Przez 8 lat więzili syna i zamykali go w klatce. Matka nie chciała "żeby się czymś zaraził"

Kiedy policjanci wdarli się do mieszkania w Haderze, spodziewali się, że znajdą tam zwłoki dwojga 60-latków. Zamiast tego odkryli troje żywych ludzi. Dziecko oficjalnie "nie istniało".

W czwartek funkcjonariusze izraelskiej policji zapukali do drzwi jednego z mieszkań w Haderze. Do interwencji doszło w związku z donosem sąsiadów, którzy skarżyli się na utrzymujący się od dłuższego czasu smród. W środku okazało się, że sześćdziesięcioletni imigranci, pochodzący prawdopodobnie z Rosji, nie tylko żyją, ale ukrywają w mieszkaniu trzecią osobę - 14-letniego syna, który oficjalnie nie istniał.

Zamykali go w klatce

Policjanci ostatecznie weszli do mieszkania oknem. Tam natychmiast zostali zaatakowani przez lokatorów. Szybko ich unieruchomili i zaczęli rozglądać się po pokojach. Wtedy zobaczyli 14-letniego chłopca - czytamy w izraelskim dzienniku "Haaretz".

Małżeństwo, które mieszkało w Haderze od ośmiu lat, nigdy nie poinformowało urzędu o narodzinach syna. Chłopiec nie wychodził z domu i nie chodził do szkoły. W mieszkaniu znajdowała się również amatorsko wykonana klatka, w której okazjonalnie był zamykany.

"Wyglądał jak zombie"

Jeden z sąsiadów opowiadał w lokalnym radiu, że widział raz chłopca. Miał stać w oknie i "wyglądać jak zombie z horroru". Mężczyzna powiedział, że poinformował o tym służby. - Widziałem jego oczy. Patrzył w taki sposób, jakby wołał o pomoc - relacjonował.

W chwili interwencji policji, nastolatek miał na sobie zbyt małe ubrania i nieuczesane włosy. W rozmowie z pracownikami społecznymi chłopiec utrzymywał, że nic mu nie jest. Opowiedział im też, że zazwyczaj sypiał w łóżku z rodzicami i całe dnie spędzał w domu. 60-latkowie mieli go też raz na dwa tygodnie wyprowadzać w nocy na dziedziniec. Spędzał wtedy na powietrzu do 30 minut.

Rodzice uważają, że są niewinni

Rodzice nie przyznali się do znęcania się nad synem. W czasie przesłuchania utrzymywali, że nie mógł opuszczać domu z uwagi na poważne problemy zdrowotne - czytamy na portalu Independent. - Chłopiec jest chory. Zrobiliśmy wszystko, żeby nie wychodził na zewnątrz i nie zarażał się chorobami - miała podkreślić matka.

Wygląda jednak na to, że to rodzice mieli problemy. Mieszkanie było kompletnie zawalone, wskazując na to, że są patologicznymi zbieraczami.

- Wiele w życiu widziałem - powiedział reporterom "Haaretz" lokalny polityk Yitzhak Buzaglo. - Od 20 lat pracuję w urzędzie miasta, ale nigdy nie trafiłem na nic podobnego - przyznał.

Trwają poszukiwania sióstr chłopca

Chłopiec przebywa obecnie na obserwacji w szpitalu. Jego rodzice prawdopodobnie stracą prawo do opieki nad nim, ale na tym mogą się skończyć konsekwencje prawne. Śledczy uznali bowiem, że nie chcieli skrzywdzić swojego dziecka.

- Matka jest wyraźnie przygnębiona i widać, że jest w kiepskim stanie psychicznym. Wszystko dlatego, że martwi się o syna - przekonuje adwokat kobiety Dan Gilad.

Pracownicy społeczni ustalili, że nastolatek ma siostry, które wiele lat wcześniej wyprowadziły się z domu. Miejsce pobytu kobiet nie jest znane. MSZ chce się z nimi skontaktować, żeby przekonać je do zaopiekowania się bratem.

Więcej o: