Strzały w Orlando, służby postawione na nogi. Sfrustrowany pracownik zabijał kolegów

• Strzelanina w dzielnicy przemysłowej w Orlando na Florydzie
• Policja: Zginęło 5 osób. Cztery na miejscu, jedna - w szpitalu
• Wśród ofiar jest sprawca - 45-latek popełnił samobójstwo

Do strzelaniny doszło po godz. 8 rano lokalnego czasu w dzielnicy przemysłowej na wschodzie miasta, niedaleko Full Sail University. Według wstępnych ustaleń służb, sprawcą był dawny, "sfrustrowany" pracownik jednej z okolicznych firm. Ofiarami padli jego byli współpracownicy. - Nic nie wskazuje na to, by był to akt terroru - poinformowała lokalna policja.

Dowiedz się więcej:

Jak zareagowały władze?

Głos w sprawie strzelaniny zabrał m.in. gubernator stanu Floryda. Rick Scott przypomniał, że Orlando przez ostatni rok "zmagało się z wyzwaniem, z jakim nigdy nie miało do czynienia". - Proszę wszystkich mieszkańców Florydy o modlitwę za rodziny dotknięte tym bezsensownym aktem przemocy - zaapelował Scott.

Co rok temu wydarzyło się w Orlando?

Amerykańskie media przypominają przy tej okazji, że blisko rok temu właśnie w Orlando miał miejsce najkrwawszy atak w historii USA przeprowadzony przez jednego człowieka. W klubie Pulse zginęło wówczas 49 osób.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Strzały w Orlando, służby postawione na nogi. Sfrustrowany pracownik zabijał kolegów
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl