SWR2 chwalił weto zgłoszone przez prezydenta Andrzeja Dudę do ustaw reformujących sądownictwo. Zastrzegł jednocześnie, że Komisja Europejska musi pozostać "w blokach startowych" aby móc szybko reagować w przypadku dalszych zmian mogących podważyć niezależność wymiaru sprawiedliwości. "Presja na polski rząd musi zostać utrzymana" - stwierdził.

Nie dla uchodźców

Jedyną partią, która nie krytykuje otwarcie działań polskiego rządu jest prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec AfD. Ugrupowanie to prezentuje podobne do PiS stanowisko w sprawie imigrantów i konieczności obrony chrześcijańskich korzeni Europy. AfD jest także przeciwna pogłębianiu integracji europejskiej. Jednocześnie jest jednak partią przyjazną wobec Rosji. Trudne do zaakceptowania w Polsce są też zapewne wypowiedzi dotyczące historii.

Jeden z liderów AfD Alexander Gauland stwierdził niedawno, że Niemcy mają prawo być dumni z dokonań żołnierzy Wehrmachtu. Ten sam Gauland jako jeden z nielicznych niemieckich polityków bronił rządu PiS przed krytyką ze strony Komisji Europejskiej. - UE rozwija się w kierunku reżimu przymusu - mówił. W programie wyborczym AfD, która z pewnością wejdzie do Bundestagu, Polska pojawia się raz - w akapicie dotyczącym ochrony zwierząt. Partia sprzeciwia się ubojowi rytualnemu. "Kraje takie jak Szwecja, Holandia, Szwajcaria, Polska, Norwegia, Islandia, Lichtenstein i Dania są dla nas pod tym względem wzorem" - czytamy.

(1 stycznia 2013 roku w Polsce zaczął obowiązywać zakaz uboju rytualnego. Zakaz obecnie jednak nie obowiązuje - w grudniu 2014 roku Trybunał Konstytucyjny uznał taki zapis za niekonstytucyjny - DW).

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle'' .

embed