Niesamowite szczęście korespondenta wojennego. Kula z karabinu utknęła w... szyi

O wielkim szczęściu może mówić australijski korespondent wojenny Adam Harvey. Podczas relacjonowania walk na Filipinach przypadkowa kula z karabinu trafiła go w szyję. Choć do tragedii brakowało niewiele, to dziennikarz jest cały i zdrowy.

Już ponad trzy tygodnie w Marawi na południu Filipin armia toczy zaciętą walkę z rebeliantami powiązanymi z tzw. Państwem Islamskim. Tylko w piątek zginęło tam 13 filipińskich żołnierzy.

Sytuacja przyciąga uwagę światowych mediów; niektóre z nich wysłały na miejsce swoich korespondentów. Jednym z nich jest Adam Harvey z australijskiej stacji ABC.

W środę towarzyszył on żołnierzom w Marawi. Publikował na Twitterze zdjęcia z walk, jak to poniżej, gdzie widać żołnierzy podczas potyczki ze snajperem rebeliantów. 

W pewnym momencie przypadkowy pocisk z karabinu trafił reportera w szyję. Sytuacja mogła być dużo groźniejsza, gdyby pocisk uderzył kilka centymetrów w inną stronę. Jednak kula utknęła w takim miejscu, że nie zagrażała życiu Harvey'a.

Dziennikarz wrzucił nawet na Twittera zdjęcie, na którym widać prowizoryczny opatrunek. "Wszystko w porządku, dzięki wszystkim. Pocisk nadal tkwi w szyi, ale nie trafił w nic ważnego" - napisał.  

Później transport medyczny zabrał reportera do szpitala w stolicy kraju, Manili. Wykonany tam rentgen pokazuje, jak wielkie szczęście miał Harvey.

Pocisk z karabinu M-16 był zaledwie centymetr od tętnicy szyjnej. Filipiński chirurg usunął go po godzinnym zabiegu.

Setki cywilów wciąż uwięzione w mieście

Szacuje się, że w Marawi walczy od 150 do 200 rebeliantów. Po zajęciu miasta przez islamistów uciekła z niego większość spośród 200 000 mieszkańców.

Wojsko ocenia jednak, że w oblężonych dzielnicach wciąż może być kilkuset cywilów, którzy nie zdążyli wydostać się z miasta lub przetrzymywani są jako zakładnicy.

Według danych oficjalnych, do tej pory w walkach zginęło około 200 żołnierzy i cywilów.

Więcej o: