"Furgonetka w ogóle nie zwolniła. Jechała prosto przez środek tłumu". Świadkowie opisują atak

Świadkowie ataku terrorystycznego w Barcelonie opisują zamach na turystycznej ulicy La Rambla. W rozmowach z dziennikarzami mówią o panice i ludziach biegnących w poszukiwaniu schronienia.

Furgonetka wjechała w tłum na ruchliwej alei La Rambla w centrum Barcelony. Wiadomo, że nie żyje co najmniej 13 osób, a około 100 jest rannych.

Kiedy doszło do zamachu, tłum ludzi zaczął uciekać w panice. Część osób szukała schronienia w pobliskich sklepach i restauracjach. 

Tom Gueller mieszka na ulicy obok. Udało mu się uciec, gdy samochód zaczął taranować pieszych. Jego relację przytacza "Guardian".

Usłyszałem krzyki i huk, a później zobaczyłem rozpierzchający się tłum i furgonetkę jadącą środkiem La Rambla. Natychmiast zorientowałem się, że to był atak terrorystyczny. Udało mi się uciec, mieszkam blisko

- opisywał. I dodał, że gdy znalazł się w mieszkaniu, obserwował sytuację z balkonu.

Pytany o samochód, który wjechał w tłum, stwierdził:

Furgonetka w ogóle nie zwolniła. Jechała prosto przez środek tłumu na La Rambla.

26-letni Ako jadł obiad z rodziną, kiedy usłyszał, że coś się dzieje.

Właśnie skończyliśmy jeść i mieliśmy wychodzić, kiedy zaczęło się zamieszanie. Część osób się poderwała, potem zobaczyłem biegnących ludzi. Inni kucali, jakby pochylali się nad kimś, kto leżał na ziemi i wołali o pomoc. Za chwilę przyjechały karetki. Policjanci kazali nam zostać w środku. Niedługo później zobaczyliśmy uzbrojonych policjantów

- opowiadał dziennikarzom. I dodał, że w restauracji było około 40 osób, które nie wiedziały co się dzieje.

Dawid, Polak, który w momencie ataku był niedaleko, opisywał w TVN24:

Ludzie biegają w popłochu w nie wiadomo jakim kierunku, ale są też tacy, którzy spokojnie siedzą w restauracjach, być może nieświadomi tego, co się dzieje. Choć ciężko mówić o nieświadomości, kiedy na każdym rogu jest policja, kiedy widać przerażenie.
Mieszkańcy i turyści nie wychodzą z mieszkań i hoteli, część pozamykała się w restauracjach

- mówi w rozmowie radiem TOK FM Polka, która jest teraz w Barcelonie. Aleksandra Zemke opisuje, że plac Kataloński, gdzie doszło do zamachu, jest jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów.

Zemke tłumaczy też, że w Hiszpanii trwał ostatnio długi weekend i dlatego do Barcelony zjechało więcej zagranicznych turystów, ale też samych Hiszpanów.

Zamach w Barcelonie. Więcej w naszej relacji NA ŻYWO >>>

Zamach terrorystyczny w Barcelonie