"Przywraca wiarę w ludzi". Mieszkańcy Hamburga na własną rękę sprzątali miasto po zamieszkach

Powybijane szyby, spalone samochody, graffiti i plakaty na murach i witrynach - tak wyglądał Hamburg po 3 dniach protestów i zamieszek lewicowych ekstremistów. W niedzielę mieszkańcy sami postanowili posprzątać miasto.

"Nieważne co myślisz o szczycie G20, to, co działo się na ulicach naszego miasta zaszło za daleko. Proszę każdego, by w niedzielę przyszedł i pomógł nam posprzątać nasze piękne miasto" - czytamy na facebookowej stronie z hasłem "Hamburg räumt auf!" (niem. Hamburg sprząta).

Za jej pośrednictwem mieszkańcy miasta umówili się, by w niedzielę po południu posprzątać ulice po zamieszkach. Udział zadeklarowało ponad 8 tysięcy. Wielu rzeczywiście przyszło, by zająć się śmieciami, rozbitym szkłem, usunąć graffiti ze ścian i w miarę możliwości uporządkować miasto. W mediach społecznościowych dzielili się zdjęciami z akcji. "Hamburg właśnie przywrócił moją wiarę w ludzkość" - pisano na Twitterze.

Mieszkanka Hamburga Nina Voncken zwróciła uwagę, że akcja mogą zacząć się wcześniej, gdyż po południu w dużej mierze z bałaganem i zniszczeniami poradziły sobie służby oczyszczania miasta. "Ale wyrażanie solidarności i tak jest świetną sprawą" - zaznacza. Jak opisała, podczas akcji panowała luźna atmosfera, grano muzykę, a wolontariuszom oferowano picie i przekąski. 

Ponad 200 rannych policjantów, blisko 300 zatrzymanych

W starciach z lewicowymi ekstremistami rannych zostało 213 policjantów. Zamaskowani mężczyźni rabowali i plądrowali sklepy, podpalali samochody, wyrywali płyty chodnikowe.

Kilku policjantów odniosło poważne obrażenia. Jeden został ugodzony metalową kulą wystrzeloną z procy, innego trafiła w oko zapalona petarda. Obydwaj policjanci trafili do szpitala.

W sumie w trakcie zamieszek zatrzymano 288 osób, z czego 144 czasowo aresztowano.

"Witamy w piekle". Na ulicach Hamburga przeciwnicy Trumpa i G20 starli się z policją

Więcej o: